Akurat parzyłem sobie kawę, kiedy usłyszałem w radiu (znów ktoś poprzestawiał mi stacje), że 18 listopada przypadał Europejski Dzień Wiedzy o Antybiotykach.
Noo, fajnie się zapowiada. Dyskusja nt. zagrożenia ze strony zbyt częstego stosowania antybiotyków.

Pani specjalistka od bio-czegoś na antenie oznajmiła, że jest nawet coś takiego jak Narodowy Program Ochrony Antybiotyków
W sumie to ma sens, trzeba chronić to co przynosi zysk. Ludzie nie przynoszą więc nie ma co ich chronić.

Audycja mnie zaciekawiła. Z grubsza chodzi o to, że antybiotyki przestają działać, bo się je stosuje za często i w związku z tym bakterie się na nie uodparniają…

Hmm, to ciekawe, bo pamiętam, że kiedy miałem jakieś 10 lat, czyli strasznie dawno temu, coś podobnego mówili mi rodzice. A z branżą medyczną nie mają nic wspólnego. Wynika z tego, że dojście do podobnych wniosków naukowcom zabrało wiele dekad.

Czyli tak, najpierw lekarze na sympozjach, forach, konwencjach i warsztatach medycznych sponsorowanych przez producentów (antybiotyków), dowiadują się, że mają stosować antybiotyki na każdą okazję jaka się nadarzy. W sytuacji, gdy lekarze mają być de facto sprzedawcami leków to również jest zrozumiałe. Wychodzi im to przecież bardzo dobrze. Na prawdę.

Po latach, co zresztą nie dziwi, okazuje się, że ta metoda staje się coraz mniej skuteczna. Czyli czas na reklamę (czytaj kampanię społeczną, przy czym określenie społeczna jest jak najbardziej na miejscu, bo to właśnie społeczeństwo za kampanię płaci).

Pani specjalistka na antenie konkludowała więc, że antybiotyki stosuje się za często i niewłaściwie (biedni lekarze, bo to pewnie ich wina). Ok, idea słuszna, nawet przez chwilę wzruszyłem się. Dodała jednak szybko, że jedyną metodą na poprawę sytuacji są szczepionki. No tak. Padło nawet słowo ‚odporność’. Czyli czas na reklamę (czytaj kampanię społeczną) szczepionek.

Jak mi się podoba taki biznes!