czyli spojrzenie Taty na całe to zamieszanie
31 01
Dzisiejszy wieczór był niezwykły.
Najpierw odwieźliśmy Mamę na imprezę. Był już wieczór i padał śnieg. Przez większość drogi w samochodzie tłumaczyłem Synkowi, że jesteśmy w drodze na imprezę Mamy, tam ją zostawiamy i wracamy do domu na męski wieczór.
No i nauczył się nowego słowa: ‘w drodze’. Powtarzał to wprawdzie po swojemu ale wyraźnie wiedzieliśmy o co chodzi. Mama wysiadła, my jej pomachaliśmy i z powrotem. Przez większość drogi mówił: ‘Mama, Mama’. Tłumaczyłem, że wracamy i będziemy szykować się na jutrzejszy bal w szkole muzycznej. Trzeba przygotować trochę jedzenia bezglutenowego.
Posadziłem go na blacie kuchennym. Roztacza się stamtąd o wiele lepszy widok. Razem przygotowaliśmy plasterki jabłek do suszenia w piekarniku. Była masa wygłupów Synek podpuszczał mnie jakimiś nie znanymi mi zagraniami.
Przed wieczorną zabawą narysowaliśmy jeszcze rebusik dla Mamy i przykleiliśmy go na ścianie w kuchni. Później bawiliśmy się w Synka pokoju, kiedy nieopatrznie powiedziałem, że można by sprawdzić co słychać w garażu. Ożywił się nagle, spadł z krzesełka i poleciał do przedpokoju. Wrócił taszcząc ze sobą moje buty. Chciał natychmiast iść do garażu. Natychmiast!
Obiecałem, że niedługo sprawdzimy czy tam wszystko ok, bo teraz czas na kąpiel. Jak zwykle pojawiła się mocno zapieniona kaczuszka. Nie wiem skąd się to wzięło ale przez większość czasu Synek wygłupiał i popisywał się. Tuż przed snem była jeszcze książeczka i ‘pstryk’. Dobranoc.
Ot zwyczajny męski wieczór we dwoje z Synkiem.
31 01
Muszę pochwalić się sukcesem.
Niedawno temu byliśmy na rodzinnej imprezie u Siostry Mamy. Ponieważ wszystkim było bardzo dobrze postanowiliśmy zostać na noc. Jak postanowione tak i zrobione.
Zrobiło się późno i przyszedł czas na kąpiel. Jest to taki nasz rytuał, niezależnie czy jesteśmy w domu czy u kogoś. Kiedy przychodzi czas na spanie, najpierw jest kąpiel. Zupełnie w wyjątkowych sytuacjach olewamy ten etap.
No dobra, kąpiel sie odbyła (kąpiel i kładzenie spać należy do mnie), pożegnaliśmy się z Mamą i gośćmi i poszliśmy do sypialni. To dość mało znane miejsce dla Synka. Innością był też brak jego łóżeczka. Przed położeniem pożegnaliśmy sie jeszcze z rybkami w akwarium i do łóżka.
Cała ta inność spowodowała, że odruchowo położyłem sie razem z Synkiem, żeby go usypiać. Jest to o tyle dziwne, że nigdy tego nie robię. Staram się przestrzegać metody związanej z usypianiem, dzięki czemu ona działa i właściwie nie mam żadnych kłopotów z usypianiem Synka.
Kiedy zdałem sobie z tego sprawę, wstałem i zrobiłem to co zwykle: zgasiłem światło mówiąc ‘pstryk’, później dobranoc i wyszedłem. Synek przewalał się jeszcze chwilę i zwyczajnie usnął.
Uważam to za wielki sukces
28 01
Ciekawa dyskusja miała miejsce dziś na forum babyboom.pl.
Uczestnikami były głównie mamy chcące dowiedzieć się czy chodzenie na basen jest dobre dla małego lub bardzo małego dziecka. No i ja.
W takim przypadku grupa była podzielona na dwa klarowne obozy – za i przeciw basenom.
Właściwie dyskusja stała się o tyle wg. ciekawa, że dotyczyła w pewnym momencie zagadnienia związanego w ogóle z bezpieczeństwem.
Z jednego wpisu wynikało, że jest więcej szkód niż korzyści, ponieważ między innymi skoro małe dzieci i tak nie umieją pływać to mogą lekceważyć zagrożenie związane z wodą.
Czyli reasumując, jeśli nasze dziecko będzie się czegoś bało to nie zrobi tego.
Bardzo słuszne myślenie i wiele osób się z tym zgodzi. Np. jeśli dziecko będzie bało się ognia to bardzo prawdopodobne, że do nie go nie wejdzie.
Zdałem sobie wtedy sprawę, że naszego Synka staramy się uczyć zachowań w danej sytuacji.
Podam przykład.
Nasz Synek zaczął chodzić jak miał 10 miesięcy, czyli chodzi teraz od jakiś 7 miesięcy.
