tatablog.pl

czyli spojrzenie Taty na całe to zamieszanie

Archiwum kategorii ‘Dobra strona edukacji

Opinia semestralna

Czas mija również w przedszkolu gdzie pojawiają się kolejne opinie semestralne Synka [3L7M].

Taka opinia jest dla mnie bardzo interesującym spojrzeniem osób trzecich, które na co dzień mają kontakt z naszymi dziećmi. Jednocześnie pokazuje duże zaangażowanie wychowawcy i nauczycieli.

OPINIA WYCHOWAWCY

Bardzo się cieszę, że dane mi było Cię poznać. Zwróciłam na Ciebie uwagę kiedy byłeś jeszcze w żłobku i widywałam Cię na przedszkolnym podwórku. Bardzo lubię dzieci z wyraźnym charakterem, a Ty na pewno do takich należysz.

Jesteś sympatycznym, aktywnym poznawczo, towarzyskim chłopcem. Z łatwością nawiązujesz kontakty zarówno z rówieśnikami jak i starszymi dziećmi, i to bez względu na płeć. Potrafisz organizować zabawy tematyczne i jesteś podczas nich osobą dominującą. Włączając się do zabaw innych dzieci wnosisz do nich dużo własnych pomysłów. Jesteś żywiołowy, kreatywny i dociekliwy.

Poznałeś zasady obowiązujące w przedszkolu, ale nie zawsze je respektujesz. Często lubisz „iść pod prąd”. Jesteś odważny i niezależny. Potrafisz mówić „nie” i walczyć o swoje. Czasami zdarza się, że nie potrafiąc przeforsować swojego zdania zaczynasz płakać. Pocieszające jest jednak to, że bardzo szybko uspokajasz się i jesteś gotowy wysłuchać racji drugiej strony.

W pierwszym miesiącu Twojego pobytu w przedszkolu skupiłeś się głównie na kontaktach towarzyskich, poznawaniu nowego otoczenia i rytmu dnia. Byłeś uważnym obserwatorem i gdy przyszła odpowiednia pora ruszyłeś do pracy z pomocami. Czasami ciężko było Ci coś zaproponować lub wytłumaczyć do czego dana pomoc służy kiedy miałeś własną wizję pracy z nią. Tak było na przykład z czerwono-niebieskimi belkami, które służą do liczenia i nazywania liczb 1 – 10, a Ty wykorzystywałeś je tylko do wszelkiego rodzaju konstrukcji.

Twoją kreatywność udało nam się nakierować na materiał sensoryczny: różową wieżę, czerwone belki, brązowe schody, z których zaczęły powstawać niestworzone „budowle”, przy okazji utrwalałeś pojęcia związane z tym materiałem (duży – mały, długi – krótki, gruby – cienki itp).

Teraz coraz częściej i chętniej współpracujesz z nauczycielem, jesteś bardziej otwarty na jego propozycje.

Podczas pracy w kąciku matematycznym pracowałeś z szorstkimi cyframi, kojarząc nazwy cyfr z ich symbolami graficznymi, z wrzecionkami – starając się zrozumieć pojęcie liczby w sensie ilościowym i porządkowym, porównywałeś liczebność zbiorów i przyporządkowywałeś elementy zbiorów do liczb reprezentujących ich mnogość.

Potrafisz nazwać takie bryły jak: kula, półkula, walec, sześcian, stożek i rozpoznajesz te bryły z zamkniętymi oczami. Wykonałeś także szereg ćwiczeń utrwalających zapis graficzny cyfr (wyklejanie cyferek plasteliną, pisanie po śladzie). Poza tym wyszukiwałeś różnice pomiędzy pozornie identycznymi obrazkami, łączyłeś w pary przedmioty pasujące do siebie, spośród zbioru przedmiotów wykreślałeś element, który do tego zbioru nie pasuje.

Prawidłowo określałeś położenie przedmiotów: wyżej, niżej, najwyżej, najniżej, w, pod, nad, obok. W zakresie wiedzy językowej dzieliłeś wyrazy na sylaby (pomagało ci w tym wyklaskiwanie), wyróżniałeś głoski w nagłosie oraz, podobnie jak przy zapisie graficznym cyfr, wykonywałeś ćwiczenia grafomotoryczne (pisanie po śladzie, szlaczki literopodobne).

