tatablog.pl

czyli spojrzenie Taty na całe to zamieszanie

Ciasteczka dla bezglutenowca

Szybkie, spontaniczne ciasteczka dla bezglutenowca ze skazą białkową. Przepis na wspólne przygotowywanie powstał z głowy. Piszę o tym bo wyszły przepyszne.

Wszystkie składniki były dobierane ‘na oko’, dlatego podane ilości są mocno przybliżone. Warto je zmieniać i modyfikować w zależności od własnych upodobań.

Ale do rzeczy:

  • 1 szklanka mąki kukurydzianej
  • 1/3 szklanki oleju lub oliwy (zamiast masła)
  • 1/3 szklanki wody
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1/2 szklanki orzechów włoskich, sparzonych i rozdrobnionych (mogą być laskowe lub migdały)
  • 1/2 szklanki płatków owsianych
  • 1/3 szklanki cukru
  • 2 łyżeczki cukru waniliowego
  • 1/3 szklanki kleiku ryżowego (do sklejenia tego zamiast jajek)
  • trochę kakao
  • rodzynki
  • dużo serca
  • dobry humor
  • beznadziejna pogoda za oknem

Czas przygotowywania z dzieckiem ok 3 letnim – od 20 do 40 min.

Sypkie składniki należy zmieszać, dodać olej (oliwę) i wodę. Konsystencja powinna być taka, żeby dobrze odrywała się od ręki. W razie czego można ją tuningować wodą lub kleikiem. Rozpłaszczoną masę można formować w talarki, kulki czy wycinać kształtkami – serduszkami i gwiazdkami.

Takie coś można ułożyć na blasze, na papierze do pieczenia. Wszystko do nagrzanego do 180-200′C piekarnika na 20-25 min.
Ciasteczka są dość twarde ale przepyszne.

Jeżeli macie fajne przepisy dla kogoś ze skazą białkową to poproszę :)

Kochane smaki

Niesamowite, jak lubimy niektóre smaki i jak jesteśmy do nich przyzwyczajeni.

Gdyby zastanowić się to większość lubianych przez nas smaków wywodzi się z wczesnych czasów rodzinnego domu. Między innymi stąd bierze się pojęcie ‘kuchnia mamusi’. Będąc dorosłymi zdarza się, że smakując jakąś potrawę odbywamy podróż w przeszłość do swojego dzieciństwa… Dlaczego tak się dzieje?

Według mnie dlatego, że w czasie kształtowania się naszych nawyków żywieniowych byliśmy najprawdopodobniej pod skrzydłami Mamusi. Gdy byliśmy głodni to ona napełniała nasze brzuszki jedzonkiem, od którego robiło się dobrze. I ciepło. To wszystko zapisało się nam prawdopodobnie jako poczucie bezpieczeństwa.

Może tak jest a może nie. Sądzę jednak, że wiele lat później mając własne dzieci nie zdajemy sobie sprawy, że to co dziecko właśnie je może kształtować jego smak. A może więcej? A może nawet mieć wpływ na jego przyszłe życie a nawet związek partnerski?

Przeanalizujmy to. W dzieciństwie przyzwyczailiśmy się np. do smaku kotleta. Albo pomidorowej. Możliwe, że parę dekad później, kandydat(ka) na naszą drugą połowę będzie chciał(a) trafić do nas ‘przez żołądek do serca’. Może nawet zrobić wywiad środowiskowy i ugości nas ulubioną Zupą Pomidorową. Niby prosta rzecz. W rzeczywistości okazuje się, że nie taka prosta.

Przed laty przyzwyczailiśmy się wprawdzie do smaku zupy pomidorowej ale innej zupy pomidorowej. Takiej robionej głównie z koncentratu pomidorowego na kostce rosołowej a nie z prawdziwych przecieranych pomidorów z warzywami.

