tatablog.pl

czyli spojrzenie Taty na całe to zamieszanie

Archiwum kategorii ‘Dobra strona edukacji

Od kiedy nocnik?

Ajajaj, to może być temat rzeka.

Weterani, ludzie z epoki kiedy tetrowe pieluchy prało się w kotłach machając wielką chochlą, uczyli swoje dzieci korzystania z nocnika w dniu przecięcia im pępowiny.
Wynikało to z kłopotliwego poruszania się po mieszkaniu między wiecznie rozwieszonym praniem.

Dziś, kiedy takie praktyki wydają się nieprawdopodobne, okazuje się, że siedmiolatki nadal biegają z charakterystyczną wypukłością w okolicach kroku.

Nie wiem co na ten temat mówią mądre książki.
Część znajomych, która dowiedziała się, że uczymy Synka korzystania z nocnika od momentu, w którym nauczył się siadać [6M] kręci nosem. Prawdopodobnie mają rację, bo dziś po 11 miesiącach, Synek nadal z premedytacją załatwia wszystko w pieluchę jednorazową. No może nie wszystko bo o ile z jedynką idzie mu całkiem nieźle to z dwójką to już zupełnie inna historia.

Finał jest taki, że Synek [17M] jedynkę robi głównie na nocniku. Pomaga temu częste wysadzanie. Wszystko pięknie, są brawa, Kaczuszka gra.

Dwójkę robi na nocniku sporadycznie. Na ogół jest to pielucha i pomimo, że wiadomo co jest grane, na nasze pytania czy chce siusiu, czy kupę, odpowiada ‘Ne-e’. Sprawę już załatwił, więc jasne, że mu się nie chce. Zadając to samo pytanie wcześniej, kiedy jeszcze jest czysto też odpowiada ‘Ne-e’.
Często wręcz dwójkę załatwia parę minut po zejściu z nocnika w nowiutką, świeżutką pieluchę.

Gdzieś tkwi nasz błąd.
Kierujemy się systematycznością. Wysadzamy regularnie. Nadal jednak Synek nie umie skojarzyć tych czynności. Czy to oznacza, że jednak jest za wcześnie na takie nauki? Może coś innego źle robimy? Ciężko wyczuć, bo korzystamy przecież z doświadczenia Dziadków.

W tamtych czasach dzieci najprawdopodobniej rozumiały, że w ich małych, ciasnych mieszkankach przestrzeń podsufitowa miała ograniczoną powierzchnię. Szczęście mieli Ci rodzice, którzy załatwili ‘dzierżawę’ połowy wózkarni pod dodatkową suszarnię. Reszta chciała tkwić w takiej tetrowej inscenizacji jak najkrócej.

No cóż. W tym temacie walka trwa. Jeśli tylko coś się zmieni – dam znać.

Czas na żłobek?

Nasz Synek jest towarzyski. Jest też indywidualistą co nie oznacza, że nie lubi innych dzieci. Lubi interakcję i jak coś się dzieje. Jest otwarty, ufny i śmiały.

W czasie, o którym mowa niżej Synek zostawał już na całe dnie z Opiekunką oraz parę razy na tygodniowe wakacje u Dziadków. Nie było większych problemów.

Na żłobek cieszyła się głównie Mama. Plan był następujący: po powrocie z wakacji Mama wraca na część etatu do pracy a Synek [14M] idzie w tym czasie do żłobka. I to oddalonego o 4 minuty spaceru. Idealnie, biorąc pod uwagę, że miejscówka była zaklepana. Czy mówiłem, że w żłobku publicznym?

Po dwóch dniach szlochania… hmm, raczej dławienia się łkaniem, opuchnięta na twarzy Mama powiedziała, że więcej nie jest w stanie brać w tym udziału.

Trzeciego dnia poszedłem z Synkiem oddać go na przechowanie. W przebieralni nie było problemu. Pozwolili mi nawet wejść z nim na poligon. Wyobraźcie sobie dwoje chodzących dzieci, pełzającą w różnych kierunkach piątkę, do tego dwójkę w takich bujakach i kolejną dwójkę, której z niewyjaśnionych przyczyn udało się zasnąć.

W sumie jedenaścioro z czego dziewięcioro ryczało. To wszystko kontra dwie przedszkolanki, starające się bardzo podniesionym głosem zagłuszyć ten horror.
Nie zrozumcie mnie źle. Kobiety chciały nawet dobrze. Ale co one biedne mogą we dwójkę?

Posiedziałem parę minut zobaczyć do czego to w ogóle zmierza. Synek w huśtawkowym nastroju trzymał się blisko. Powiedziałem mu z teatralnym uśmiechem na twarzy:
Synku, ja idę a niedługo przyjdzie po Ciebie Mama.
Ryk.
Macham przyjacielsko przez szybkę.
Ryk.
Przedszkolanka stara się zaabsorbować go czymś za oknem (plus dla niej).
Inna zasuwa ze szczękiem za mną drzwi.
Kurtyna.

Po odbiorze Synka ze żłobka Mama udawała krzątaninę, ja udawałem, że jest malinowo. Tłumaczyłem, że parę godzin tam nie jest w stanie uczynić spustoszenia.
Piękna historia. Serce w strzępach.

Ponieważ w momencie ‘zdawania’ jak i odbierania Synek płakał, zastanawialiśmy się czy wbrew zapewnieniom przedszkolanek płakał tam cały czas? Wszystko trwało półtora tygodnia. Synek zauważalnie stał się bardziej nerwowy. Po tym czasie ‘uratowało’ nas zakażenie jego siusiaka. Przedszkole powiedziało, że musimy to wyleczyć, inaczej nas nie wpuszczą.

