czyli spojrzenie Taty na całe to zamieszanie
5 08
Akurat jestem bardzo na bieżąco z tym tematem więc mogę śmiało powiedzieć co przydaje się w podróży samochodem z małym dzieckiem. Wypróbowane na półroczniaku i trzylatku.
Można westchnąć i stwierdzić, że kiedyś było łatwiej. Cały tył samochodu wykładało się jakimś legowiskiem, rozrzucało się gry, komiksy, zasypywało dzieci cukierkami i nawet najdalsza podróż nie była tak męcząca dla dzieci (znaczy dla rodziców).
Dziś najlepszym rozwiązaniem jest gdy dziecko w podróży… śpi. Kiedy nie śpi trzeba pogodzić się z dość częstymi postojami.
Dlatego część rodziców decyduje się na podróże nocne. Dzieci trzeba umyć, ubrać w piżamy, dla siebie zabrać tonę kawy oraz ‘nakręcaczy’ i można zacząć cieszyć się długimi godzinami spokojnej jazdy.
Ma to oczywiście swoje plusy i minusy. Plusy są oczywiste – my jedziemy, dzieci śpią. Największym dla mnie minusem jest jednak zmarnowany następny dzień. Ciężko być na chodzie po nocy w podróży, zwłaszcza gdy jest się kierowcą. Dlatego ja się jeszcze na to nie zdecydowałem i zawsze podróżowaliśmy za dnia.
W tym sezonie z dziećmi przejechaliśmy samochodem na różne wyjazdy wakacyjne ok. 2000km, co przy półroczniaku może być nie lada wyzwaniem. Wszystko w ciągu dnia.
Aby było fajnie na porę wyjazdu można wybrać moment, kiedy dziecko ma (jeśli ma) swoją porę drzemki. W ten sposób udawało nam się przejechać jakieś 2 – 2,5 h na raz. Proponuję wtedy jechać i nie tracić czasu na własne siku, zatrzymywanie się po batonika, tankowanie i inne rzeczy, na które później, kiedy dzieci się obudzą będzie lepsza okazja
Aha no i ważna rzecz – my zawsze jeździliśmy poza głównymi drogami. Są o wiele ciekawsze, więcej się dzieje i praktycznie wszędzie można się zatrzymać. Główne drogi i autostrady mimo iż szybsze są strasznie monotonne. Poza tym po przejechaniu 30 km autostradą (w Polsce) staliśmy ok 40 minut w cztero-kilometrowym korku do bramek wyjazdowych. Wątpliwa frajda ze znudzonymi dziećmi na pokładzie
W zależności od wieku dziecka w podróży samochodowej może przydać się:
To są najważniejsze ‘techniczne przybory’ małego podróżnika. Jeżeli natomiast chodzi o zabawianie podczas podróży to:
Powyższe nie dotyczą samochodów z DVD
Na koniec typowe pytanie, które pada po pierwszych 6 minutach jazdy:
- Tato, daleto jeszcze?
Na pewno potrzeba tu brutalnej szczerości. Nigdy nie mówcie, że jest już niedaleko kiedy wiadomo, że przed nami 400km i jakieś pół dnia jazdy. Korzyść jest chwilowa a po niej okazuje się co to znaczy ciężkie życie.
Generalnie miło wspominam nasze podróże i wiem, że będziemy starali się przyzwyczajać do nich dzieci.
Jeżeli macie inne pomysły na dziecko w podróży samochodowej, chętnie o nich usłyszę.
Skomentuj, dyskusja już trwa! (2) Dotyczy tematu: "Podróż samochodem z małym dzieckiem, czyli poradnik survivalowca"
ja na najbliższy wyjazd (1200km) od miesiąca zbieram po marketach różnego rodzaju wyklejanki i kolorowanki – w samochodzie świetnie zdają egzamin (idealna książeczka to taka z setką małych naklejek które trzeba powklejać w odpowiednie miejsca – godzina z głowy)… poza tym zastanawiam się czy nie pożyczyć od brata takiego zakładanego na zagłówek DVD (a jak się nie ma brata to nie jest to znowu taki wielki koszt).
@palik: wyklejanki to świetny pomysł, jak jedziesz jednym rzutem 1200km, to faktycznie dobrym pomysłem jest zagłówkowy DVD i masa bajek. Udanych wakacji!
Napisz komentarz