tatablog.pl

czyli spojrzenie Taty na całe to zamieszanie

Takie coś nie zdarza się co dzień.
Żeby być zupełnie szczerym, to jak sięgnę pamięcią, zdarzyło się pierwszy raz od niepamiętamkiedy.

Ten wieczór zaplanowany był już dawno, więc wiadomo było, że dzieciaki wywiezione zostaną do Dziadków.
Repertuar bogaty a okazał się jeszcze bogatszy. Dawno takich rzeczy nie planowałem więc wyszedłem trochę z wprawy. Improwizacja bardzo tu pomogła.

Najpierw kolacja w bałkańskiej knajpie przy iście niebiańskich smakach. Palce lizać.
Później spontaniczne kino – z jakimś przypadkowym filmem dla młodzieży w 3D. Wrażenie powalające.
Następnie pogoń na koncert a wcześniej pogoń policji i… mandacik.
Nagłośnienie koncertu jakby basy się zacięły. Podczas przełykania czegoś do picia, płyn w gardle nie chciał spływać od wibracji. Dziwne wrażenie. Ale ogólnie bardzo fajnie.

Porównując do czasów studenckich mógłbym powiedzieć, że wieczór był nudny jak flaki z olejem. Przy natłoku spraw i codziennej gonitwie, najbardziej niesamowite jest to, jak bardzo wyjątkowy był dla nas ten ‘wypad na miasto’.

Oj ta zmienna perspektywa :)

Ponieważ dopadł mnie ostry wirus, ze względów bezpieczeństwa postanowiliśmy, że stan kryzysowy Synek przeczeka u Dziadków. Tak się złożyło, że najpierw był u jednych parę dni i parę dni u drugich. Łącznie 4 dni. Niby nie długo.

Pamiętam, że podczas ‘zdawania’ działał bez zarzutu. Można by powiedzieć, że chodził jak szwajcarski zegarek. Po odbiorze za to… dostaliśmy z powrotem coś co wyglądem przypominało Synka a zachowaniem jakieś obce dziecko.

O podejściu Dziadków pisałem już wcześniej ale widzę, że to poważniejsza kwestia… czyżby czas na zrewidowanie poglądów?

Przed chwilą rozmawiałem o tym z Mamą. Wnioski są w sumie oczywiste. Albo zabronimy kontaktów z Dziadkami albo przystajemy na ich warunki. Coś za coś.

W sumie jednak nie jest tak źle. Normalną rzeczą jest, że Dziadkowie pozwalają na duuużo więcej. Jest tak jakby z definicji. Poza tym sporo się tam uczy i poznaje nowe rzeczy. Dziadkowie po prostu ‘nie mogą patrzeć jak dziecko płacze’. No a płacze bo wymusza. I mamy błędne koło.

Trzeba jednak siły by przez to przejść obronną ręką. Po przyjeździe Synek sprawdza czy nowo przetestowane na Dziadkach zagrywki w domu też działają. Na ogół nie działają… i co? RYK. Rzuca się na podłogę i zaczyna przedstawienie.

Spazmy, szloch… Scenka wygląda w sumie strasznie… Biedne dziecko rycząc szamocze się w konwulsjach po podłodze. Obok, niewrażliwi na tę sztukę, siedzimy my – rodzice – tyrani. Wewnątrz oczywiście gotuje się, serca łopoczą, pokątnie łypiemy wzrokiem.

Na ogół nie trwa to jednak długo. Po chwili, kiedy Synek zdaje sobie sprawę, że cały jego show na nic, zwyczajnie przechodzi do innych czynności.

Chyba zaczyna rozróżniać co wolno tam a co w domu. Poza tym nawet 4 dni u Dziadków nie są w stanie zniweczyć naszego codziennego wysiłku. Tak mi sie przynajmniej wydaje.

Znów zaczyna tykać po staremu.

Facebook