tatablog.pl

czyli spojrzenie Taty na całe to zamieszanie

Archiwum kategorii ‘Wszystkiego po trochu

Piersi na skołatane nerwy

Właśnie zdałem sobie sprawę, ile wartościowych rzeczy jestem w stanie nauczyć się od własnych dzieci.

Obserwowałem sobie Młodego (młodszego braciszka Synka) podczas jedzenia. Właśnie minęło jakieś półtora miesiąca od jego urodzenia kiedy zauważyłem, że wyraźnie uspokaja się na widok odsłanianej piersi. Momentami nawet się oblizuje.

Może płakać, dławić się i nawet wpadać w spazmy. Wystarczy jednak, że Mama wyciąga okazałą pierś a on jak za sprawą czarodziejskiej różdżki uspokaja się. Pierś powoduje, że brzuszek przestaje burczeć i boleć. Jest to całkiem zrozumiałe. W tym momencie pierś kojarzy się z zaspokojeniem głodu. Kojarzy się z ciepłem, bezpieczeństwem i w rezultacie z błogostanem.

Są jednak chwile, kiedy Młody jest najedzony ale nadal niespokojny. Ponieważ mamy pewien kłopot z komunikacją, czasami trudno dociec o co tak naprawdę mu chodzi. Nie działa kołysanie, nucenie, poklepywanie, noszenie. Uspokajająco działa jednak widok piersi. Potrafi zasnąć oparty o nią swoim policzkiem. Wystarczy jednak, że Mama odsunie się a Młody budzi się i zaczyna płakać. Pierś jest przystawiana – zasypia. Odstawiana – dramat.

I tu dochodzimy do sedna sprawy. Zacząłem analizować swoje własne doświadczenia w tej kwestii i okazało się, że i mnie widok piersi uspokaja. Nie mówiąc już o dotyku. I co najważniejsze nie można mnie za to winić!

Do tej chwili nie zdawałem sobie sprawy jakie to ważne. Co więcej, sądzę, że nie powinienem walczyć z czymś co zakodowano u mnie w najwcześniejszych chwilach mojego życia. To tak jakbym zaczął zastanawiać się czy wydajniej funkcjonuje się na bezdechu czy nie.

To jasne, że dla własnego zdrowia psychicznego powinienem oglądać więcej damskich biustów.

W dzisiejszych czasach ludzie żyją w ciągłym pędzie – a co za tym idzie – również i stresie. Aby uspokoić się chodzą do lekarzy i zażywają leki o wymyślnych nazwach. A wystarczyłoby pokazać im damskie piersi. Gwarantuję, że natychmiast zapomną o codziennych troskach. To naprawdę nic trudnego.

Zastanówmy się. Piersi jest naokoło raczej pod dostatkiem. Stworzyła je natura. Rosną same. Są dla nas zdrowe. Czy można chcieć czegoś więcej?

Nasuwają się zatem dwa bardzo proste wnioski:
- obserwujmy i uczmy się od naszych własnych dzieci,
- mamy, pokazujcie częściej piersi.

Pierwsze skoki w boki

Zaczęło się od tego, że Synek zaczął wyłazić przez okienko swojego małego domku. Pomimo, że parę razy nieźle przypierniczył, strasznie mu się podobało i latał w kółko. Wchodził przez drzwi i bach przez okno. (Swoją drogą mieszkamy na parterze i zastanawiam się jak to będzie w przyszłości…)

Następnego dnia odwiedziła nas znajoma. Przyjechała ze swoim pięciomiesięcznym dzieckiem. No i nasz Synek popisywał się swoją nową zdolnością – wypadaniem przez okienko.

Później obie mamy poszły z dziećmi na spacer. Synek jak zwykle zasnął w ogródku. Po paru godzinach snu, kontrolujemy dość często czy się nie budzi. Tym razem także zerkaliśmy na niego co parę minut.

Nagle Mama mówi: o nie! on wyszedł z wózka!
Pierwszy raz to zrobił. Wcześniej budził się i po prostu leżał. Ten wózek to gondola z poprzeczką nad nogami. Synek w nim sypia zawinięty w koce jak kokon. Ponieważ jest coraz większy, ma coraz mniej możliwości ruchu w tym wózku.

