czyli spojrzenie Taty na całe to zamieszanie
6 12
Zupełnie nie wiem dlaczego nasi znajomi nie rozmawiają ze swoimi dziećmi. Mają dzieci w podobnym wieku do naszego Synka, nawet trochę starsze. Często jedyna ‘rozmowa’ na jaką ich stać to jakieś absurdalne zakazy. Nie wchodź tam, nie dotykaj tego.
Równie dobrze można podciąć dzieciom ścięgna. Nie będą wtedy zbyt daleko odpełzały i na pewno niczego nie dotkną.
Dlaczego tak robią? Myślę, że z lenistwa. Z jakiegoś powodu zapomnieli, że dla swoich dzieci są najważniejszymi nauczycielami. Że od najwcześniejszych chwil powinni z nimi rozmawiać, opowiadać i uczyć. Nawet jeśli dziecko jeszcze nie umie mówić to uczy się. Strasznie szybko się uczy, zaczyna rozumieć i kojarzyć.
Rozmawiając z Synkiem widzę z dnia na dzień jak zaczyna rozumieć coraz bardziej złożone zdania. Pod koniec dnia, kiedy opowiadamy sobie wydarzenia z dnia, widzę jak szuka ich w myślach i stara się po swojemu je nazywać. To znaczy, że w dodatku zaczyna się posługiwać pamięcią.
Super.
Zamiast mówić ‘nie dotykaj tego!’, tłumaczmy Synkowi dlaczego ma nie dotykać. Bo gorące, bo ostre i niebezpieczne. Nawet jeśli nie załapie od razu to zaczyna mu się kojarzyć z tym jakaś historia. Później, kiedy znów będzie chciał dotykać znów wytłumaczmy. I co dalej? Jesteśmy konsekwentni. Jeśli na coś rzeczywiście nie pozwalamy to nie pozwalamy. Zabieramy z jego zasięgu (jeśli się da), mówimy stanowczo, że to jeszcze nie dla niego. Nie ma odstępstw. Najważniejsze jest przestrzeganie Zasad.
W 9 / 10 przypadków Synek to rozumie.
6 12
Brzmi dość groźnie. Zadaję sobie pytanie skąd się to bierze. Dlaczego Synek stara się przypierać nas do muru, narzucać własną wolę.
Wydaje mi się, że to zrobiła po prostu ewolucja. Od dnia urodzin każdy ma gdzieś zakodowane by przeżyć i przy okazji zrobić sobie jak najlepiej. No i tu na straży anarchii stoimy my, Rodzice, którzy wiedzą co jest najlepsze.
No ale przecież dajemy mu wszystko co wg nas najlepsze, a on nadal się drze. Nadal wymusza. Jak mawia Dziadek: ‘Niech to jasna cholera!’.
Załóżmy, że nie chodzi o sytuację kiedy:
- może być zmęczony,
- może mu być źle z bólu lub dyskomfortu (bo np. zimno),
- może być głodny
Załóżmy, że po prostu nagle stwierdził, że chce coś dostać ponad wszystko.
Zacznijmy od początku. Bo od samego początku Synek bada jak daleko sięgają macki jego wpływów. Bardzo dobrze, że tak robi. Jestem nawet z tego bardzo dumny. Nie oznacza to, że pozwolę mu na wszystko. Pozwolenie Synkowi na wszystko to wg mnie błędne myślenie. A dlaczego? Bo dawanie na zawołanie nie jest dobrą edukacją (jakaś analogia przychodzi mi go głowy). Robię tak po prostu dla jego dobra. Z każdym dniem granice się poszerzają. Niech walczy i niech się uczy, że nie wszystko można osiągnąć byle wrzaskiem. Odkrywam mu te granice po trochu w miarę jego rozwoju. Nie wszystko na raz bo się pogubi.
Ok, ale on wrzeszczy nadal. W takiej sytuacji najprawdopodobniej się nudzi, bo nie zwracamy na niego uwagi. Prosta sprawa i jeśli sobie z tego zdać sprawę, naszą bronią będzie znalezienie mu zajęcia.
Jeśli go zbyjemy będzie jeszcze gorzej. ‘Idź się pobaw’ też raczej na nic bo nawet jeśli się posłucha to nie potrwa to długo.
