czyli spojrzenie Taty na całe to zamieszanie
31 05
Pociągnę temat mówienia zaskakujących tekstów przez dzieci, bo mnie on fascynuje.
Naprawdę duże wrażenie robią na mnie skojarzenia słowne Synka. Jeżeli skojarzenia są oznaką myślenia a pewnie są to bardzo mnie to cieszy
Tak jak wspomniana wcześniej ‘mięsowina’.
Np, teraz kiedy moja rodzina zaciąga się jodem nad polskim morzem, gdzie jak wiadomo jest albo zimno albo pada deszcz albo wieje wiatr albo wszystko na raz, Synek zauważył, że wiart jest mały. Powiedział:
- Teraz wieje synek wiatr – i nagle grubym (jak na swoje możliwości) głosem
- A jakby wiał tata wiatr to co by było?
No po porostu megaczad. Strasznie lubię też wciągać go w takie różne pogadanki. Wydaje mi się, że sens całej wypowiedzi nie musi zawsze zmierzać do określonego celu. Może błądzić, przeskakiwać z tematu na temat dla samej frajdy mówienia. To pewnie coś tam rozwija i fajnie przyglądać się jak słucha, kombinuje i wymyśla.
- Czetaj, czetaj Tato. Popjosze tjoche gawozanki (woda gazowana) i tjoche cisowianki (woda niegawozana) i to mi zmieszaj.
Do tego dochodzi coraz fajniejsza intonacja, którą niestety opisać jest ciężko. Ale radzi sobie nieźle.
Poznani koledzy na placu zabaw to są ‘Moje chłopaki’.
- A gdzie idą moje chłopaki?
Obserwowanie własnych dzieci to wielka radość każdego z nas – rodziców.
Co fajnego mówią Wasze dzieci?
31 05
Na początku szok!
Wszedłem sobie na statystyki strony i okazało się, że ktoś wchodzi na moją stronę!
Nie jest Was powalająca ilość ale kurczę i tak się tego nie spodziewałem… Dzięki
I do tego wykres jest raczej ‘wygładzony’. To chyba znaczy, że ktoś tu zagląda i to regularnie. Ale miło, dzięki jeszcze raz ![]()
To niesamowita motywacja do kontunuowania bloga.
Ciekawi mnie kim jesteście, bo komentarze mam raczej sporadyczne ale za to bardzo fajne. No cóż tak to już jest z tymi blogami. Są sobie i obnażają trochę naszego życia. No a z drugiej strony po coś się to wszystko pisze. Kiedyś zastanawiałem się dlaczego pisze się blogi a raczej dlaczego ja go piszę. Czy jest w tym ekshibicjonizm? No jasne, że trochę jest.
Kiedy tak sobie rozmyślałem, późną porą sącząc drinka i siedząc nad kolejnym wpisem, zdałem sobie sprawę, że pisanie bloga zwyczajnie sprawia mi wielką przyjemność. Jest to dla mnie moment, w którym mogę pomyśleć sobie o tych wszystkich chwilach spędzonych razem. Myślenie o moich najbliższych wywołuje uśmiech na mojej twarzy.
Ktoś bliski powiedział za to, że fajnie, że piszę bloga, bo jest to dziennik bycia z dziećmi (o ile oczywiście dziennikiem może być coś co ‘pokazuje się’ kilka razy w miesiącu). W sumie też fakt. Zawsze będzie można to kiedyś sobie poczytać i patrząc na duże już dzieci powspominać, dziwiąc się na głos:
- O rany, to było przecież tak niedawno!
Tak jak wraca się do zdjęć. Strasznie lubię zdjęcia. Zatrzymują nasze różne momenty życia. Po latach i tak pamięta się jedynie kadry z ważnych zdarzeń, więc można powiedzieć, że fotografia jest najbliższa naszemu systemowi zapamiętywania.
Ale abstrahując od tego i wracając do wątku… do słowa pisanego. To co jest napisane jakoś inaczej dociera do mojej świadomości niż słowo mówione. A jeszcze bardzie kiedy ktoś napisze swoją opinię. Taką np, jaką otrzymaliśmy ostatnio o naszym Synku. Opinię z przedszkola! Napisała to jakaś ichniejsza Pani Psycholog. Takie zrobiło to na mnie wrażenie, że ciężko mi było później prowadzić samochód.
