tatablog.pl

czyli spojrzenie Taty na całe to zamieszanie

Lek na ból uszu podczas lotu

Właśnie takie pytanie ktoś zadał: Czy jest lek na to by nie bolały uszy podczas lądowania samolotu. Sądzę, że pytanie mogło dotyczyć dziecka – czy można coś dziecku dać by nie bolały uszy?

Można! I nawet trzeba! Jest super ‘lek’ na to – nazywa się – przełykanie. Podczas przełykania porusza się szczęką, powodując, że w uchu ‘pyka’ i ciśnienie między tym co na zewnątrz głowy a tym co wewnątrz głowy, wyrównuje się.

W zależności od możliwości, diety lub wieku dziecka, najskuteczniejsze są (bo wymuszają przełykanie):

  • cukierki
  • guma do żucia
  • coś, co długo się rozpuszcza i można ssać
  • coś do podjadania małymi dawkami (ze względu na dietę, my stosujemy popcorn)
  • świetnie działa popijanie: wody, soku (czegokolwiek co można pić małymi łyczkami)

W zależności od możliwości należy przygotować zapas powyższych specyfików na start i na lądowanie. My stosujemy to za każdym razem i nie ma żadnych kłopotów podczas lotu.

Uwagi:

  • Przeziębienie a właściwie katar jest wrogiem lotów! Bardzo pogarsza a czasem wręcz uniemożliwia  wyrównywanie się ciśnienia w uszach i zatokach. Przed lotem trzeba koniecznie dziecku oczyścić nos! W okresie planowanego lotu trzeba bardzo uważać, żeby się nie przeziębić.
  • Matki karmiące dzieci powinny przeczekać z karmieniem na moment przed startem, kiedy w samolocie zaczyna zmieniać się ciśnienie i dopiero wtedy przystawić dzieciaka. Ten moment wyczuwamy, kiedy nam samym zaczynają zatykać się uszy. Jeśli małe dziecko będzie wcześniej nakarmione, nie będzie chciało później cmoktać i w rezultacie będzie cierpieć z powodu bólu uszu.

Nasze domowe, naturalne sposoby na stany zapalne górnych dróg oddechowych, które często zastępują leczenie tzw. ‘tradycyjne’ – czyli głównie leczenie objawowe lekami.

Ważna rzecz – przy tego typu zapaleniach – kaszlu, spływającym katarze, problemach z oddychaniem, należy pójść z dzieckiem do lekarza, żeby je osłuchał i dokładnie zbadał czy nie ma czegoś w oskrzelach, płucach i czy stan zapalny nie przerzuca się na inne osłabione miejsca – gardło, uszy, itd.

Pamiętajmy, że lekarze są dziś różni. Zwracajmy uwagę na to co lekarz mówi i zadawajmy mu pytania! Lekarz nie może postawić diagnozy bez badania! Bądźmy czujni. Pytajmy rzeczy, które przepisuje. Lekarze dziś uwielbiają dawać antybiotyki. Antybiotyki są niezbędne w specyficznych sytuacjach. Antybiotyki eliminują bakterie w naszym organizmie. Zabijają też masę chroniących nas bakterii. Przy stosowaniu antybiotyków konieczna jest określona dieta. Zapytajmy o to specjalistę. Antybiotyki bardzo osłabiają organizm, dlatego należy je stosować tylko wtedy gdy są naprawdę niezbędne.

Jak radzimy sobie domowymi sposobami.
Przede wszystkim staramy się nasze organizmy wzmacniać. Duża ilość leków go osłabia a nie wzmacnia.

Do najważniejszych czynności należy nacieranie olejkami (u starszych dzieci może to być olejek kamforowy). My nacieramy dokładnie:

  • stopy
  • kostki u nóg
  • miejsca pod kolanami
  • zgięcia ramion
  • klatkę
  • plecy i boki
  • ramiona
  • czoło
  • skronie

Poprzez energiczne nacieranie rozgrzewamy i pobudzamy wrażliwe miejsca organizmu. Młodszego nacieramy oliwką, lub parafiną.

Klatkę i plecy oklepujemy – dłońmi złożonymi w ‘łódki’. Oklepywanie powoduje oddzielanie i odrywanie się flegmy, której zaleganie jest groźne dla płuc.

Utrzymujemy ciało w stałych temperaturach. Koniecznie należy unikać wyziębień głowy czy nacieranych części ciała. Trzeba możliwie jak najwięcej pić. Najlepiej ciepłą wodę, ewentualnie słabe herbatki.

Wietrzenie! Miejsca, w których się choruje trzeba wietrzyć. Dużo osób, z którymi rozmawiamy zapomina o tym jakie to ważne. Wietrzenie odświeża powietrze i zabija bakterie. Wietrzenie pokojów chorych dzieci jest niezbędne.

