tatablog.pl

czyli spojrzenie Taty na całe to zamieszanie

Najlepszy prezent dla dziecka

Minęły Święta uważane ogólnie za bardzo rodzinne. Dla dzieci największą atrakcją był Mikołaj, który przynosi wór prezentów. Jak zawsze prezenty są bardziej lub mniej fajne – edukacyjne, rozwojowe, brzęczące, latająco-jeżdzące…

Od dawien dawna Dziadek mówił swoją definicję najlepszego prezentu dla dziecka. Uważa on, że najlepszym prezentem jest ten, w którym jest najkorzystniejszy stosunek czasu zabawy do ceny. Czyli według tego wzoru wychodzi, że ideałem jest taki prezent, którym dziecko bawi się najdłużej a który kosztował najmniej. Zgadzam się, że jest to słuszna koncepcja, jeśli chodzi o inwestycje.

Ostatnie dni spędzone z rodziną, dziećmi i prezentami utwierdziły mnie w przekonaniu, że najlepszym prezentem jaki możemy dać swoim dzieciom (na obecnym etapie ich rozwoju) jest… czas. Wydaje mi się, że jest to jednocześnie jeden z najtrudniejszych prezentów do zrealizowania. Oczywiście poza czarodziejską różdżką, którą można wyczarować Wróżkę, która będzie spełniała nasze wszystkie marzenia.

Tego Wam właśnie chcę sobie i Wam życzyć w nowym 2011 roku:
Dużo czasu dla swoich małych dzieci.

Specjalne życzenia i podziękowania dla: Basi, mamy tadzika i stasia:) i trajlabajla za wsparcie duchowe w prowadzeniu bloga :)

Takie coś nie zdarza się co dzień.
Żeby być zupełnie szczerym, to jak sięgnę pamięcią, zdarzyło się pierwszy raz od niepamiętamkiedy.

Ten wieczór zaplanowany był już dawno, więc wiadomo było, że dzieciaki wywiezione zostaną do Dziadków.
Repertuar bogaty a okazał się jeszcze bogatszy. Dawno takich rzeczy nie planowałem więc wyszedłem trochę z wprawy. Improwizacja bardzo tu pomogła.

Najpierw kolacja w bałkańskiej knajpie przy iście niebiańskich smakach. Palce lizać.
Później spontaniczne kino – z jakimś przypadkowym filmem dla młodzieży w 3D. Wrażenie powalające.
Następnie pogoń na koncert a wcześniej pogoń policji i… mandacik.
Nagłośnienie koncertu jakby basy się zacięły. Podczas przełykania czegoś do picia, płyn w gardle nie chciał spływać od wibracji. Dziwne wrażenie. Ale ogólnie bardzo fajnie.

Porównując do czasów studenckich mógłbym powiedzieć, że wieczór był nudny jak flaki z olejem. Przy natłoku spraw i codziennej gonitwie, najbardziej niesamowite jest to, jak bardzo wyjątkowy był dla nas ten ‘wypad na miasto’.

Oj ta zmienna perspektywa :)

Dziadkowie to bardzo potrzebna Instytucja.

Mamy szczęście bo zarówno jedni jak i drudzy Dziadkowie Synka chcą i mogą się nim zajmować. Mamy już wyznaczone dni, kiedy się nim zajmują. Jest jeden z nielicznych momentów, kiedy możemy mieć czas dla siebie.
To bardzo, bardzo ważne by mieć czas dla siebie.

Poza tym Dziadkowie to najbliższa rodzina, a oni mają już swoje doświadczenie w wychowywaniu… nas.
Oczywiście mają swoje widzimisię w wielu sprawach ale to dobrze, bo Synek uczy się, że nie u wszystkich jest tak samo. Rzecz jasna nadal obowiązują Zasady.

Babcie były bardzo potrzebne w pierwszych tygodniach po urodzeniu Synka. Wtedy właśnie okazało się, że taka pomoc jest niezbędna, ponieważ nagle Mama zdała sobie sprawę jak mało wie. Ja, Tato, nie zdawałem sobie sprawy jak mało wiem bo po prostu nadal przeżywałem szok nowej roli.

Teraz, kiedy Synek [17M] jest starszy Dziadkowie zabierają go na spacery, karmienie kaczek i kurek oraz na place zabaw.
Synek nocuje u Dziadków a my mamy wieczór dla siebie. Czas wolny.

Taki czas wolny jest potrzebny bo pozwala nam snuć dalsze plany, związane między innymi z Dzidziusiem [2MC], który jest już w drodze.

Dziadkom, którzy są teraz w nowej roli ten kontakt też bardzo służy. Więcej spacerują, korzystają z ruchu, bawią się jak za dawnych lat. Po prostu młodnieją.

Jeśli to tylko możliwe, to trzeba korzystać z pomocy Dziadków. To jest dobre dla wszystkich.

Facebook