Z kącika kosmicznego początkowo najbardziej interesowały Cię okazy: muszle, nasiona, minerały. Teraz chętnie sięgasz po układanki ze zwierzętami, figurki owadów, gadów, stworzeń morskich. Poprawnie dopasowywałeś obrazki do warunków atmosferycznych i rozpoznawałeś całe obrazki po szczególe.

Bardzo lubiłeś eksperymentować z magnesem – dzieląc przedmioty na te co się przyciągają i te, które się nie przyciągają. Ostatnio powodzeniem cieszy się pomoc „pływa – tonie”, podczas pracy z nią starasz się określić z czego wykonane są kulki unoszące się na powierzchni wody i te, które opadają na dno.

Zajęciem, któremu oddajesz się najchętniej jest praca z kartką papieru. Cięcie, karbowanie, składanie, rysowanie potrafi zająć Cię przez bardzo długi czas. Składając ze sobą kilka kartek i zszywając je zacząłeś tworzyć książeczki zapełniając ich strony rysunkami i samodzielnie napisanymi literkami i cyferkami.

Podczas zajęć grupowych miewasz jeszcze trudności z rozpoczęciem pracy. Po momencie kryzysowym bierzesz w nich udział. Na zajęciach logopedycznych odpowiadając na pytania budujesz ładne, spójne wypowiedzi.

Na lekcjach języka angielskiego jesteś skupiony nad wykonywanym zadaniem lub grą. Zapytany niemal za każdym razem bezbłędnie określasz daną rzecz w języku angielskim. Chętnie uczysz się nowych piosenek i rymowanek.

Podczas zajęć gimnastycznych wciąż jeszcze uczestniczysz tylko w wybranych przez siebie ćwiczeniach. Jesteś bardzo sprawny fizycznie i samodzielny. Lubisz zajęcia muzyczno-ruchowe. Uczestniczysz w zabawach proponowanych przez nauczyciela. Szybko przyswajasz nowe teksty wierszy i piosenek. Chciałabym tutaj wspomnieć, że bardzo ucieszył mnie Twój występ na dniu babci i dziadka. Brawo!

W skupieniu wykonywałeś ćwiczenia na lekcjach ciszy. Rozpoznawałeś źródła dźwięków – zmysł słuchu, zapachy – zmysł węchu, chodziłeś po elipsie – koordynacja wzrokowo-ruchowa. Jednym z ulubionych przez Ciebie ćwiczeń jest obserwacja przesypującego się w klepsydrze piasku.

Mam nadzieję, że kolejne miesiące będą dla nas bardziej pracowite, że częściej (wspólnie) sięgniemy po coraz to nowe pomoce, zarówno matematyczne jak i językowe, że będziesz z radością zmagał się z nowymi zadaniami i że po prostu miło będziesz spędzał czas w naszym przedszkolu.

Pozdrawiam,
wychowawca.

Właśnie zastanawiałem się nad wpisem Basi ‘Mam dość telewizji…‘, kiedy uderzyło mnie, że w naszej najbliższej rodzinie jest mały, roczny chłopak, który uzależniony jest od TV.

No ok, nie tyle konkretnie od telewizji, co od oglądania jakiegoś obrazu ‘byle by coś tam latało’. Nie jest w stanie wysiedzieć, bo musi oglądać. Kiedy nie ogląda zaczyna się AWANTI. Mój znajomy telewizję nazywa ‘elektronicznym pastuchem’. Coś w tym jest.

Zastanawiam się jak na miłość boską, można uzależnić dziecko od TV? Okazuje się, że jest to dość łatwe. Bajka w telewizorze czy na komputerze jest świetna, żeby zająć na chwilę dziecko i w tym czasie zrobić coś pożytecznego. Dodatkowo np. popularne kiedyś fajne (za naszych czasów) dobranocki były uwieńczeniem dnia i sygnałem, że później jest tylko ‘siusiu, paciorek i spać’.

Wszystko ok byle z umiarem. Podobna jest pewnie geneza i tego konkretnego przypadku. Chęć zajęcia dziecka przez chwilę. Dodatkowo dochodzi aspekt ‘wychowawczy’, pobudzony eksplozją edukacyjnych filmów dla dzieci w każdym wieku, wydawanych masowo na DVD.
Np. poradnik dla bąbli typu ‘Nauka kolorów dla niemowlaka na przykładzie pływającej rybki, Vol. 3′.

Znalazłem ciekawy artykuł, w którym Amerykańskie Stowarzyszenie Pediatrów uważa, że telewizja dla dzieci poniżej 2 roku życia jest niewskazana ze względu na jej niekorzystny wpływ na rozwój mózgu u tak małych dzieci.

