czyli spojrzenie Taty na całe to zamieszanie
11 06
Jak sięgnę pamięcią to zawsze mieliśmy zwierzaki w domu. Właściwie tylko psy i koty ale za to często po kilka sztuk na raz. Do pewnego czasu wydawało mi się to normalne i zawsze sądziłem, że tak będzie.
Przecież taki psiak czy kot na przykład jest ‘członkiem rodziny’. Mieszkamy z nim, dzielimy z nim nie tylko wspólny dom ale czasem też łóżko czy nawet jedzenie.
No i w ten sposób myśląc o przyszłości i o dzieciach, sądziłem, że na pewno nie możemy dzieciaka skrzywdzić i pozbawić go zwierzęcia. Chodzi o jego (dziecka) rozwój oczywiście i całe to dobrodziejstwo jakie wynika z posiadania zwierzaka.
Żyłem sobie dość długo w takim przekonaniu i nagle to się zmieniło. Najpierw z tego powodu, że kiedy zrobiłem sobie rachunek sumienia to okazało się, że zwierzak będzie dla mnie zwyczajnym kłopotem.
Jakiś czas temu (beztroski okres przed-dziecinny), sporo wyjeżdżaliśmy. Właściwie w każdy weekend gdzieś. Nie licząc dłuższych wakacji. Poza tym codzienna praca. Jak zdecydować się na niewyprowadzanie psa na spacer przez cały dzień? Okrutnikiem nie jestem. Mówię o mojej sytuacji, kiedy mieszka się w mieście, niekoniecznie posiada się ogród i codziennie jeździ się do pracy.
Później, nie mając zwierzaka w domu zacząłem zauważać u tych co go mają spustoszenie jakie on (zwierzak) czyni w domu. Głównie sierść.
PEŁNO SIERŚCI.
Sierść na dywanie, fotelach, stołach, w kubku, w lodówce, w jedzeniu. Jakoś wcześniej tego nie widziałem. A może nie zauważałem. Nie wiem czy jest tego więcej przy kotach czy przy psach. Nie wiem jak to się dzieje u zwierząt, ale znam takie modele (i to wśród bliskiej rodziny), które sierść produkują na okrągło.
No a sierść to tylko to co widać gołym okiem. To co jest mniej lub w ogóle nie widoczne to naskórek, roztocza, pasożyty… Tak na prawdę to pewnie o wiele, wiele więcej.
Według mnie, jeżeli zwierzaki wychodzą na dwór to nie ma siły, żeby nie miały w swoim układzie pokarmowym czegoś przerażającego. Wiadomo, że trzeba zwierzęta odrobaczać. OK.
Ale jednak pies na spacerze grzebie łapani w różnych miejscach i tarza się w niewiadomoczym. Przecież po powrocie ze spaceru nie ma w domu na ogół ‘buforowej strefy wyjaławiąjącej łapy’. Czy po spacerze ktoś czworonogom czyści łapy? Nie sądzę.
No i teraz czy jest to dobre dla np. raczkującego malucha? Albo nawet nie raczkującego tylko chodzącego. Przecież po podłodze walają się zabawki.
Załóżmy jednak, że nasz zwierzak jest sterylnie czysty i nie ma w sobie pasożyta, nie wącha i nie liże tyłków innym psom a na spacer wychodzi w butach, które po przyjściu zostawia w przedpokoju. Teoretycznie możliwe.
Pozostaje sierść, naskórek i roztocza. A na te masa dzieci jest uczulona, chociaż często rodzice o tym nie wiedzą.
Rezultat jest taki, że nie mamy i sądzę, że nie będziemy mieć w najbliższej przyszłości zwierzaków (czworonogów). Powody są następujące:
To nie jest tak, że jestem całkowicie przeciwny zwierzętom. Ależ skąd. Pamiętajcie, że się wśród nich wychowałem. Uważam jednak, że aby mieć zwierzęcie, trzeba mieć do tego odpowiednie warunki. I nie mieszać ich mieszkania z mieszkaniem w domu, gdzie żyją ludzie i rozwijają się dzieci. O to tylko mi chodzi.
A życie jak zwykle pokaże czy dobrze zrobiliśmy czy nie.
A jak u Was ze zwierzakami?
23 01
Gluten tag! Wie gehts? O co tu chodzi?
Jak mówi Wikipedia gluten to białko występujące w niektórych zbożach. Z ciekawostek odpowiedzialne jest za kleistość mąki przy zmieszaniu z wodą. Dodatkowo podobno jest szarej barwy. Zastanawiacie się jeszcze skąd wzięła się ta dziwna nazwa?
To białko czy raczej białka same w sobie pewnie nie są takie złe. Gorzej, że nasz Synek ma na nie uczulenie. I tu pojawia się problem, ponieważ został zakwalifikowany do tzw. bezglutenowców. Brzmi jak nazwa wyszukanej bakterii ale skutkuje tym, że Synek musi być na diecie bezglutenowej.
Aby dłużej nie bredzić:
nie może jeść niczego co powstało na bazie zwykłej mąki. Żadnych bułek, pieczywa, wypieków, ciastek, makaronów, naleśników czy pierogów. Z doświadczenia miłośnika jadła wiem, że w rodzimej kuchni prawie nic nie pozostaje.
Jak to? A nieśmiertelnik schabowy?
Zapomnijcie. Jest obtoczony w panierce z zakazanej mąki.
Gdyby Synek urodził się na dalekim wschodzie miał by lżej. Dostawał by miskę ryżu lub pasikoniki prażone w cieście kukurydzianym. Ale niestety u nas ma przerąbane. Nie mówię o sytuacji domowej gdzie już wszyscy nauczyli się, żeby trzymać gluten na uwięzi.
Zapomniałem dodać, że oprócz alergii na gluten Synek jest również uczulony na produkty pochodzenia mlecznego (krowiego) oraz większość cytrusów.
Właśnie z Mamą uświadomiliśmy sobie, że będziemy mieć tzw. problem imprezowy. Co stanie się, kiedy wszystkie dzieci na urodzinach u Adasia będą jadły herbatniki, paluszki, czekoladki, ciasteczka banany, pomarańcze, no i tort?
No cóż. Nie uciekniemy od tego. Niedługo idziemy na bal w szkole muzycznej i okaże się jak to wszystko wygląda. Musimy zabrać własne jedzenie. Chrupki kukurydziane i suszone jabłka.
Nie to, żebym się skarżył. Przecież są i zalety takiej diety. Synek ma spore szanse nie stać się gruby! Kwestia jak mu to wszystko wytłumaczyć.
Najnowsze komentarze