tatablog.pl

czyli spojrzenie Taty na całe to zamieszanie

Archiwum kategorii ‘Domowe sposoby

Zasypianie i spanie w nocy

Sądzę, że mniejsze lub większe problemy z zasypianiem dzieci ma większość rodziców.

Każdy sobie jakoś sobie z tym radzi. My także przez to przechodziliśmy.

Łatwiej powiedzieć niż zrobić.

Metodą prób i błędów próbowaliśmy naprawdę wielu technik. Myślę, że naszym problemem była nieznajomość lektur na ten temat.

Dziś mogę śmiało powiedzieć, że wg mnie najważniejsze jest by od najwcześniejszych chwil uczyć dziecko aby samo zasypiało. Uwierzcie mi to bardzo ważne aby dziecko same zasypiało we własny łóżeczku a najlepiej we własnym pokoju.

Znam małżeństwa, w których spanie dziecka miało wpływ na związek! Dziecko zajmowało w łóżku miejsce małżonka, który w tej sytuacji musiał wyprowadzić się do… pokoju dziecka!

Naszym celem było aby Synek sam szybko zasypiał we własnym łóżeczku, we własnym pokoju.

Jak to osiągnąć?

Znajoma opowiadała nam o metodzie ’5, 10, 15 minut’. Chodzi o metodę dr Richarda Ferbera opisaną pewnie w jakiejś z książek na temat zasypiania dzieci.

Wynika z niej, że jeśli dziecku nic nie dolega a ono płacze i płacze, powinniśmy mu pozwolić płakać przez pięć minut. Po tym czasie należy je pocieszyć coś mówiąc i pogłaskać. Nie wolno w tym czasie brać dziecka na ręce.

Jeśli sytuacja powtarza się należy wydłużać czas, w jakim dziecku pozwalamy płakać. Z pięciu minut należy zrobić dziesięć a później przeciągać do piętnastu minut zanim zaśnie.

Jakoś ciężko nam było się przekonać by Synek w nocy płakał wiele minut. Zawsze wydawało się nam, że coś złego mu się dzieje. Poza tym jak można stosować takie bezwzględne metody w stosunku do malutkiego dziecka.

Powiem tyle, że po wielu nieudanych próbach okazało się, że ta metoda działa.

Dziś po umyciu kładę Synka [17M] do jego łóżeczka. Gasząc światło mówię ‘pstryk’, później dobranoc i wychodzę.

Na ogół przesypia całą noc. Zdarza się jeszcze, że budzi się z płaczem. Na ogół wystarczy jednak krótkie pocieszenie lub danie parę łyków picia. Po tym śpi do rana.

Cholerny katar

Jak to z katarem bywa, przypałętał się i nie chce się odczepić.
Zmienia się tylko jego forma od lejącej do galaretki. No i te różne kolory.

Bywają dnie, że bardzo negatywnie wpływa na samopoczucie Synka. Oddech ma płytki i szybki. Przez to jedzenie też jest problemem. Najgorszy jest towarzyszący kaszel, który wynika z kataru.

Katar jest zatem zły a notoryczny katar może zamienić się w coś gorszego. Trzeba z nim walczyć. Tylko jak? Na profilaktyce katarowej nie znam się.

Wiem natomiast, że podczas szkoły rodzenia ktoś polecił tzw Fridę. To dziwne urządzenie produkcji szwedzkiej wydaje się jednak niezwykle skuteczne w działaniu. Kiedyś były ‘gruszki’. Teraz z pomocą nadciąga Frida. Jej tajemnica polega chyba na końcówce, która dobrze przylega do noska. Poza tym jest dość higieniczna, ponieważ łatwo się ją czyści.

Jednak najważniejszą jej zaletą jest niewielka i bezpieczna inwazyjność. Synek też to docenia, nie marudzi, kiedy sie jej używa a czasem nawet sam na nią pokazuje, że czas już użyć.

Przyznam się, że z jakiegoś powodu nie jestem w stanie tego używać. Mamie za to idzie bardzo dobrze. No cóż. Jestem pewien, że inne mamy, którym raz z pomocą przyszła Frida, już się jej nie pozbędą.

frida, aspirator do nosa

Frida do nosa przyda się w każdym domu gdzie jest małe dziecko.

Siusiak jak rzodkiewka

W żłobku Synek [14M] nabawił się zapalenia siusiaka.
Nie wiem jak oni tam dbają o higienę ale prawdą jest to, że stało się to właśnie w żłobku a nie gdzie indziej.

Na początku siusiak był twardy i napuchnięty z jednej strony. Później kolorem i twardością przybrał formę rzodkiewki. W żłobku powiedzieli, że mamy nie wracać dopóki tego nie wyleczymy. Jakby to była nasza wina.

No ale był problem. Synek bardzo dzielny ale widać było, że boli go przy dotyku. Późnym wieczorem zaczęła nas trochę ogarniać panika. Zdobyliśmy już adresy ostrych dyżurów. Oczami wyobraźni widzieliśmy skalpele, wytrychy, nożyce i te wszystkie straszne narzędzia chirurgiczne, poukładane w sterylnym porządku i czekające na swoją kolej.

Regułą jest to, że w sytuacjach paniki ciężko jest myśleć. W większości przypadków trzeba po prostu złapać oddech i pomyśleć. Odpaliłem komputer i zacząłem szperać po forach. Jak zwykle okazało się, że ile wpisów tyle dobrych rad. Głównie wypowiadały się mamy. Wachlarz pomysłów od stulejki do stołu operacyjnego. Po godzinie wiedziałem tyle, że na 5 podobnych przypadków znalazłem 5 rozwiązań.

Postanowiliśmy poczekać jednak do rana i zobaczyć co się stanie. Postanowiliśmy też wstrzyknąć pod skórkę napletka małą strzykawką rivanol i zrobić rivanolowy okład z gazy.

Następnego dnia lekarze powiedzieliby, że sytuacja ‘ustabilizowała się’. Wieczorem drugiego dnia obrzęk zaczął pomału ustępować a purpurowy kolor też jakby zaczął blednąć. Przemywanie i okłady powtarzaliśmy rano i wieczorem.

Po paru dniach po zapaleniu nie było śladu.
Jakby co, odpukać, polecam tę metodę. Bądź co bądź to domowy sposób, który Synka kosztował najmniej stresu.

Box

Podróż samochodem z małym dzieckiem - jak się przygotować, żeby przetrwaćDomowe sposoby na zbicie temperatury u dzieckaCo może przydać się podczas lotu samolotem z małym dzieckiem

Facebook