Sądzę, że mniejsze lub większe problemy z zasypianiem dzieci ma większość rodziców.

Każdy sobie jakoś sobie z tym radzi. My także przez to przechodziliśmy.

Łatwiej powiedzieć niż zrobić.

Metodą prób i błędów próbowaliśmy naprawdę wielu technik. Myślę, że naszym problemem była nieznajomość lektur na ten temat.

Dziś mogę śmiało powiedzieć, że wg mnie najważniejsze jest by od najwcześniejszych chwil uczyć dziecko aby samo zasypiało. Uwierzcie mi to bardzo ważne aby dziecko same zasypiało we własny łóżeczku a najlepiej we własnym pokoju.

Znam małżeństwa, w których spanie dziecka miało wpływ na związek! Dziecko zajmowało w łóżku miejsce małżonka, który w tej sytuacji musiał wyprowadzić się do… pokoju dziecka!

Naszym celem było aby Synek sam szybko zasypiał we własnym łóżeczku, we własnym pokoju.

Jak to osiągnąć?

Znajoma opowiadała nam o metodzie ‚5, 10, 15 minut’. Chodzi o metodę dr Richarda Ferbera opisaną pewnie w jakiejś z książek na temat zasypiania dzieci.

Wynika z niej, że jeśli dziecku nic nie dolega a ono płacze i płacze, powinniśmy mu pozwolić płakać przez pięć minut. Po tym czasie należy je pocieszyć coś mówiąc i pogłaskać. Nie wolno w tym czasie brać dziecka na ręce.

Jeśli sytuacja powtarza się należy wydłużać czas, w jakim dziecku pozwalamy płakać. Z pięciu minut należy zrobić dziesięć a później przeciągać do piętnastu minut zanim zaśnie.

Jakoś ciężko nam było się przekonać by Synek w nocy płakał wiele minut. Zawsze wydawało się nam, że coś złego mu się dzieje. Poza tym jak można stosować takie bezwzględne metody w stosunku do malutkiego dziecka.

Powiem tyle, że po wielu nieudanych próbach okazało się, że ta metoda działa.

Dziś po umyciu kładę Synka [17M] do jego łóżeczka. Gasząc światło mówię ‚pstryk’, później dobranoc i wychodzę.

Na ogół przesypia całą noc. Zdarza się jeszcze, że budzi się z płaczem. Na ogół wystarczy jednak krótkie pocieszenie lub danie parę łyków picia. Po tym śpi do rana.