czyli spojrzenie Taty na całe to zamieszanie
19 01
Długo już tu nic nie napisałem.
Właśnie zdałem sobie sprawę, że stosujemy coś co śmiało można zakwalifikować do naszych Złotych Zasad.
Była już konsekwencja, rozmowa i ruch.
Czas na Złotą Zasadę nr.:
Szczerość to mówienie prawdy. A mówienie prawdy to często trudna rzecz. Ciężko to wytłumaczyć ale czasem nawet rzucanie słów na wiatr jest rozmijaniem się z prawdą.
Dla naszego Synka jest ważne to co mówimy. Jesteśmy przecież jego najważniejszymi nauczycielami. Widać, że słucha a czasem nawet zamyśla się. Przynajmniej tak to wygląda kiedy marszczy czoło.
Nie możemy sobie zatem pozwolić, żeby mówić jedno a robić drugie. Gdyby tak było stracilibyśmy u niego autorytet. A ten nawet w życiu łatwo stracić ale bardzo ciężko odbudować.
Dlatego nigdy nie mówimy mu czegoś, czego nie jesteśmy w stanie spełnić. Staramy się też nie go zbywać, kiedy np. jesteśmy zmęczeni.
Kto by pomyślał, że bycie rodzicem to taka odpowiedzialna rzecz
19 01
Ponieważ dopadł mnie ostry wirus, ze względów bezpieczeństwa postanowiliśmy, że stan kryzysowy Synek przeczeka u Dziadków. Tak się złożyło, że najpierw był u jednych parę dni i parę dni u drugich. Łącznie 4 dni. Niby nie długo.
Pamiętam, że podczas ‘zdawania’ działał bez zarzutu. Można by powiedzieć, że chodził jak szwajcarski zegarek. Po odbiorze za to… dostaliśmy z powrotem coś co wyglądem przypominało Synka a zachowaniem jakieś obce dziecko.
O podejściu Dziadków pisałem już wcześniej ale widzę, że to poważniejsza kwestia… czyżby czas na zrewidowanie poglądów?
Przed chwilą rozmawiałem o tym z Mamą. Wnioski są w sumie oczywiste. Albo zabronimy kontaktów z Dziadkami albo przystajemy na ich warunki. Coś za coś.
W sumie jednak nie jest tak źle. Normalną rzeczą jest, że Dziadkowie pozwalają na duuużo więcej. Jest tak jakby z definicji. Poza tym sporo się tam uczy i poznaje nowe rzeczy. Dziadkowie po prostu ‘nie mogą patrzeć jak dziecko płacze’. No a płacze bo wymusza. I mamy błędne koło.
Trzeba jednak siły by przez to przejść obronną ręką. Po przyjeździe Synek sprawdza czy nowo przetestowane na Dziadkach zagrywki w domu też działają. Na ogół nie działają… i co? RYK. Rzuca się na podłogę i zaczyna przedstawienie.
Spazmy, szloch… Scenka wygląda w sumie strasznie… Biedne dziecko rycząc szamocze się w konwulsjach po podłodze. Obok, niewrażliwi na tę sztukę, siedzimy my – rodzice – tyrani. Wewnątrz oczywiście gotuje się, serca łopoczą, pokątnie łypiemy wzrokiem.
Na ogół nie trwa to jednak długo. Po chwili, kiedy Synek zdaje sobie sprawę, że cały jego show na nic, zwyczajnie przechodzi do innych czynności.
Chyba zaczyna rozróżniać co wolno tam a co w domu. Poza tym nawet 4 dni u Dziadków nie są w stanie zniweczyć naszego codziennego wysiłku. Tak mi sie przynajmniej wydaje.
Znów zaczyna tykać po staremu.
10 01
O naszym problemie z zapaleniem siusiaka Synka pisałem już wcześniej w innym wpisie na blogu.
Ostatnio wpadł mi w ręce wywiad z lekarzem medycyny chińskiej.
Porusza on między innymi ciekawy temat przełożenia stresu na stan zdrowia naszych wnętrzności. Co za tym idzie i nas.
Zastanawiam się czy tamten nasz przypadek zapalenia nie był czasem wywołany stresem ze żłobka.
Ciężko powiedzieć, czy pomogło przemywanie rivanolem, czy rezygnacja ze żłobka.
W sumie ciekawa sprawa.