Więcej tam nie wrócił.

Nadal uważam, że żłobek czy przedszkole są dobre i potrzebne. Tylko może nie w tym momencie. Albo nie w takiej formie.

Rozmawiamy z Synkiem

Zupełnie nie wiem dlaczego nasi znajomi nie rozmawiają ze swoimi dziećmi. Mają dzieci w podobnym wieku do naszego Synka, nawet trochę starsze. Często jedyna ‘rozmowa’ na jaką ich stać to jakieś absurdalne zakazy. Nie wchodź tam, nie dotykaj tego.
Równie dobrze można podciąć dzieciom ścięgna. Nie będą wtedy zbyt daleko odpełzały i na pewno niczego nie dotkną.

Dlaczego tak robią? Myślę, że z lenistwa. Z jakiegoś powodu zapomnieli, że dla swoich dzieci są najważniejszymi nauczycielami. Że od najwcześniejszych chwil powinni z nimi rozmawiać, opowiadać i uczyć. Nawet jeśli dziecko jeszcze nie umie mówić to uczy się. Strasznie szybko się uczy, zaczyna rozumieć i kojarzyć.

Rozmawiając z Synkiem widzę z dnia na dzień jak zaczyna rozumieć coraz bardziej złożone zdania. Pod koniec dnia, kiedy opowiadamy sobie wydarzenia z dnia, widzę jak szuka ich w myślach i stara się po swojemu je nazywać. To znaczy, że w dodatku zaczyna się posługiwać pamięcią.
Super.

Zamiast mówić ‘nie dotykaj tego!’, tłumaczmy Synkowi dlaczego ma nie dotykać. Bo gorące, bo ostre i niebezpieczne. Nawet jeśli nie załapie od razu to zaczyna mu się kojarzyć z tym jakaś historia. Później, kiedy znów będzie chciał dotykać znów wytłumaczmy. I co dalej? Jesteśmy konsekwentni. Jeśli na coś rzeczywiście nie pozwalamy to nie pozwalamy. Zabieramy z jego zasięgu (jeśli się da), mówimy stanowczo, że to jeszcze nie dla niego. Nie ma odstępstw. Najważniejsze jest przestrzeganie Zasad.

W 9 / 10 przypadków Synek to rozumie.

Synek jest terrorystą

Brzmi dość groźnie. Zadaję sobie pytanie skąd się to bierze. Dlaczego Synek stara się przypierać nas do muru, narzucać własną wolę.

Wydaje mi się, że to zrobiła po prostu ewolucja. Od dnia urodzin każdy ma gdzieś zakodowane by przeżyć i przy okazji zrobić sobie jak najlepiej. No i tu na straży anarchii stoimy my, Rodzice, którzy wiedzą co jest najlepsze.

No ale przecież dajemy mu wszystko co wg nas najlepsze, a on nadal się drze. Nadal wymusza. Jak mawia Dziadek: ‘Niech to jasna cholera!’.
Załóżmy, że nie chodzi o sytuację kiedy:
- może być zmęczony,
- może mu być źle z bólu lub dyskomfortu (bo np. zimno),
- może być głodny
Załóżmy, że po prostu nagle stwierdził, że chce coś dostać ponad wszystko.

Zacznijmy od początku. Bo od samego początku Synek bada jak daleko sięgają macki jego wpływów. Bardzo dobrze, że tak robi. Jestem nawet z tego bardzo dumny. Nie oznacza to, że pozwolę mu na wszystko. Pozwolenie Synkowi na wszystko to wg mnie błędne myślenie. A dlaczego? Bo dawanie na zawołanie nie jest dobrą edukacją (jakaś analogia przychodzi mi go głowy). Robię tak po prostu dla jego dobra. Z każdym dniem granice się poszerzają. Niech walczy i niech się uczy, że nie wszystko można osiągnąć byle wrzaskiem. Odkrywam mu te granice po trochu w miarę jego rozwoju. Nie wszystko na raz bo się pogubi.

Ok, ale on wrzeszczy nadal. W takiej sytuacji najprawdopodobniej się nudzi, bo nie zwracamy na niego uwagi. Prosta sprawa i jeśli sobie z tego zdać sprawę, naszą bronią będzie znalezienie mu zajęcia.
Jeśli go zbyjemy będzie jeszcze gorzej. ‘Idź się pobaw’ też raczej na nic bo nawet jeśli się posłucha to nie potrwa to długo.

U nas najlepiej sprawdza się znalezienie zajęcia, w którym Synek czuje, że nam pomaga.
Jeśli jesteśmy w domu są to nawet super proste pomoce przy tym co robimy. Wytarcie czegoś szmatką, odstawienie porozrzucanych gratów na miejsce, pomoc przy prowadzeniu rury odkurzacza.
Za każdym razem go chwalimy. Uwierzcie mi, to działa.

Poza domem na ogół nie ma takich problemów, ponieważ tyle naokoło się dzieje, że sama rozmowa (na tym etapie jeszcze monolog) i opowiadanie co się na około dzieje są wystarczającą dawką atrakcji.

Box

Co może przydać się podczas lotu samolotem z małym dzieckiemDomowe sposoby na zbicie temperatury u dzieckaPodróż samochodem z małym dzieckiem - jak się przygotować, żeby przetrwać

Facebook