Napisała swoje komentarze do jego zachowania, opinię o rozwoju psychicznym i fizyczny, o relacjach z kumpelkami i kumplami, o rozwoju motoryczno-ruchowym no i generalnie o całej masie rzeczy. A to wszystko na jakiś 5 stronach A4. Takie spojrzenie kogoś z boku jest super świetne. Pozwala dostrzec to co sami przecież dostrzegamy ale z innego punktu widzenia.
I teraz właśnie wiem dlaczego piszę tego bloga.
Piszę bo sprawia mi przyjemność i tak jak napisałem w tytule bloga, jest ‘spojrzeniem Taty na całe to zamieszanie’.
A czym jest dla Was czytanie czyjegoś bloga?
24 05
Czym jest gorączka lub wysoka temperatura u naszego dziecka? Gorączka to temperatura powyżej 38′C a często nawet 39′C i więcej.
Kiedy nasze dziecię popada w chorobę, towarzyszą nam wielkie emocje, które często gmatwają realny obraz sytuacji. Wiem doskonale jak to jest.
Pierwsza reakcja jest taka, że życie naszego dziecka jest zagrożone! No i właśnie wtedy przestajemy myśleć. Stajemy się pożywką dla wszystkich, którzy korzystając z okazji chcą coś opchnąć. Wkraczają harpie. Oj, wtedy kupimy wszystko.
Sam doskonale pamiętam jak Synek miał zapalenie siusiaka. Matko jedyna, co ja przeżywałem! Wydawało mi się, że zaraz mu ptak odpadnie albo jeszcze gorzej (choć nie wiem czy to możliwe) i za chwilę zakończy się całe to przysposobienie do życia. Jeśli wiecie co mam na myśli.
UWAGA!
W każdej sytuacji, kiedy tracimy obraz sytuacji należy wylać sobie wiadro zimnej wody na głowę!
DOSŁOWNIE.
Ale wracając do temperatury. Wysoka temperatura oznacza tylko jedno. Organizm walczy z infekcją, bakteriami lub wirusem. Temperatura w okolicy 38′C, 38,5′C jest dobra w stanie infekcji. Nie powinniśmy jej obniżać!
W tej temperaturze białka odpornościowe dzieci charakteryzują się swoją największą aktywnością. Oznacza to, że w tym przedziale temperatur odznaczają się najskuteczniejszą obroną przed infekcjami. Tak trzymać!
W tym czasie organizm nabiera odporności. Z pełną premedytacją angażuje swoje naturalne siły odpornościowe by walczyły w jego imieniu.
I teraz, kiedy podamy naszemu dziecku coś na zbicie temperatury, np. czopek, lub coś doustnie, to będzie tak jakbyśmy je poddali. Organizm naszego dziecka przestanie walczyć. Uśpimy jego naturalne mechanizmy obronne. Powiemy mu, żeby się nie przejmował…
po prostu wyłączymy go.
W tym czasie infekcja będzie się nadal rozwijała, ale my będziemy spokojni, ponieważ nie będzie tego widać.
Pamiętajmy, że układ odpornościowy człowieka rozwija się od jakiś… 2,5 miliona lat a specyfiki na doraźne zbicie temperatury istnieją od kilkunastu lat.
Ważna informacja!
Temperaturę trzeba często kontrolować, żeby nie dopuścić do zbyt wysokiej.
Kiedy gorączka skacze powyżej 39′C trzeba ją zbić. Nie lekami, ponieważ wtedy usypiamy naturalne siły odpornościowe naszego dziecka!
Świetnym rozwiązaniem jest zimny kompres z czegoś zamrożonego w zamrażalniku (lód, kość, danie – poważnie cokolwiek) i owiniętego w ściereczkę.
Taki kompres przykłada się na kark lub pomiędzy wewnętrzne strony nadgarstków. To super działa! W tym miejscu żyły znajdują się tuż pod skórą, dzięki temu dosłownie po paru minutach obniżamy temperaturę całego ciała.
Sprawdziłem to sam.