Przez uprzejmość nie wybrzydzamy więc, mając jednak w pamięci Tamtą Zupę Pomidorową. Niby zupa to zupa. Po kilku takich zupach okazuje się jednak, że nasz(a) partner(ka) nie umie jednak gotować. Gotować potrafiła Mamusia.

Czy jest jakiś morał tej historii? Raczej nie.

Nasze dzieci właśnie kształtują sobie smaki. Teraz może być trudniej bo wiele dzieci jest uczulonych, np. na gluten. Wyklucza to wiele składników na bazie pszenicy. Czy to, z czym będą sobie kojarzyć poczucie bezpieczeństwa może mieć wpływ na ich późniejsze życie? Czy będą je sobie kojarzyły z kotletem, fast foodem, czy z hinduskim dalem z soczewicy?
To zależy wyłącznie od nas.

Na koniec prosty przepis na pomidorówkę z ryżem.

SKŁADNIKI:

  • jedna mała marchewka i pietruszka
  • ćwiartka niedużego pora i selera
  • mała puszka 30% koncen­tratu pomidorowego
  • 2/3 szklanki ugotowanego ryżu
  • łyżeczka oliwy
  • sól

PRZYGOTOWANIE:

Jarzyny, oskrobane lub obrane, umyte i starte na gru­bych oczkach tarki (por i część marchewki pokrojone w plasterki), ugotować w 3 szklankach wody z dodatkiem oliwy i soli.
Gdy jarzyny będą miękkie, dodać koncentrat pomidorowy i dokładnie wymieszać. Na końcu do zupy pomidorowej dodać ugotowany ryż.

Gluten tag! Wie gehts? O co tu chodzi?

Jak mówi Wikipedia gluten to białko występujące w niektórych zbożach. Z ciekawostek odpowiedzialne jest za kleistość mąki przy zmieszaniu z wodą. Dodatkowo podobno jest szarej barwy. Zastanawiacie się jeszcze skąd wzięła się ta dziwna nazwa?

To białko czy raczej białka same w sobie pewnie nie są takie złe. Gorzej, że nasz Synek ma na nie uczulenie. I tu pojawia się problem, ponieważ został zakwalifikowany do tzw. bezglutenowców. Brzmi jak nazwa wyszukanej bakterii ale skutkuje tym, że Synek musi być na diecie bezglutenowej.

Aby dłużej nie bredzić:
nie może jeść niczego co powstało na bazie zwykłej mąki. Żadnych bułek, pieczywa, wypieków, ciastek, makaronów, naleśników czy pierogów. Z doświadczenia miłośnika jadła wiem, że w rodzimej kuchni prawie nic nie pozostaje.
Jak to? A nieśmiertelnik schabowy?
Zapomnijcie. Jest obtoczony w panierce z zakazanej mąki.

Gdyby Synek urodził się na dalekim wschodzie miał by lżej. Dostawał by miskę ryżu lub pasikoniki prażone w cieście kukurydzianym. Ale niestety u nas ma przerąbane. Nie mówię o sytuacji domowej gdzie już wszyscy nauczyli się, żeby trzymać gluten na uwięzi.

Zapomniałem dodać, że oprócz alergii na gluten Synek jest również uczulony na produkty pochodzenia mlecznego (krowiego) oraz większość cytrusów.

Właśnie z Mamą uświadomiliśmy sobie, że będziemy mieć tzw. problem imprezowy. Co stanie się, kiedy wszystkie dzieci na urodzinach u Adasia będą jadły herbatniki, paluszki, czekoladki, ciasteczka banany, pomarańcze, no i tort?

No cóż. Nie uciekniemy od tego. Niedługo idziemy na bal w szkole muzycznej i okaże się jak to wszystko wygląda. Musimy zabrać własne jedzenie. Chrupki kukurydziane i suszone jabłka.

Nie to, żebym się skarżył. Przecież są i zalety takiej diety. Synek ma spore szanse nie stać się gruby! Kwestia jak mu to wszystko wytłumaczyć.

Facebook