czyli spojrzenie Taty na całe to zamieszanie
13 07
Synek skończył właśnie 3 lata.
W weekend była impreza urodzinowa, gromadka gości w wieku od 2 do 4,5 lat. Wszystko jak należy.
Niektórzy znawcy tematu uważają, że właśnie zakończył się ‘strategiczny’ etap jego rozwoju.
I tu oczywiście chwila refleksji.
Nie odkryję Ameryki, kiedy powiem, że przerażające jest to jak szybko to zleciało. 3 lata! Chyba, każdy z Was rodziców może potwierdzić, że dopiero po dzieciach widać jak czas szybko ucieka.
Weźmy np. Młodego [6M]. Waży już jakieś 10 kilo i to jest mniej więcej trzykrotność jego wagi ‘wyjściowej’. To tak jakbym w ciągu następnych 6 miesięcy przytył do około 260kg.
No dobra do 280kg.
Ale wracając do Synka, rzecz, która jest absolutnie rozbrajająca w tym wieku to jego chęć bycia ze mną. No to po prostu rozmiękcza mnie do postaci prostego bezkręgowca.
Czas ucieka moi mili, chociaż Wam może wydawać się, że miesiące mijają i nic wielkiego się nie wydarzyło.
Kiedy ma się dziecko każdy dzień jest wielkim wydarzeniem. Pamiętajmy o tym by być z dziećmi jak najwięcej i jak najczęściej.
I wiem jakie to trudne bo do mistrza w tej dziedzinie jeszcze mi daleko.
Ale staram się jak się da.
1 06
Co za dzielny koleś z tego Młodego [5M]! Ostatnio był trochę nieznośny i zastanawialiśmy się o co chodzi. Następnego dnia zaczął ślinić się jak wściekły i tu nagle bach – jest ząbek i już widać drugi.
Zupełnie inaczej to wygląda niż wcześniej u Synka. Ten to się naryczał a Mama razem z nim. A Młody tylko się śmieje i ślini
Zabawny Typek.
4 02
Na początku stycznia 2010 przybył kolejny dziedzic.
Właściwie ciężko powiedzieć od czego zacząć. Bo przecież nie od tego, że montowałem wcześniej rozmontowane łóżeczko. Albo od przymierzania się do przyczepienia na ścianie przewijaka. Fakt, że w tym celu spędziłem jakieś 45 minut na szukaniu specjalnych kołków do pustych przestrzeni w Castoramie, niczego nie dowodzi. Lubię pomajsterkować ale szczerze nienawidzę montowania czegoś na kołki w ścianach. Zawsze kończy się to źle. Jeżeli pamiętacie zakończenia czeskich bajek ‘Sąsiedzi‘ to wiecie o co mi chodzi.
Najważniejszy jednak (dla mnie) incydent szybko wszystkim uzmysłowił kto w tym całym zamieszaniu rządzi. Jak można się domyślać oczywiście nie było w tym mojej roli. Od dłuższego już czasu Synek sypia w swoim pokoju, w normalnych rozmiarów łóżku. Kiedy pojawił się Młody, wszystko szybko uległo zmianie.
Pewnego wieczoru a raczej podczas nocnego karmienia, kiedy przypominałem sobie jak to jest spać na krawędzi łóżka, przyszedł Synek i bez zbędnej zwłoki dołączył do nas. Kolejność następująca: karmiąca Mama, przyssany Młody, Synek i ja.
Już poza łóżkiem.
Alternatywą było albo niewyspanie albo przeniesienie się do pokoju Synka. Druga wersja miała swoje oczywiste zalety. Zyskałem nowych przyjaciół: Kubusia Puchatka, Psa Podróżnika i Misia Domatora, który nigdy nie rusza się z domu.
I tak, zanim zdążyłem się połapać zostałem zdetronizowany.
A właściwie wyłóżkowany.
Piękny start.
19 01
Dla mnie pierwszym sygnałem, że coś się dzieje była pobudka zapłakanej ze wzruszenia Mamy mówiącej… kochanie wody mi odeszły.
Wtedy nastąpił pierwszy przypływ nieopisanych dla mnie emocji. Starałem się ‘być odpowiedzialny’ i ‘wspierający’ ale uginające się jak gąbki nogi zupełnie w tym nie pomagały.
To bardzo dziwne, bo między innymi zadaniem całej 9-cio miesięcznej ciąży jest przygotowanie nas na tę chwilę. Szkoła rodzenia też się do tego przyłożyła. Mamy uczą się oddychać a my wspierać. Wszystko na nic. Nikt nie wspominał o takich emocjach. A to dopiero początek.
