Byliśmy ostatnio u znajomych, których synek jest starszy od naszego o rok.

Znamy się od lat ale zawsze dziwi nas jak oni wychowują swojego synka. Naszła nas refleksja jak skrajnie różne podejścia mogą mieć rodzice. Dosłownie skrajnie różne.

Oni mówią do swojego synka: nie dotykaj
My mówimy: dotknij, poznaj
Oni mówią: nie wchodź, nie biegaj, chodź tu i siedź
My: wejdź, zajrzyj, biegaj
Oni go wyręczają w najprostszych czynnościach
My mówimy: dawaj sam sobie poradzisz

Staramy się aby Świat naszego Synka powiększał się a on dzięki temu uczył się, że są rzeczy dla niego dobre i złe. Przyjęliśmy z Mamą zasadę, że priorytetem w wyznaczaniu granic poznawania jest bezpieczeństwo. Do dziś cieszymy się, że pierwszą rzeczą, jaką go nauczyliśmy, kiedy zaczął raczkować to schodzić z łóżka.

Na początku to komicznie wyglądało. Nie miał kontroli nad odwracaniem i czasem robił na czworaka obrót o 270′. Ze dwa razy przy tym spierniczył się z łóżka. Było trochę płaczu ale raczej wywołanego szokiem. To go nauczyło, że jednak trzeba uważać.

Dziś Synek [17M] sam wchodzi i schodzi po schodach, na łóżko czy kanapę. Jak na niego robi to naprawdę bezpiecznie.
Często zdarza mu się potknąć i przewrócić podczas biegania. Mówi ‚baaaach’, wstaje i leci dalej.

Przed jego każdą wspinaczką mówimy mu: wejdź ale bądź ostrożny bo możesz spaść. Klepie się wtedy pogłowie, znów mówi ‚baach’ i wchodzi. Myślę, że doskonale rozumie o co chodzi.
Po każdym zejściu chwalimy go jak świetnie dał sobie radę.

Najfajniejsze jest to, że samodzielność sprawia mu wielką frajdę.
A nam to, że poznaje granice.