Twierdzą oni między innymi, że:

Pierwsze 2 lata życia są szczególnie istotne dla rozwoju mózgu dziecka. W tym czasie dzieci potrzebują pozytywnej interakcji z innymi dziećmi i dorosłymi. Zbyt duża ilość telewizji może mieć negatywny wpływ na wczesny rozwój ich mózgu. Jest to szczególnie ważne w młodszym wieku, kiedy nauka rozmawiania i bawienia się z innymi jest tak ważna.

W wyniku badań na temat wpływu telewizji na bardzo małe dzieci, Amerykańska Akademia Pediatrii (AAP) nie zaleca telewizji dla dzieci w wieku poniżej 2 lat. Dla dzieci starszych, Akademia zaleca nie więcej niż 1 do 2 godzin dziennie programów edukacyjnych i bez przemocy.

Nie trzeba być jakąkolwiek akademią czy stowarzyszeniem, żeby zgodzić się z takimi tezami. Unikam też popadania w skrajności. Bajki zwyczajnie przydają się nam rodzicom, żeby móc wyrwać kilka chwil dla siebie lub zwyczajnie w spokoju móc się umyć. Ale nie można czynić z nich wielogodzinnego pastucha tylko dlatego, że jesteśmy leniwi.

Bieg z widelcem przez płotki

No rzesz kurna.

Miałem okazję coś takiego widzieć. Rodzice postanowili, że jest pora obiadu. Tuż obok znajdował się plac zabaw. Rodzice siedzieli przy stole, kiedy dziecko postanowiło się bawić. Wszystko jakieś 15 metrów od siebie. Rodzice w knajpie, dziecko na placu, wszyscy jedzą… Wszyscy – dziecko też.

Najpierw bieg ojca z widelcem. Osłania widelec ręką (żeby nie wystygło chyba) z nadzianym jedzonkiem. Mówi:
- Zjedz kochanie, może przyjdziesz do nas?

Dziecko owszem zjadło i olewka. Włazi sobie do domku na placu.

Za 5 minut biegnie matka. Też osłania cenny kęs.

- Masz tu skarbie. Skarb pochłania i się bawi.

Runda 3 – Ojciec.

Szaleńczy bieg. Chroni strawę od wystygnięcia. Brawo.
- Przyjdź do nas, zjedz z nami…
I ucieka. Dziecko pochłonęło i się bawi.

Moje pytanie – czy tak to powinno wyglądać? Wg mnie jedzenie to jedzenie – przy stole, siedzimy, jemy i później idziemy się bawić.

Ostatnio byliśmy w knajpce. Kelnerka jak nas zobaczyła przyniosła ‘stolikowe zestawy zabawowe dla dzieci’ – kredki, bloczki do rysowania, układanki.

Pięknie.

Dzieci się bawiły, zaczęły sobie wyrywać (byliśmy ze znajomymi) i awatura. Jak wniesiono talerze schowaliśmy zabawki. Nie było siły, żeby dzieci jadły i się bawiły. Powiedzieliśmy, że jemy a zabawa po jedzeniu. Dzieci zjadły i poleciały się bawić.

Jestem zdania, że jedzenie to jedzenie, zabawa zabawą a oglądanie filmów to zupełnie inna historia.
Jeśli się mylę, to poprawcie mnie.

O i tyle.

Nazywam się „Ja sam”

Synek [2L10M] właśnie taki przechodzi etap. Wszystko chce robić sam. Nie ukrywam, że napawa mnie to wielką dumą. Wydaje mi się, że właśnie ku temu powinna zmierzać edukacja dzieci. Szykujemy je przecież do radzenia sobie w życiu. „Ja sam” jest często padającą dziś uwagą z jego strony. Ja sam naleję, ja sam wejdę, ja sam przyniosę, nałożę, pomaluję, wycisnę, naleję…

Czasami wydaje mi się, że momentami dość mocno popuszczamy cugle swobody. A może nie? Bo z drugiej strony jeżeli drzwi nie otwiera się coraz szerzej, to jak nauczyć dziecko wyglądania przez nie na świat? Upadki, otarcia, porażki są jego częścią. Ważne jest jakie wnioski i nauki się z nich wyciąga. Właśnie dlatego wydaje mi się, że to jednak słuszne podejście.