Taką domową metodą zbiłem Synkowi temperaturę o 1.5′C!
W większości wypadków to jest aż nadto. Dzięki pozwoleniu organizmowi naszego dziecka na naturalną obronę, podnosimy jego odporność! Czego chcieć więcej!
24 05
Szybkie, spontaniczne ciasteczka dla bezglutenowca ze skazą białkową. Przepis na wspólne przygotowywanie powstał z głowy. Piszę o tym bo wyszły przepyszne.
Wszystkie składniki były dobierane ‘na oko’, dlatego podane ilości są mocno przybliżone. Warto je zmieniać i modyfikować w zależności od własnych upodobań.
Ale do rzeczy:
Czas przygotowywania z dzieckiem ok 3 letnim – od 20 do 40 min.
Sypkie składniki należy zmieszać, dodać olej (oliwę) i wodę. Konsystencja powinna być taka, żeby dobrze odrywała się od ręki. W razie czego można ją tuningować wodą lub kleikiem. Rozpłaszczoną masę można formować w talarki, kulki czy wycinać kształtkami – serduszkami i gwiazdkami.
Takie coś można ułożyć na blasze, na papierze do pieczenia. Wszystko do nagrzanego do 180-200′C piekarnika na 20-25 min.
Ciasteczka są dość twarde ale przepyszne.
Jeżeli macie fajne przepisy dla kogoś ze skazą białkową to poproszę
24 05
Synek [2L10M] właśnie taki przechodzi etap. Wszystko chce robić sam. Nie ukrywam, że napawa mnie to wielką dumą. Wydaje mi się, że właśnie ku temu powinna zmierzać edukacja dzieci. Szykujemy je przecież do radzenia sobie w życiu. „Ja sam” jest często padającą dziś uwagą z jego strony. Ja sam naleję, ja sam wejdę, ja sam przyniosę, nałożę, pomaluję, wycisnę, naleję…
Czasami wydaje mi się, że momentami dość mocno popuszczamy cugle swobody. A może nie? Bo z drugiej strony jeżeli drzwi nie otwiera się coraz szerzej, to jak nauczyć dziecko wyglądania przez nie na świat? Upadki, otarcia, porażki są jego częścią. Ważne jest jakie wnioski i nauki się z nich wyciąga. Właśnie dlatego wydaje mi się, że to jednak słuszne podejście.
Włos mi się jeży na głowie gdy słucham tych wszystkich zakazów padających np. na placach zabaw. „Nie biegaj”, „Nie ruszaj”, Nie wchodź tam, bo się ubrudzisz”! Co więcej nie rozumiem tego. Dlaczego dziecko ma nie biegać na placu zabaw? To po cholerę tam w ogóle chodzić. Przecież on jest do biegania!
To tak jakby wysłać kogoś sportowym superautem na tor wyścigowy i powiedzieć: „Tylko nie jeździj szybko, bo ci się silnik zagrzeje”. Przecież ludzie tam jeżdżą właśnie po to by poszaleć!
No właśnie, tu trzeba zastanowić się nad tym chwilę.
Nie mówię, że dzieci trzeba puszczać zupełnie samopas. Ani zakazy ani z drugiej strony całkowita obojętność nie są dobre. Trzeba to wszystko po prostu wypośrodkować. Dlatego trzeba być czujnym obserwatorem i pozwalać na tyle, żeby było bezpiecznie ale jednocześnie, żeby cały czas stawiać ten mały kroczek do przodu.
Są miejsca specjalnie dedykowane do mniej lub bardziej kontrolowanego szaleństwa. Może to być plac zabaw, tor wyścigowy czy dom uciech. Są to miejsca specjalnie przygotowane do tego by poużywać sobie do woli. Jest to nawet wskazane i takiej reakcji oczekuje się od uczestników. W innych okolicznościach wszystkie powyższe aktywności mogą być albo niebezpieczne albo przynajmniej nie na miejscu.
Pozwalajmy zatem swoim dzieciom poszaleć na tyle na ile pozwalają okoliczności. Niech włażą, biegają, skaczą, przewracają i czołgają się. Wszystko w imię ich zdrowego rozwoju.
Najnowsze komentarze