czyli spojrzenie Taty na całe to zamieszanie
24 03
Na co dzień narażeni jesteśmy na kontakt z tym cholerstwem – wirusami i bakteriami. Szczególnie teraz, gdy przez kraj przetacza się fala zachorowań. Każdy może być nosicielem. My i nasze dzieci też.
Katarek? To może być gronkowiec zatok.
Ból brzucha? To może być rotawirus.
Temperatura? To może być wszystko…
Byłem świadkiem takiej sceny w przedszkolu:
jakieś dziecko leżało na podłodze a drugie nad nim stało i właśnie mocno kichnęło leżącemu w twarz.
Zakatarzone dziecko polizało lupę, którą za chwilę wzięło inne dziecko i przykładało sobie do twarzy.
Normalka. Wirusy i bakterie przenoszą się drogą kropelkową, dzieci obściskują się, kichają na siebie i nic na to nie poradzimy. Nie licząc podnoszenia odporności organizmu, dosłownie nic na to nie poradzimy.
Ale te same wirusy i bakterie przenoszą się także przez dłonie a tu możemy zrobić wiele.
Dziecko poznaje świat dłońmi. Dłońmi dotyka, uczy się, kontaktuje się z rówieśnikami i otoczeniem. Dłonie otwierają drzwi łapiąc za klamkę, której dotykało kilkadziesiąt lub kilkaset innych osób. Te same dłonie bawią się wspólnymi w przedszkolu zabawkami. Palce dłoni drapią się po pupie i wycierają gluty z nosa. Dłonie bywają w miejscach publicznych takich jak supermarket, autobus, przedszkole czy szkoła. Dłonie są wszędzie i dotykają wszystkiego. Dłonie są poważnymi nośnikami wirusów, bakterii i grzybów.
Co możemy zrobić?
Możemy nauczyć dzieci mycia rąk – to oczywiste. Ale pamiętajmy też o nas. Po każdym wyjściu z toalety, po każdym przyjściu z dworu, po podaniu ręki, po urodzinach, po spotkaniu ze znajomymi, po zakupach, po wizycie u Dziadków czy sąsiadów, po smarkaniu nosa, po przyjściu do domu a przede wszystkim przed każdym jedzeniem – myjmy dokładnie nasze dłonie i nauczmy tego dzieci.
Dzieci łatwo nauczyć prostych zasad jeżeli sami jesteśmy konsekwentni.
Ja po każdym przyjściu do domu pytam Synka:
- Co teraz robimy?
- Zdejmujemy buty i myjemy lęce – odpowiada.
My po myciu rąk mydłem przecieramy dodatkowo ręce rozcieńczonym spirytusem. Uzupełniam zwykły spirytus spożywczy wodą 1:1 i przecieram ręce nasączonym wacikiem.
Można także przecierać ręce środkiem antybakteryjnym. Są to środki powszechnie dostępne w sklepach i aptekach.
Trudno uwierzyć, jak proste i jak bardzo skuteczne jest to profilaktyczne działanie antywirusowe i antybakteryjne. Jedno mycie i znika pewnie z milion sztuk.
Myjmy ręce sobie i dzieciom.
5 08
Akurat jestem bardzo na bieżąco z tym tematem więc mogę śmiało powiedzieć co przydaje się w podróży samochodem z małym dzieckiem. Wypróbowane na półroczniaku i trzylatku.
Można westchnąć i stwierdzić, że kiedyś było łatwiej. Cały tył samochodu wykładało się jakimś legowiskiem, rozrzucało się gry, komiksy, zasypywało dzieci cukierkami i nawet najdalsza podróż nie była tak męcząca dla dzieci (znaczy dla rodziców).
Dziś najlepszym rozwiązaniem jest gdy dziecko w podróży… śpi. Kiedy nie śpi trzeba pogodzić się z dość częstymi postojami.
Dlatego część rodziców decyduje się na podróże nocne. Dzieci trzeba umyć, ubrać w piżamy, dla siebie zabrać tonę kawy oraz ‘nakręcaczy’ i można zacząć cieszyć się długimi godzinami spokojnej jazdy.