Nauczyliśmy go, że może chodzić sam po chodniku (w towarzystwie dorosłego) ale po jakiejkolwiek ulicy musi iść ‘za rękę’. Pomimo tego, że umie chodzić i nauczyliśmy go zatrzymywania się przed ulicą nigdy nie zostawilibyśmy go na chodniku czy ulicy samego ponieważ, co oczywiste, jest to tam raczej niebezpieczne.
Uczymy go nawyków.
Z wodą jest u nas podobnie, to że lubi się kąpać w wodzie, nie oznacza, że do niej wskoczy jak ją tylko zobaczy, ponieważ między innymi nauczył się, że wodzie jest tylko z rodzicami. Gdyby jednak miał zamiar wskoczyć to i tak jesteśmy z boku, żeby go odwieść od takiego zamiaru.
Idąc dalej tym tropem, twierdzę, że zaznajamianie z wodą czy ulicą jest bezpieczniejsze niż unikanie kontaktu z nią.
26 01
W pierwszy czy drugi dzień Świąt Bożego Narodzenia powiedziałem Mamie, że bardzo bym chciał wybrać się na posłuchanie kolęd. Traf chciał, że parę tygodni później dostaliśmy cynk od znajomej, że w katedrze chór będzie śpiewał kolędy i pastorałki.
Umówieni byliśmy z Dziadkami na miejscu. Żeby było lepiej widać wpakowaliśmy się wraz z Synkiem do pierwszego rzędu.
Byłem bardzo ciekaw ale też trochę bałem się jego reakcji. Siedzieliśmy metr od rejestrujących wszystko mikrofonów. Zastanawiałem się, czy Synek nie będzie robił konkurencji.
Kiedy już wszystko ucichło, wszedł chór i zaczęło się. Synka zamurowało. Siedział na kolanach oniemiały. Wsłuchany, patrzył się w chór znajdujący się parę metrów od nas. Po pierwszej kolędzie bił ze wszystkimi brawo.
Po 30 minutach zaczął się trochę wiercić. W tym czasie zmienił się chór, były inne ubiory i znów zrobiło się ciekawie.
Natomiast kiedy zaczęła śpiewać solistka, Synek zatkał uszy. Testował sobie jak to słychać z zatkanymi uszami ale wyglądało śmiesznie.
Okazało się, że półtoraroczne dziecko może spokojnie wysiedzieć podczas godzinnego koncertu.
Tylko może nie na koncercie solowym.
24 01
Muszę przyznać się, że skacząc dziś po różnych forach i czytając wpisy ojców, uderzyło mnie jak mało do tej pory napisałem o mojej roli Taty i jak się w tym znajduję. A tym bardziej o emocjach z tym związanych.
Ciekawe spostrzeżenie.
Jak się nad tym zastanowić to codziennie uczę się roli Taty. Czasem zastanawiam się kto się więcej uczy – Synek czy ja. On ma teraz półtora roku i chłonie Świat jak gąbka wodę. Ja jestem w połowie lat trzydziestych. Porównanie naszego tempa nauki wypada dla mnie blado.
Nie oznacza to, że niczego się nie uczę.
Kiedy Synek spojrzy mi w oczy swoimi tak podobnymi do mamusinych ciekawymi oczkami… i powie: „Tato, tato”, po prostu rozklejam się. Piszę to po pierwsze dlatego, żeby sobie to uzmysłowić. Po drugie by wytłumaczyć to tym, którzy uważają, że faceci w roli Ojców nie przeżywają emocji.
Sam często staram się ‘emanować’ spokojem ale kiedy padnie „Tato”, ciężko to ukryć. Jesteśmy z natury mniej okazujący uczucia. Nie oznacza to, że jest to coś gorszego. Bliskie osoby i tak o tym wiedzą, chociaż staram się częściej te uczucia artykułować. To pierwsza nauka.
Kolejna to taka, że zdałem sobie sprawę, że bycie Tatą to jedna z najlepszych rzeczy jaka mi się do tej pory przytrafiła. Chcę dłużej przebywać z Synkiem i po prostu być przy nim. Patrzeć jak słucha, kiedy mu coś objaśniam. Kibicować, gdy nabiera nowych umiejętności…
… właśnie się obudził. Spał jak zwykle na dworzu
Podszedłem do niego a pierwsze słowo jakie powiedział to:
„Ata” i rozłożył ręce.
W wolnym tłumaczeniu: „Gdzie ta papuga”?
Obiecałem mu dziś rano, że pojedziemy poprzyglądać się zwierzętom. Będą tam rybki, chomiki, żółwie i oczywiście Ara! Zjemy coś i gazem do zoologicznego. Co za dzień! Cały czas razem.
Ojcostwo ma wpływ na moje życie i podejście do niego. Codziennie mnie zmienia.
A co lepsze rewelacyjnie się z tym czuję.
Najnowsze komentarze