Jakieś 2 miesiące temu cieszyłem się jak dziecko (wpis o wakacyjnych rozmyślaniach) na myśl o spędzaniu wspólnego czasu z własną rodziną. Przyszedł czas na podsumowanie i zrewidowanie pierwotnych poglądów o wspólnym wypoczynku.

Pierwszy wniosek jest taki, że wakacje, jakie by nie były, muszą trwać co najmniej 2 tygodnie. Nie wiem jak inni ale ja potrzebuję minimum jednego tygodnia wakacji by dopiero je poczuć. Bierze się to stąd, że na co dzień tak bardzo jesteśmy zaangażowani w bieżące sprawy, że na oderwanie się od nich potrzeba trochę czasu. I to bardziej, niż nam się wydaje. Mam wprawdzie znajomego, który twierdzi, że jemu zabiera to ok 3 sekund, ale on bardzo często wyjeżdża na wakacje, więc to się nie liczy.

Druga refleksja jest dla mnie zaskakująca, choć dla każdego wielodzietnego rodzica to żadna nowość. Byliśmy całą grupą osób z czego dużo rodziny i paru znajomych. we czwórkę. Ja, Synek [2L10M], jego braciszek, czyli Młody [4M] i Mama. Wydawało mi się, że będziemy spędzać ten czas razem. Okazało się, że ja spędzam czas z Synkiem a Mama z Młodym. Powodem tego były zupełnie inne rytmy dnia i potrzeby dwójki dzieci.

Zdarzało się, że spały razem w ciągu dnia ale było to raczej przez przypadek.

Zupełnie nie zdawałem sobie z tego sprawy. Szkoda bo to jak dla mnie duży minus całego wyjazdu. Czas przyzwyczaić się do zmian :)

Ale po kolei

Po pierwsze lot samolotem z małym dzieckiem to absolutnie żaden problem. Trzeba być tylko do niego dobrze przygotowanym. Mówię o niezbyt długich lotach, takich do 5 godzin. Nie wiem jak wyglądają długie loty z przesiadkami. Myślę, że to one są prawdziwym wyzwaniem. Trzeba jeszcze wziąć pod uwagę transfery z lotniska na miejsce. Te potrafią trwać. Oczywiście człowiek nie jest taki, żeby nie dał rady ale długi lot z przesiadkami może być mordęgą.

Po drugie wakacje strasznie zbliżają. Mówię o sobie w odniesieniu do dzieci, bo po prostu można z nimi przebywać, tzn. uczestniczyć we wszystkich aspektach życia codziennego. A tego na co dzień nie ma. Można razem budować jamy z kołdry, razem jeść, razem poznawać nowy świat i bawić się w nieskończoność.

I właśnie ten czynnik powoduje, że tak lubię wakacje. Fajne jest też to, że dzieci a raczej Synek zbliżył się do Młodego. Zaczął go zauważać a nawet trochę pomagać.

Brakuje mi tylko tego elementu bycia razem we czwórkę. Jak się okazuje jest o to bardzo ciężko. Albo może zwyczajnie się jeszcze nie nauczyliśmy jak to robić. Nauka czyni cuda, czyli potrzeba więcej wakacji.

Jakie to proste :)