A tu po prostu stał sobie w skarpetkach na mokrej trawie, trzymając się wózka i rozglądając się wokół. Strasznie jestem ciekaw jak to zrobił. Do tego czas w jakim to osiągnął! Świętą prawdę mówią rodzice, że trzeba mieć oczy dookoła głowy.

Ja natomiast cieszę się, bo Synek jest coraz sprawniejszy. To oczywiście niesie za sobą o wiele więcej zagrożeń ale i tak się cieszę. Rozpiera mnie duma kiedy patrzę jak sobie radzi, jak włazi, przełazi, czołga się pod krzesłem. Często rąbnie się przy tym raz albo dwa. Trochę ponarzeka i znów biegnie eksplorować swój Świat.

Ot, męski wieczór

Dzisiejszy wieczór był niezwykły.

Najpierw odwieźliśmy Mamę na imprezę. Był już wieczór i padał śnieg. Przez większość drogi w samochodzie tłumaczyłem Synkowi, że jesteśmy w drodze na imprezę Mamy, tam ją zostawiamy i wracamy do domu na męski wieczór.

No i nauczył się nowego słowa: ‘w drodze’. Powtarzał to wprawdzie po swojemu ale wyraźnie wiedzieliśmy o co chodzi. Mama wysiadła, my jej pomachaliśmy i z powrotem. Przez większość drogi mówił: ‘Mama, Mama’. Tłumaczyłem, że wracamy i będziemy szykować się na jutrzejszy bal w szkole muzycznej. Trzeba przygotować trochę jedzenia bezglutenowego.

Posadziłem go na blacie kuchennym. Roztacza się stamtąd o wiele lepszy widok. Razem przygotowaliśmy plasterki jabłek do suszenia w piekarniku. Była masa wygłupów Synek podpuszczał mnie jakimiś nie znanymi mi zagraniami.

Przed wieczorną zabawą narysowaliśmy jeszcze rebusik dla Mamy i przykleiliśmy go na ścianie w kuchni. Później bawiliśmy się w Synka pokoju, kiedy nieopatrznie powiedziałem, że można by sprawdzić co słychać w garażu. Ożywił się nagle, spadł z krzesełka i poleciał do przedpokoju. Wrócił taszcząc ze sobą moje buty. Chciał natychmiast iść do garażu. Natychmiast!

Obiecałem, że niedługo sprawdzimy czy tam wszystko ok, bo teraz czas na kąpiel. Jak zwykle pojawiła się mocno zapieniona kaczuszka. Nie wiem skąd się to wzięło ale przez większość czasu Synek wygłupiał i popisywał się. Tuż przed snem była jeszcze książeczka i ‘pstryk’. Dobranoc.

Ot zwyczajny męski wieczór we dwoje z Synkiem.

„Entliczek-pentliczek”, Jan Brzechwa.

***
Entliczek-pentliczek, czerwony stoliczek,
A na tym stoliczku pleciony koszyczek,

W koszyczku jabłuszko, w jabłuszku robaczek,
A na tym robaczku zielony kubraczek.

Powiada robaczek: „I dziadek, i babka,
I ojciec, i matka jadali wciąż jabłka,

A ja już nie mogę! Już dosyć! Już basta!
Mam chęć na befsztyczek!” I poszedł do miasta.

Szedł tydzień, a jednak nie zmienił zamiaru,
Gdy znalazł się w mieście, poleciał do baru.

Są w barach – wiadomo – zwyczaje utarte:
Podchodzi doń kelner, podaje mu kartę,

A w karcie – okropność! – przyznacie to sami:
Jest zupa jabłkowa i knedle z jabłkami,

Duszone są jabłka, pieczone są jabłka
I z jabłek szarlotka, i komput [placek], i babka!

No, widzisz, robaczku! I gdzie twój befsztyczek?
Entliczek-pentliczek, czerwony stoliczek.
***

Nie tak dawno uświadomiłem Mamie, że nasz Synek jest właśnie takim robaczkiem skazanym na jabłka.
Wszystko przez uczulenie na wiele rzeczy.

Całe szczęście, że jeszcze lubi te jabłka, ponieważ dostaje je surowe, z sokowirówki, duszone i ostatnio suszone.

Co za dieta.

Box

Podróż samochodem z małym dzieckiem - jak się przygotować, żeby przetrwaćDomowe sposoby na zbicie temperatury u dzieckaCo może przydać się podczas lotu samolotem z małym dzieckiem

Facebook