Włos mi się jeży na głowie gdy słucham tych wszystkich zakazów padających np. na placach zabaw. „Nie biegaj”, „Nie ruszaj”, Nie wchodź tam, bo się ubrudzisz”! Co więcej nie rozumiem tego. Dlaczego dziecko ma nie biegać na placu zabaw? To po cholerę tam w ogóle chodzić. Przecież on jest do biegania!

To tak jakby wysłać kogoś sportowym superautem na tor wyścigowy i powiedzieć: „Tylko nie jeździj szybko, bo ci się silnik zagrzeje”. Przecież ludzie tam jeżdżą właśnie po to by poszaleć!
No właśnie, tu trzeba zastanowić się nad tym chwilę.

Nie mówię, że dzieci trzeba puszczać zupełnie samopas. Ani zakazy ani z drugiej strony całkowita obojętność nie są dobre. Trzeba to wszystko po prostu wypośrodkować. Dlatego trzeba być czujnym obserwatorem i pozwalać na tyle, żeby było bezpiecznie ale jednocześnie, żeby cały czas stawiać ten mały kroczek do przodu.

Są miejsca specjalnie dedykowane do mniej lub bardziej kontrolowanego szaleństwa. Może to być plac zabaw, tor wyścigowy czy dom uciech. Są to miejsca specjalnie przygotowane do tego by poużywać sobie do woli. Jest to nawet wskazane i takiej reakcji oczekuje się od uczestników. W innych okolicznościach wszystkie powyższe aktywności mogą być albo niebezpieczne albo przynajmniej nie na miejscu.

Pozwalajmy zatem swoim dzieciom poszaleć na tyle na ile pozwalają okoliczności. Niech włażą, biegają, skaczą, przewracają i czołgają się. Wszystko w imię ich zdrowego rozwoju.

Refleksja z wielkiej piaskownicy

Właśnie wróciliśmy z wielkiej piaskownicy – plaży.

Na co dzień mam świadomość, że mój czas dla Synka jest bardzo ograniczony. Dlatego strasznie chciałem spędzić z nim jak najwięcej czasu. I udało się. Całe 2,5 dnia oblepieni piachem.

To był super czas. Nieprawdopodobne jest to, że za każdym razem, kiedy nie mam wyznaczonego celu do osiągnięcia, każda nawet absurdalnie prosta czynność jest dla mnie prawdziwą radością. Właśnie tak nastawiony pierwszego dnia poszedłem z Synkiem na plażę. Jedynym moim założeniem było przebywanie z nim razem.

Po jakiś 2 godzinach przyłapałem się na tym jaką frajdą było kopanie dołu, który Synek [21M] natychmiast zasypywał. Niesamowite, że w ten sposób moglibyśmy się bawić w nieskończoność.

Zupełnie inaczej niż u Niemców obok. Oni przybili na plażę skoro świt z zamiarem wybudowania nieśmiertelnego mauzoleum. Od rana w pocie czoła Niemiecki Ojciec ze swoim poważnym synem budowali Twierdzę. Była fosa, wieżyczki i cała reszta.

Kiedy nieopatrznie poszli do wodopoju, mój Synek ze swoją 4-letnią nagą przyjaciółką goniąc się nawzajem obrócili Krzemowy Malbork w pył. Kiedy wrócili, na ich oczach Synek wysikał się na ruiny.

Podczas gdy Wielki Mistrz von der Sand ciskał gromami, ja miałem odsłonięte ósemki. Ktoś może powiedzieć, że dzięki tej naszej słowiańskiej arogancji wywalą nas z Unii.

Chciałem mu wtedy powiedzieć, że na jego miejscu cieszyłbym się, że mogę następne ileś tam bezcennych godzin odbudowywać wszystko od nowa tylko po to by cieszyć się samym faktem przebywania z własnym synem. Po jego spojrzeniu widziałem, że nie zrozumie mojego punktu widzenia. Niezależnie od tego, że i tak po paru godzinach fale uczyniłyby z jego budowli to samo co tsunami w 2004 z wybrzeży Tajlandii.

Nie dogadalibyśmy się. Jego celem było ściskanie pośladów, moim tarzanie się w piachu z Synkiem. Okazuje się, że jestem prostym człowiekiem.

Żałuję tylko strasznie, że jak zwykle parę dni to za mało. No ale staram się by to zmienić. Nagrodą dla mnie jest to, że Synek zaczął mnie spontanicznie potrzebować.
Ojcostwo to wspaniałe uczucie.
Szczerze polecam.

Facebook