Poniżej fragment rozmowy z medycyny chińskiej Krzysztofem Romanowskim:
[...] Moczenie może wystąpić z powodów emocjonalnych, np. lęku spowodowanego konfliktami rodziców. Z punktu widzenia medycyny chińskiej osłabienie yang nerek (i automatycznie śledziony) – oznacza osłabienie funkcji obronnych organizmu. Słabnie odporność, dziecko zaczyna chorować na infekcje dróg moczowych i często też oddechowych. Poddane leczeniu przez akademicką medycynę otrzymuje antybiotyki, które w jeszcze większym stopniu uszkadzają yang śledzionowo – nerkowe. Infekcje stają się częstsze i dziecko wchodzi w cykl diagnostyki szpitalnej. Okazuje się, że w jego układzie moczowym jest reflux pęcherzowo – moczowodowy (reflux – odpływ, inaczej cofanie się moczu z pęcherza do moczowodu z powodu niewydolności zastawek ujścia moczowodu do pęcherza). Sytuacja nie zmienia się, lęk trwa, infekcje konsekwentnie tłumione są antybiotykami – reflux pogłębia się. W następnym etapie pojawiają się zmiany struktury narządu i reflux staje się wadą anatomiczną. Rozwiązaniem mogłoby być uświadomienie rodziców co do lękowego tła problemu. Jeżeli to spowoduje zmianę sytuacji emocjonalnej dziecka, to jest nadzieja na zapoczątkowanie procesu zdrowienia na poziomie psychiki, a w dalszej konsekwencji na poziomie narządu. Pełne, prawidłowe leczenie, które obejmuje psychoterapię, korektę diety i podawanie ziół zmniejsza częstość infekcji, potem znikają one w ogóle, następnie zmniejsza się stopień refluxu, aż wreszcie i on znika. Na końcu zniknie moczenie nocne. To dobry przykład na to, jak początek choroby wychodzi z poziomu emocjonalnego, a w końcowym, zaawansowanym etapie choroby dochodzi do zmian anatomicznych narządów, ale też dobry przykład jak w leczeniu przyczynowym uwidacznia się charakterystyczna kolejność znikania objawów, odwrotna do kolejności ich pojawiania się. Lekarze medycyny zachodniej są gotowi operować zastawki ujścia moczowodwo – pęcherzowego, ponieważ uważają, że stan ten istniał od początku i spowodował chorobę. Nie są w stanie dostrzec odwrotnego kierunku zdarzeń, że dziecko nabyło predyspozycji do refluxu wskutek emocji lękowych, a potem stan ten ewoluował w toku błędnego leczenia.[...]
źródło: http://www.logonia.org/index.php/content/view/166/2/
5 01
Byliśmy ostatnio u znajomych, których synek jest starszy od naszego o rok.
Znamy się od lat ale zawsze dziwi nas jak oni wychowują swojego synka. Naszła nas refleksja jak skrajnie różne podejścia mogą mieć rodzice. Dosłownie skrajnie różne.
Oni mówią do swojego synka: nie dotykaj
My mówimy: dotknij, poznaj
Oni mówią: nie wchodź, nie biegaj, chodź tu i siedź
My: wejdź, zajrzyj, biegaj
Oni go wyręczają w najprostszych czynnościach
My mówimy: dawaj sam sobie poradzisz
Staramy się aby Świat naszego Synka powiększał się a on dzięki temu uczył się, że są rzeczy dla niego dobre i złe. Przyjęliśmy z Mamą zasadę, że priorytetem w wyznaczaniu granic poznawania jest bezpieczeństwo. Do dziś cieszymy się, że pierwszą rzeczą, jaką go nauczyliśmy, kiedy zaczął raczkować to schodzić z łóżka.
Na początku to komicznie wyglądało. Nie miał kontroli nad odwracaniem i czasem robił na czworaka obrót o 270′. Ze dwa razy przy tym spierniczył się z łóżka. Było trochę płaczu ale raczej wywołanego szokiem. To go nauczyło, że jednak trzeba uważać.
Dziś Synek [17M] sam wchodzi i schodzi po schodach, na łóżko czy kanapę. Jak na niego robi to naprawdę bezpiecznie.
Często zdarza mu się potknąć i przewrócić podczas biegania. Mówi ‘baaaach’, wstaje i leci dalej.
Przed jego każdą wspinaczką mówimy mu: wejdź ale bądź ostrożny bo możesz spaść. Klepie się wtedy pogłowie, znów mówi ‘baach’ i wchodzi. Myślę, że doskonale rozumie o co chodzi.
