Muszę Wam się do czegoś przyznać. Wstyd mi bardzo, ponieważ dopiero po fakcie ze wszystkiego zdałem sobie sprawę.

A było tak:
Wraca Ona – Mama – po ciężkim dniu pracy na swoim zakładzie i zastaje mnie w kuchennym fartuchu oprószonym mąką, piekarnik rozgrzany, dzieci umyte, w piżamach pomagają mi dosypując kolejnych składników do wyrabianego ciasta…

Jak do cholery do tego doszło?
Sprawa jest dużo poważniejsza niż na początku myślałem. Żeby to wyjaśnić musimy cofnąć się w historii parę lat.

Ci co są mniej więcej w moim wieku pamiętają pewnie jeszcze te wszystkie urządzenia AGD z końcowych dekad ubiegłego wieku, których przeciętny facet nie był w stanie obsłużyć ponieważ zwyczajnie były nielogiczne.

Taka np. pralka Polar z tajemniczym guzikiem „bio”.
Jak inżynierowie w latach siedemdziesiątych wyobrażali sobie, że za pomocą jednego pokrętła można ustawić pranie tkanin bawełnianych lub lnianych kolorowych lekko, umiarkowanie lub skrajnie zabrudzonych?

Jak na miłość boską w tamtych, ciemnych czasach zwykły przekaźnik elektryczny mógł to zrobić? Od razu widać, że coś tu śmierdzi.

Albo jak np. przeciętny facet mógł zabrać się za gotowanie, skoro najprostsza, dwuskładnikowa potrawa, wymagała posiadania wagi, różnych menzurek, dzbanków, długiego drewnianego patyczka nie-wiadomo-poco i specjalnego sitka do przesiewania mąki? A, i jeszcze stolnicy oczywiście.

Odpowiedź jest prosta – wszystkie te wspomagane przez ówczesne AGD prace domowe były skrajnie nie-userfriendly.

Oczywiście w czasach, kiedy gospodarstwem domowym zajmowały się wyłącznie kobiety, nie było potrzeby zastanawiania się czy coś jest logicznie czy nielogicznie zaprojektowane, bo jak ogólnie wiadomo gospodynie intuicyjnie potrafią radzić sobie z podobnymi przeszkodami, bez zadawania zbędnych pytań.

I tu właśnie dobrnęliśmy do meritum.

Parę lat później producenci wszelkiego sprzętu mechanicznego i elektronicznego uznali, że do ich projektowania można by zatrudnić kobiety.

Kobiety, które jak wiadomo, z natury są świetnymi obserwatorami, z jakiegoś powodu zajęły się projektowaniem przemysłowym.
I tak powstał np. zaprojektowany przez kobiety samochód dla kobiet, który jak życie pokazało pokochali faceci…

Połechtane tymi sukcesami projektantki bynajmniej nie spoczęły na laurach. O nienie!

One zaprojektowały pralkę z wyświetlaczem LCD! Klika się na nim temperaturę, ustawia się czy jasne czy ciemne, mocno czy cholernie mocno zabrudzone, klika się ilość obrotów odwirowywani, play… i już.

Jest zrozumiały, logiczny, intuicyjny wyświetlacz dotykowy.

To właśnie przez nie, te zołzy jedne, dziś to ja muszę robić pranie bo nie mam absolutnie żadnej wymówki, że coś nielogicznie działa.

Z pewnością są brzydnie, nie myją włosów i noszą grube, zmechacone swetry.

Ponieważ najwyraźniej jednak projektantki uznały, że za łatwo im poszło, postanowiły zagonić nas do kuchni.
(Głęboki, bardzo głęboki wydech)

Nie potrzeba im było wiele czasu, aby zaprojektować blender, który ma miliard różnych programów obsługiwanych przez kilka „inteligentnych” ikonek i można w nim wykonać praktycznie każdą potrawę świata.

Ponieważ blender nie tylko miksuje ale też wyrabia ciasta, podgrzewa, waży, gotuje na parze a po wszystkim zmywa się praktycznie sam, okazało się, że ludzkość nie potrzebuje więcej żadnego innego urządzenia w kuchni do przygotowania całkiem sensownego, świątecznego obiadu dla całej rodziny.
I to w 14 sekund.

Do tego jest książka kucharska, która pokazuje w której sekundzie należy kliknąć którą ikonkę… brakuje tylko aplikacji na tablet i połączenia po Bluetooth do zdalnej obsługi.
Pewnie niedługo na to wpadną.

I tak oto mój naturalny instynkt obronny, został otępiony i zupełnie nieświadomie wpadłem w przebiegłą zasadzkę, co gorsza wciągnąjąc w nią własnych synów.

W ten sposób wracamy do początku.

Wraca Ona – Mama – po ciężkim dniu pracy na swoim zakładzie i zastaje mnie mnie w kuchennym fartuchu oprószonym mąką…

Krew mnie zalewa. Kiedy to wymknęło się spod kontroli?