Ma to oczywiście swoje plusy i minusy. Plusy są oczywiste – my jedziemy, dzieci śpią. Największym dla mnie minusem jest jednak zmarnowany następny dzień. Ciężko być na chodzie po nocy w podróży, zwłaszcza gdy jest się kierowcą. Dlatego ja się jeszcze na to nie zdecydowałem i zawsze podróżowaliśmy za dnia.
W tym sezonie z dziećmi przejechaliśmy samochodem na różne wyjazdy wakacyjne ok. 2000km, co przy półroczniaku może być nie lada wyzwaniem. Wszystko w ciągu dnia.
Aby było fajnie na porę wyjazdu można wybrać moment, kiedy dziecko ma (jeśli ma) swoją porę drzemki. W ten sposób udawało nam się przejechać jakieś 2 – 2,5 h na raz. Proponuję wtedy jechać i nie tracić czasu na własne siku, zatrzymywanie się po batonika, tankowanie i inne rzeczy, na które później, kiedy dzieci się obudzą będzie lepsza okazja
Aha no i ważna rzecz – my zawsze jeździliśmy poza głównymi drogami. Są o wiele ciekawsze, więcej się dzieje i praktycznie wszędzie można się zatrzymać. Główne drogi i autostrady mimo iż szybsze są strasznie monotonne. Poza tym po przejechaniu 30 km autostradą (w Polsce) staliśmy ok 40 minut w cztero-kilometrowym korku do bramek wyjazdowych. Wątpliwa frajda ze znudzonymi dziećmi na pokładzie
W zależności od wieku dziecka w podróży samochodowej może przydać się:
To są najważniejsze ‘techniczne przybory’ małego podróżnika. Jeżeli natomiast chodzi o zabawianie podczas podróży to:
Powyższe nie dotyczą samochodów z DVD
Na koniec typowe pytanie, które pada po pierwszych 6 minutach jazdy:
- Tato, daleto jeszcze?
Na pewno potrzeba tu brutalnej szczerości. Nigdy nie mówcie, że jest już niedaleko kiedy wiadomo, że przed nami 400km i jakieś pół dnia jazdy. Korzyść jest chwilowa a po niej okazuje się co to znaczy ciężkie życie.
Generalnie miło wspominam nasze podróże i wiem, że będziemy starali się przyzwyczajać do nich dzieci.
Jeżeli macie inne pomysły na dziecko w podróży samochodowej, chętnie o nich usłyszę.
24 05
Czym jest gorączka lub wysoka temperatura u naszego dziecka? Gorączka to temperatura powyżej 38′C a często nawet 39′C i więcej.
Kiedy nasze dziecię popada w chorobę, towarzyszą nam wielkie emocje, które często gmatwają realny obraz sytuacji. Wiem doskonale jak to jest.
Pierwsza reakcja jest taka, że życie naszego dziecka jest zagrożone! No i właśnie wtedy przestajemy myśleć. Stajemy się pożywką dla wszystkich, którzy korzystając z okazji chcą coś opchnąć. Wkraczają harpie. Oj, wtedy kupimy wszystko.
Sam doskonale pamiętam jak Synek miał zapalenie siusiaka. Matko jedyna, co ja przeżywałem! Wydawało mi się, że zaraz mu ptak odpadnie albo jeszcze gorzej (choć nie wiem czy to możliwe) i za chwilę zakończy się całe to przysposobienie do życia. Jeśli wiecie co mam na myśli.
UWAGA!
W każdej sytuacji, kiedy tracimy obraz sytuacji należy wylać sobie wiadro zimnej wody na głowę!
DOSŁOWNIE.
Ale wracając do temperatury. Wysoka temperatura oznacza tylko jedno. Organizm walczy z infekcją, bakteriami lub wirusem. Temperatura w okolicy 38′C, 38,5′C jest dobra w stanie infekcji. Nie powinniśmy jej obniżać!
W tej temperaturze białka odpornościowe dzieci charakteryzują się swoją największą aktywnością. Oznacza to, że w tym przedziale temperatur odznaczają się najskuteczniejszą obroną przed infekcjami. Tak trzymać!