U nas najlepiej sprawdza się znalezienie zajęcia, w którym Synek czuje, że nam pomaga.
Jeśli jesteśmy w domu są to nawet super proste pomoce przy tym co robimy. Wytarcie czegoś szmatką, odstawienie porozrzucanych gratów na miejsce, pomoc przy prowadzeniu rury odkurzacza.
Za każdym razem go chwalimy. Uwierzcie mi, to działa.
Poza domem na ogół nie ma takich problemów, ponieważ tyle naokoło się dzieje, że sama rozmowa (na tym etapie jeszcze monolog) i opowiadanie co się na około dzieje są wystarczającą dawką atrakcji.
8 11
Jak się okazało Zasady są ważne i potrzebne. Możliwe, że Zasady są najważniejsze ze wszystkiego. To coś jak Przykazania albo rozkład jazdy gdy nam się spieszy. Coś na czym musimy się oprzeć.
Spokojnie, Zasady umieszczone poniżej są przez nas sprawdzone a co ważniejsze działają. Im szybciej zacznie się je stosować tym będą bardziej oczywiste dla każdego dziecka.
Z drugiej strony w niezbyt na razie wielkim Świecie Synka to Zasady pozwalają mu wyznaczać granice Świata i jednocześnie czuć się w nim bezpiecznie. Co za mądrość.
Najważniejszą cechą Zasad jest ich bezwzględne przestrzeganie.
A zatem nasza Złota Zasada nr.:
Najprawdopodobniej Królowa wszystkich Zasad. Uwierzcie mi, cała reszta jest mniej lub bardziej potrzebna. Natomiast bez Zasady nr. 1 po prostu nie da rady.
Synek patrzy i się uczy. Dużo szybciej niż się nam wydaje. Aby być dla niego Autorytetem, z którego zdaniem będzie się liczył, musimy być konsekwentni. Dzięki temu pokazujemy, że nasze zdanie czy decyzja są ważne. To co powie lub zrobi Tata jest ważne i należy się z tym liczyć. Z drugiej strony Konsekwencja też mi się bardzo przydaje. Uczy mnie nie rzucać słów na wiatr.
Będę wracał do tej Zasady wiele razy.
Nie jestem pewien na jakim miejscu w spisie Zasad powinna znaleźć się Rozmowa i Ruch. Na pewno w najważniejszych. Dlaczego Rozmowa i Ruch są zgrupowane razem? Myślę, że dlatego, że służą interakcji. W pierwszym przypadku interakcji z ludźmi, w drugim interakcji z otoczeniem.
Dzięki Rozmowie i Ruchowi Synek się uczy.
I jeszcze bardzo ważna rzecz związana z Ruchem.
Z jednej strony nie ograniczamy go. Jeśli widzieliśmy, że Synek zaczynał podnosić głowę, sięgać, przewracać się, podciągać czy podnosić – pozwalaliśmy mu na to.
Nie pakowaliśmy go w nosidełka, foteliki utrudniające ruch. Rozkładaliśmy koc i rozrzucaliśmy najprostsze zabawki.
Teraz jeśli próbuje się gdzieś wspinać, niech się wspina (oczywiście pod kontrolą). Uczy się dzięki temu koordynacji ruchowej. Podsadzamy w razie potrzeby i pomagamy w awaryjnych sytuacjach. Większość robi jednak sam.
I bardzo dobrze, ponieważ z drugiej strony nie zmuszamy go do rzeczy, których sam jeszcze nie potrzebuje. Kiedy Synek [10M] postanowił, że zaczyna wstawać, pozwalaliśmy mu na to ale nie zmuszaliśmy go do nauki chodzenia. Kiedy zaczął wstawać siłą rzeczy też się przewracał. Pozwalaliśmy mu się przewracać. Dzięki temu narobił sobie mniej szkody, niż podczas stałej asekuracji.
Chociaż strasznie chciałem by już chodził, to nie był jeszcze jego czas.
Organizm dziecka w rewelacyjny sposób kontroluje sobie dawki nauki. Jeżeli czuje, że nie jest jeszcze na coś gotów, po prostu nie podejmuje takich prób. Zrobi to pewnie niedługo w swoim czasie.
Najnowsze komentarze