Dziś w przedszkolu uderzyło mnie jak bardzo dorośli nie słuchają dzieci. Dwa razy się to zdarzyło. Raz podczas odprowadzania Synka do przedszkola i drugi podczas odbierania go. Wtedy mała dziewczynka (jakieś 2,5 roku) powiedziała mi, że mój Synek jest jeszcze na materacach (skaczą sobie na nich). Jej mama skomentowała to jakoś tak:

– Ależ co ty mówisz córciu – i dalej do mnie – ona tak często gada od rzeczy.

Od jakiej rzeczy? Przecież to najprostsze i najbardziej oczywiste stwierdzenie. I w dodatku okazało się, że rzeczywiście Synek był nie w swojej sali tylko skakał na materacach. Dziwne, że najbliżsi nie biorą takich zwyczajnych stwierdzeń serio.

Kolejną sprawą jest pytanie czy w ogóle słuchamy własnych dzieci. Wiadomo, że one lubią sobie ‚brzęczeć’ gdzieś z boku. Ale jeśli się czasem przysłuchać, mówią bardzo mądre rzeczy. Właściwie zauważyłem to już jakiś czas temu, rodzice rodzina czy otoczenie często olewa to co dzieci mówią. No bo coś tam sobie gadają. Kto by się tym przejmował.

Bardzo lubię pogaduszki z dziećmi. Czasem wydaje się, że taka rozmowa jest bez sensu. Ale im nigdy się nie wydaje bez sensu. Strasznie lubię ich słuchać. Czasem potrafią mnie nieźle zaskoczyć wymyślając jakieś słowa. Np. podczas naszych ostatnich wakacji siedzieliśmy sobie z Synkiem i popijaliśmy jakieś soki. In on nagle powiedział, że się ‚zapijamy’. Sam to wymyślił, bo wiedział, że mówi się, że się ‚zajadamy’. Skoro jest zajadamy to może być też zapijamy. Dziś wymyślił ‚mięsowinę’. Powiedział, że mięsowina to mięso ze świni.

Inną kategorią są spostrzeżenia dzieci, najczęściej rzucane od niechcenia. Jak na blogu, we wpisie (nie)normalnej matki:

(…) Moje dzieci śpią w trzech rożnych łóżkach w zależności jak im pasuje. Tak jak i ja. Któregoś wieczora gdy przyszła do nas spać Anitka – córka sąsiadów, zapytała Lenkę: – „Lena, a gdzie twoja mama śpi” – „A gdzie popadnie” – odrzekło rezolutne dziecię.

Dzieci walą tak trafne i szczere teksty, że czasem dużo czasu mi potrzeba, żeby otrząsnąć się z wrażenia. Myślę, że czasem warto posłuchać własnych dzieci, czy w ogóle dzieci, nawet kiedy są małe i wydaje się nam, że tylko ‚brzęczą’. Czasem można się sporo zaskakujących rzeczy o sobie dowiedzieć.

Taka reflekcja mnie naszła. Czy ktoś ma podobne spostrzeżenia?