W tym czasie organizm nabiera odporności. Z pełną premedytacją angażuje swoje naturalne siły odpornościowe by walczyły w jego imieniu.
I teraz, kiedy podamy naszemu dziecku coś na zbicie temperatury, np. czopek, lub coś doustnie, to będzie tak jakbyśmy je poddali. Organizm naszego dziecka przestanie walczyć. Uśpimy jego naturalne mechanizmy obronne. Powiemy mu, żeby się nie przejmował…
po prostu wyłączymy go.
W tym czasie infekcja będzie się nadal rozwijała, ale my będziemy spokojni, ponieważ nie będzie tego widać.
Pamiętajmy, że układ odpornościowy człowieka rozwija się od jakiś… 2,5 miliona lat a specyfiki na doraźne zbicie temperatury istnieją od kilkunastu lat.
Ważna informacja!
Temperaturę trzeba często kontrolować, żeby nie dopuścić do zbyt wysokiej.
Kiedy gorączka skacze powyżej 39′C trzeba ją zbić. Nie lekami, ponieważ wtedy usypiamy naturalne siły odpornościowe naszego dziecka!
Świetnym rozwiązaniem jest zimny kompres z czegoś zamrożonego w zamrażalniku (lód, kość, danie – poważnie cokolwiek) i owiniętego w ściereczkę.
Taki kompres przykłada się na kark lub pomiędzy wewnętrzne strony nadgarstków. To super działa! W tym miejscu żyły znajdują się tuż pod skórą, dzięki temu dosłownie po paru minutach obniżamy temperaturę całego ciała.
Sprawdziłem to sam.
Taką domową metodą zbiłem Synkowi temperaturę o 1.5′C!
W większości wypadków to jest aż nadto. Dzięki pozwoleniu organizmowi naszego dziecka na naturalną obronę, podnosimy jego odporność! Czego chcieć więcej!
24 05
Szybkie, spontaniczne ciasteczka dla bezglutenowca ze skazą białkową. Przepis na wspólne przygotowywanie powstał z głowy. Piszę o tym bo wyszły przepyszne.
Wszystkie składniki były dobierane ‘na oko’, dlatego podane ilości są mocno przybliżone. Warto je zmieniać i modyfikować w zależności od własnych upodobań.
Ale do rzeczy:
Czas przygotowywania z dzieckiem ok 3 letnim – od 20 do 40 min.
Sypkie składniki należy zmieszać, dodać olej (oliwę) i wodę. Konsystencja powinna być taka, żeby dobrze odrywała się od ręki. W razie czego można ją tuningować wodą lub kleikiem. Rozpłaszczoną masę można formować w talarki, kulki czy wycinać kształtkami – serduszkami i gwiazdkami.
Takie coś można ułożyć na blasze, na papierze do pieczenia. Wszystko do nagrzanego do 180-200′C piekarnika na 20-25 min.
Ciasteczka są dość twarde ale przepyszne.
Jeżeli macie fajne przepisy dla kogoś ze skazą białkową to poproszę
18 05
Nie ma nic prostszego, niż taki naturalny syropek na suchy i męczący kaszel. Nie mam zielonego pojęcia dlaczego to działa ale działa zaskakująco świetnie. Prawdopodobnie cebula ma działanie bakteriobójcze.
Wielu z nas piło to kiedy byliśmy małymi dzieciakami. Pamiętam, że mi to bardzo smakowało. Pamiętajmy, że taki syrop to prosty, tani i skuteczny sposób na kaszel oraz oczywiście alternatywa dla leków z apteki.
Wczoraj właśnie przygotowałem coś takiego Synkowi. Kaszel zaczął ustępować prawie od razu. Warto spróbować. Zaszkodzić, nie zaszkodzi a prawie na pewno pomoże.
Szybki przepis:
Po paru godzinach cebula puszcza soki i można pić 3x dziennie po 2 łyżeczki.
UWAGA! Niewskazane przy towarzyszących grzybicach (np. układu pokarmowego). Cukier jest dla nich dobrą pożywką.
Najnowsze komentarze