Minęły Święta uważane ogólnie za bardzo rodzinne. Dla dzieci największą atrakcją był Mikołaj, który przynosi wór prezentów. Jak zawsze prezenty są bardziej lub mniej fajne – edukacyjne, rozwojowe, brzęczące, latająco-jeżdzące…

Od dawien dawna Dziadek mówił swoją definicję najlepszego prezentu dla dziecka. Uważa on, że najlepszym prezentem jest ten, w którym jest najkorzystniejszy stosunek czasu zabawy do ceny. Czyli według tego wzoru wychodzi, że ideałem jest taki prezent, którym dziecko bawi się najdłużej a który kosztował najmniej. Zgadzam się, że jest to słuszna koncepcja, jeśli chodzi o inwestycje.

Ostatnie dni spędzone z rodziną, dziećmi i prezentami utwierdziły mnie w przekonaniu, że najlepszym prezentem jaki możemy dać swoim dzieciom (na obecnym etapie ich rozwoju) jest… czas. Wydaje mi się, że jest to jednocześnie jeden z najtrudniejszych prezentów do zrealizowania. Oczywiście poza czarodziejską różdżką, którą można wyczarować Wróżkę, która będzie spełniała nasze wszystkie marzenia.

Tego Wam właśnie chcę sobie i Wam życzyć w nowym 2011 roku:
Dużo czasu dla swoich małych dzieci.

Specjalne życzenia i podziękowania dla: Basi, mamy tadzika i stasia:) i trajlabajla za wsparcie duchowe w prowadzeniu bloga :)