czyli spojrzenie Taty na całe to zamieszanie
24 04
UWAGA!
Bardzo ważna informacja dla wszystkich Ojców.
No ok, nie tylko dla nich.
Jakiś czas temu rozmawiałem z kolegami-ojcami jak sobie radzą, kiedy wieczorna impreza przeciągnęła się do długich godzin, a rano to właśnie nam przypadał dyżur z młodym/młodą. Jak wygląda sytuacja, kiedy wracamy o 4 nad ranem a ukochane dziecko budzi nas, np o 6:30? Odpowiedź jest jedna: STRASZNIE.
Właściwie wszyscy zgodzili się z konkluzją z której wynika, że właściwie są tylko trzy wyjścia.
Pierwsze:
Poprzedniego dnia należy bezwzględnie załatwić kogoś w zastępstwo. Chodzi przecież o to byśmy mogli się wyspać i naładować baterie, aby później, w odpowiedzialny sposób zająć się naszym dzieckiem. Może to być sprawdzona wcześniej opiekunka. Mogą być dziadkowie. Powinni zrozumieć nasz stan.
Jeśli nam się to nie uda, polecam Drugie, bardziej brutalne wyjście:
Należy po prostu ładnie podziękować za imprezę. Gdy sytuacja jest niezręczna i wymaga poprawności politycznej, wskazane jest oczywiście podparcie się złym stanem zdrowia dzieciaka i obowiązkami ojcowskimi. Wszyscy w milczeniu pokiwają głowami a kiedy odwrócimy się i oddalimy aby realizować swoje obowiązki rodzica, marszcząc czoła poszemrają między sobą na nasz temat.
Jeżeli natomiast nie uda nam się załatwić jakiejkolwiek opieki (nawet sąsiada, znanego w okolicy starego kawalera) a na imprezę nie wypadało nie pójść, pozostaje Trzecie wyjście:
Trzecie i zarazem najgorsze z możliwych czyli Masochizm w najczystszej postaci. Agonia często rozdzierana co jakiś czas krzykiem potomka.
Ponieważ wszyscy biorący udział w dyskusji byli bardzo doświadczonymi ojcami, zgodziliśmy się, że nie istnieją żadne inne realne rozwiązania.
Jeśli jednak myślicie inaczej, napiszcie o tym. Chętnie odeprę wszystkie nonsensowne tezy.
24 04
Wiadomo, że skóra dziecka jest bardziej wrażliwa niż u dorosłego. Wiadomo, że trzeba się z nią ostrożniej obchodzić. Wszystko wiadomo.
Nic więc dziwnego, że wiele godzin spędzonych w basenie może nie być najlepsze dla skóry dziecka.
Właśnie tak było u Synka. Średnio 3 godziny dziennie przez 2 tygodnie w basenowej wodzie spowodowało, że skóra pozbawiona została swojej naturalnej ochrony, wyschła i zwiotczała.
W każdym razie odtwarzanie skóry po basenowym maratonie trwało ~1,5 tygodnia. Wszystko wróciło do normy.
Normalne korzystanie z basenu w Polsce, np. podczas zajęć dla maluszków, które zwykle trwają +/- 30 minut, nie powoduje takich objawów. Nic złego się nie dzieje. Jeśli dzieciak jest zdrowy wg mnie nie ma żadnych powodów dla których nie powinno się chodzić z dzieckiem na basen.
Z wielkich plusów natomiast po powrocie z tak długich kąpieli jest to, że Synek teraz pływa bez rękawków (ma za to pas wypornościowy na sobie). Dodatkowo pływa super w dowolnym kierunku, umie sie obracać i zapierniczać nogami jak motorówka. Poza basenem, jak na swój wiek, jest motorycznie super rozwinięty.
Kiedyś napisałem w naszych Złotych Zasadach, że wg nas ruch jest jednym z najważniejszych czynników pobudzających rozwój dziecka.
A więc jak zwykle plusy dodatnie przysłoniły plusy ujemne.
Niezmiennie polecam kontakt z wodą wszystkim niezdecydowanym rodzicom.
W razie pytań służę swoim doświadczeniem.
A mamy go już sporo.
Powodzenia!
22 04
Właśnie wróciliśmy z wielkiej piaskownicy – plaży.
Na co dzień mam świadomość, że mój czas dla Synka jest bardzo ograniczony. Dlatego strasznie chciałem spędzić z nim jak najwięcej czasu. I udało się. Całe 2,5 dnia oblepieni piachem.
To był super czas. Nieprawdopodobne jest to, że za każdym razem, kiedy nie mam wyznaczonego celu do osiągnięcia, każda nawet absurdalnie prosta czynność jest dla mnie prawdziwą radością. Właśnie tak nastawiony pierwszego dnia poszedłem z Synkiem na plażę. Jedynym moim założeniem było przebywanie z nim razem.
Po jakiś 2 godzinach przyłapałem się na tym jaką frajdą było kopanie dołu, który Synek [21M] natychmiast zasypywał. Niesamowite, że w ten sposób moglibyśmy się bawić w nieskończoność.
Zupełnie inaczej niż u Niemców obok. Oni przybili na plażę skoro świt z zamiarem wybudowania nieśmiertelnego mauzoleum. Od rana w pocie czoła Niemiecki Ojciec ze swoim poważnym synem budowali Twierdzę. Była fosa, wieżyczki i cała reszta.
Kiedy nieopatrznie poszli do wodopoju, mój Synek ze swoją 4-letnią nagą przyjaciółką goniąc się nawzajem obrócili Krzemowy Malbork w pył. Kiedy wrócili, na ich oczach Synek wysikał się na ruiny.
Podczas gdy Wielki Mistrz von der Sand ciskał gromami, ja miałem odsłonięte ósemki. Ktoś może powiedzieć, że dzięki tej naszej słowiańskiej arogancji wywalą nas z Unii.
Chciałem mu wtedy powiedzieć, że na jego miejscu cieszyłbym się, że mogę następne ileś tam bezcennych godzin odbudowywać wszystko od nowa tylko po to by cieszyć się samym faktem przebywania z własnym synem. Po jego spojrzeniu widziałem, że nie zrozumie mojego punktu widzenia. Niezależnie od tego, że i tak po paru godzinach fale uczyniłyby z jego budowli to samo co tsunami w 2004 z wybrzeży Tajlandii.
Nie dogadalibyśmy się. Jego celem było ściskanie pośladów, moim tarzanie się w piachu z Synkiem. Okazuje się, że jestem prostym człowiekiem.
Żałuję tylko strasznie, że jak zwykle parę dni to za mało. No ale staram się by to zmienić. Nagrodą dla mnie jest to, że Synek zaczął mnie spontanicznie potrzebować.
Ojcostwo to wspaniałe uczucie.
Szczerze polecam.
Najnowsze komentarze