Po każdym zejściu chwalimy go jak świetnie dał sobie radę.
Najfajniejsze jest to, że samodzielność sprawia mu wielką frajdę.
A nam to, że poznaje granice.
5 01
Wcześniej pisałem już o katarze.
Katar często towarzyszy przeziębieniu, podczas którego występuje stan podgorączkowy. Do tej pory udawało nam się walczyć z przeziębieniem domowymi sposobami.
Niedawno Synek nam się przeziębił. Zaciągnęliśmy go na długi świąteczny spacer. Było zimno a on miał zdjęte rękawiczki. Bardzo mu zmarzły rączki. Przy okazji nie zauważyliśmy, że posikał się na wylot. Niestety to wszystko nasza wina.
Ciekawe jest to, że po codziennym spaniu na dworzu Synek jest cały cieplutki, ma zdrowe rumieńce i nigdy jeszcze od tego się nie przeziębił. A tu jeden niefortunny spacer i tak go załatwiliśmy. Ech ci rodzice.
Następnego wieczora miał już 38′C i przelewał się przez ręce. Noc oczywiście niespokojna. Na szczęście tego i przez następnych parę dni sam z siebie bardzo ale to bardzo dużo pił. Wszyscy wiedzą, że częste picie jest ważne. My dajemy Synkowi wtedy ciepłą lipę do picia. Lipa rozgrzewa.
Znów pojawił się spływający, dopiero co wyleczony, katar. Na nowo w użyciu Frida. Zaraz za karatem zjawił się suchy kaszel. Na ogół przy uporczywym kaszlu chodzimy do lekarza na osłuchanie. Chcemy się upewnić, że nic mu nie zalega w oskrzelach czy płucach. Tak było i tym razem.
Oczywiście lekarz nie byłby sobą gdyby nie przygotował całej listy leków. Uznał, że to wirus, przepisał syrop prawoślazowy na kaszel + coś tam na nie wiadomo co. Syrop kupiliśmy najprostszy jaki się da, kosztował grosze. Okazało się, że Synek ma chyba na to uczulenie bo podczas dziennej drzemki dostał takiego ataku kaszlu, że nie mógł spać. Następnego dnia to samo.
Odstawiliśmy wszystko i wróciliśmy do naszych sprawdzonych domowych sposobów.
Czyli do odciągania kataru Fridą. Codziennie mega dużo picia. Często w takich sytuacjach stosujemy właśnie lipę. Dobry jest też napar z czarnego bzu.
W ciągu dnia obowiązkowy rosół z kury, ewentualnie z dodatkiem wołowiny. Świetnie sprawdza się dodanie dużej ilości natki pietruszki (zawiera dużo naturalnej witaminy C).
Na noc po myciu smaruję mu klatkę i plecy olejkiem i spirytusem kamforowym. To dobrze rozgrzewa i zdziwiło mnie, gdy lekarz skrzywił się jak to usłyszał. Powiedział, że dużo dzieci ma na to uczulenie i, że w ogóle to nie jest konieczne. Zupełnie nie kapuję dlaczego wg niego rozgrzewanie przy przeziębieniu nie jest ważne.
No cóż. U nas działa to świetnie i akurat na to nigdy nie było żadnego uczulenia. Synek to uwielbia i sam pokazuje po myciu, że jeszcze trzeba go natrzeć.
Smaruję mu też skronie, czoło i za uszami maścią kamforową. Zakładamy czapkę na noc, ciepło ubieramy i do łóżka. Katar zaczyna spływać i w nocy jest czyszczenie nosa. Czasami w nocy, niedaleko łóżka Synka zostawiamy też w podgrzewaczu rozpuszczony w wodzie olejek eukaliptusowy lub mentolowy.
Na ogół po dwóch dobach czegoś takiego jest znaczna poprawa. Temperatura mija i obchodzimy się bez jakiś strasznych leków. Nie dajemy synkowi nawet witaminy C (w leku). Bardzo wierzymy w tzw. babcine metody. Kiedyś to działało i u nas też świetnie się sprawdza. Do tego mobilizuje organizm do walki.
Dajcie znać, jeśli macie własne, dobre i sprawdzone domowe metody leczenia przeziębienia.
Życzymy dużo zdrowia
- Tata, Mama i Synek
Najnowsze komentarze