Akurat tego dnia miałem urwanie głowy w robocie. Do szpitala przyszłą Mamę odwiozła przyszła Babcia. Będąc na gorącej linii pojawiłem się później. Ponieważ po wielu godzinach dalej nic się nie działo, zniknąłem w natłoku zajęć by na dobre powrócić wieczorem.
Wszystko trwało bardzo długo, ponieważ nie było żadnej tzw. ‘akcji porodowej’. Bardzo chcieliśmy aby poród był naturalny a tu nic na to nie wskazywało. Zapasy oksytocyny zaczynały się już kończyć a tu dalej nic. Ten hormon (oksytocyna) pobudził trochę skurcze ale cały czas niewystarczająco.
Po kilkunastu godzinach przyszła Mama była bardzo zmęczona. Żeby jej trochę ulżyć zdecydowaliśmy się na znieczulenie zewnątrzoponowe. Po konsultacjach mieliśmy ustalone, że jeśli dalej nic się nie zmieni, będziemy zmuszeni do cesarki.
Kiedy obudziła się po kolejnych 2 – 2,5 godzinach znieczulenie zaczęło mijać i niespodziewanie zaczął się poród.
Dalej wypadki potoczyły się z prędkością światła. Położna krzyknęła:
‘Ty rodzisz!’
Ledwo dobiegliśmy do sali porodowej. Położna ubierała się w fartuchy krzycząc:
‘Nie przyj, nie przyj, poczekaj’.
Pierwszy skurcz – pokazała się purpurowa, jajowata główka.
Po drugim skurczu byliśmy już Tatą i Mamą.
Pamiętam pierwszą jasną myśl, jaka przyszła mi do głowy. Zostałem ojcem ufoludka. Jajowata główka, białe ciałko, przypięte liną do statku – matki.
Straciłem jasność myślenia. Na szczęście Mama wyrwała mnie z szoku i powiedziała:
‘No idź zobacz czy z nim wszystko w porządku’.
Młody leżał sobie pod ciepłym światłem lampy, był czyszczony, mierzony i ważony.
Wszystko było w porządku.
Rozpoczął się dla nas nowy, nieznany dotąd etap życia.
11 12
No właśnie. Szkoła rodzenia.
Z punktu widzenia Taty rzecz wydaje się mało potrzebna.
Czy musimy wiedzieć o skurczach i rozwarciach? Serio, czy mi to potrzebne? I co ważniejsze: czy chcę o tym wiedzieć?
Żyjemy w dziwnych czasach. Dziś rodzice dumnie mówią: ‘jesteśmy w ciąży’. Po milionach lat ewolucji wreszcie ojcowie też są w ciąży. Udało nam się to osiągnąć w ciągu zaledwie kilkunastu lat. Należą się chyba gratulacje.
Kiedyś znajomy zapytał mnie ile czasu już nie palę. Ja mu na to: ‘Od trzeciego miesiąca ciąży’.
Po prostu przepięknie.
Ok. Muszę przyznać, że zanim nawet ‘zaczęliśmy być w ciąży’ wiedziałem, że będę asystował przy porodzie. Po prostu tego chciałem. Mama też tego chciała.
Nie przypominam sobie za to czy chciałem brać udział w zajęciach szkoły rodzenia. No ale, że w końcu razem byliśmy w tej ciąży… co robić.
Dzisiaj z tego wszystkiego pamiętam tyle, że zajęcia prowadziła fajna, młoda położna. Raz trafiłem na zajęcia z inną położną. Też fajną.
Mętnie pamiętam samą treść zajęć. Przewinął się tam temat ‘tych wszystkich detali’ związanych z porodem. Prawdopodobnie poruszane były tematy związane z przygotowaniami do porodu. Było też coś o przyrządzaniu spirytusiku do przemywania pępuszka (dziecka).
Chcę przez to powiedzieć, że może i ważne są dla nas te nauki. Wg mnie ważniejszą rzeczą natomiast jest sam fakt uczestniczenia w nich, i że robi się to dla Mamy. Mówimy jej przez to: ‘Oczywiście kochanie przejdziemy przez to razem’. Przed porodem mamy bardziej potrzebują troski i wsparcia niż kiedykolwiek indziej. Trzeba je wesprzeć. Przecież razem ‘jesteśmy w ciąży’.
W sumie to nawet nic złego.
Najnowsze komentarze