czyli spojrzenie Taty na całe to zamieszanie
7 12
Nasz Synek jest towarzyski. Jest też indywidualistą co nie oznacza, że nie lubi innych dzieci. Lubi interakcję i jak coś się dzieje. Jest otwarty, ufny i śmiały.
W czasie, o którym mowa niżej Synek zostawał już na całe dnie z Opiekunką oraz parę razy na tygodniowe wakacje u Dziadków. Nie było większych problemów.
Na żłobek cieszyła się głównie Mama. Plan był następujący: po powrocie z wakacji Mama wraca na część etatu do pracy a Synek [14M] idzie w tym czasie do żłobka. I to oddalonego o 4 minuty spaceru. Idealnie, biorąc pod uwagę, że miejscówka była zaklepana. Czy mówiłem, że w żłobku publicznym?
Po dwóch dniach szlochania… hmm, raczej dławienia się łkaniem, opuchnięta na twarzy Mama powiedziała, że więcej nie jest w stanie brać w tym udziału.
Trzeciego dnia poszedłem z Synkiem oddać go na przechowanie. W przebieralni nie było problemu. Pozwolili mi nawet wejść z nim na poligon. Wyobraźcie sobie dwoje chodzących dzieci, pełzającą w różnych kierunkach piątkę, do tego dwójkę w takich bujakach i kolejną dwójkę, której z niewyjaśnionych przyczyn udało się zasnąć.
W sumie jedenaścioro z czego dziewięcioro ryczało. To wszystko kontra dwie przedszkolanki, starające się bardzo podniesionym głosem zagłuszyć ten horror.
Nie zrozumcie mnie źle. Kobiety chciały nawet dobrze. Ale co one biedne mogą we dwójkę?
Posiedziałem parę minut zobaczyć do czego to w ogóle zmierza. Synek w huśtawkowym nastroju trzymał się blisko. Powiedziałem mu z teatralnym uśmiechem na twarzy:
Synku, ja idę a niedługo przyjdzie po Ciebie Mama.
Ryk.
Macham przyjacielsko przez szybkę.
Ryk.
Przedszkolanka stara się zaabsorbować go czymś za oknem (plus dla niej).
Inna zasuwa ze szczękiem za mną drzwi.
Kurtyna.
Po odbiorze Synka ze żłobka Mama udawała krzątaninę, ja udawałem, że jest malinowo. Tłumaczyłem, że parę godzin tam nie jest w stanie uczynić spustoszenia.
Piękna historia. Serce w strzępach.
Ponieważ w momencie ‘zdawania’ jak i odbierania Synek płakał, zastanawialiśmy się czy wbrew zapewnieniom przedszkolanek płakał tam cały czas? Wszystko trwało półtora tygodnia. Synek zauważalnie stał się bardziej nerwowy. Po tym czasie ‘uratowało’ nas zakażenie jego siusiaka. Przedszkole powiedziało, że musimy to wyleczyć, inaczej nas nie wpuszczą.
Więcej tam nie wrócił.
Nadal uważam, że żłobek czy przedszkole są dobre i potrzebne. Tylko może nie w tym momencie. Albo nie w takiej formie.
Napisz komentarz