Ważne jest też nawilżanie powietrza. Nie może ono być zbyt suche, ponieważ dodatkowo podrażnia oskrzela i płuca oraz wysusza śluzówki. Powietrze podczas stanów zapalnych powinno być dodatkowo nawilżane.

Podwyższonej temperatury u dzieciaka nie ruszamy do 38,5′C. Powyżej stosujemy zimne okłady na czoło i okolice serca. Kiedy jest groźnie – czopki.

Przy chorobach przenoszonych drogą kropelkową myjemy często ręce. Częściej niż zwykle.
To kilka podstawowych sposobów jakie stosujemy przy stanach zapalnych górnych dróg oddechowych. Nam bardzo pomagają.

Zauważyliśmy bardzo ciekawą prawidłowość. Im mniej leków bierzemy tym jesteśmy zdrowsi. Kiedy już nie ma wyjścia i trzeba coś wziąć – jeden lek wymusza użycie drugiego i robi się z tego cała garść chemii. Dzisiaj leków nie stosujemy prawie w ogóle. Jesteśmy o wiele zdrowsi. Znajomi mówią o nas ‘cyborgi’ :)

Bardzo proszę – podzielcie się swoimi domowymi sposobami na popularne choroby. Warto o nich mówić, bo są zdrowymi, naturalnymi metodami podnoszącymi odporność naszych organizmów.

Sposób na przeziębienie

Wcześniej pisałem już o katarze.
Katar często towarzyszy przeziębieniu, podczas którego występuje stan podgorączkowy. Do tej pory udawało nam się walczyć z przeziębieniem domowymi sposobami.

Niedawno Synek nam się przeziębił. Zaciągnęliśmy go na długi świąteczny spacer. Było zimno a on miał zdjęte rękawiczki. Bardzo mu zmarzły rączki. Przy okazji nie zauważyliśmy, że posikał się na wylot. Niestety to wszystko nasza wina.

Ciekawe jest to, że po codziennym spaniu na dworzu Synek jest cały cieplutki, ma zdrowe rumieńce i nigdy jeszcze od tego się nie przeziębił. A tu jeden niefortunny spacer i tak go załatwiliśmy. Ech ci rodzice.

Następnego wieczora miał już 38′C i przelewał się przez ręce. Noc oczywiście niespokojna. Na szczęście tego i przez następnych parę dni sam z siebie bardzo ale to bardzo dużo pił. Wszyscy wiedzą, że częste picie jest ważne. My dajemy Synkowi wtedy ciepłą lipę do picia. Lipa rozgrzewa.

Znów pojawił się spływający, dopiero co wyleczony, katar. Na nowo w użyciu Frida. Zaraz za karatem zjawił się suchy kaszel. Na ogół przy uporczywym kaszlu chodzimy do lekarza na osłuchanie. Chcemy się upewnić, że nic mu nie zalega w oskrzelach czy płucach. Tak było i tym razem.

Oczywiście lekarz nie byłby sobą gdyby nie przygotował całej listy leków. Uznał, że to wirus, przepisał syrop prawoślazowy na kaszel + coś tam na nie wiadomo co. Syrop kupiliśmy najprostszy jaki się da, kosztował grosze. Okazało się, że Synek ma chyba na to uczulenie bo podczas dziennej drzemki dostał takiego ataku kaszlu, że nie mógł spać. Następnego dnia to samo.

Odstawiliśmy wszystko i wróciliśmy do naszych sprawdzonych domowych sposobów.

Czyli do odciągania kataru Fridą. Codziennie mega dużo picia. Często w takich sytuacjach stosujemy właśnie lipę. Dobry jest też napar z czarnego bzu.

W ciągu dnia obowiązkowy rosół z kury, ewentualnie z dodatkiem wołowiny. Świetnie sprawdza się dodanie dużej ilości natki pietruszki (zawiera dużo naturalnej witaminy C).

Na noc po myciu smaruję mu klatkę i plecy olejkiem i spirytusem kamforowym. To dobrze rozgrzewa i zdziwiło mnie, gdy lekarz skrzywił się jak to usłyszał. Powiedział, że dużo dzieci ma na to uczulenie i, że w ogóle to nie jest konieczne. Zupełnie nie kapuję dlaczego wg niego rozgrzewanie przy przeziębieniu nie jest ważne.

No cóż. U nas działa to świetnie i akurat na to nigdy nie było żadnego uczulenia. Synek to uwielbia i sam pokazuje po myciu, że jeszcze trzeba go natrzeć.

Smaruję mu też skronie, czoło i za uszami maścią kamforową. Zakładamy czapkę na noc, ciepło ubieramy i do łóżka. Katar zaczyna spływać i w nocy jest czyszczenie nosa. Czasami w nocy, niedaleko łóżka Synka zostawiamy też w podgrzewaczu rozpuszczony w wodzie olejek eukaliptusowy lub mentolowy.

Na ogół po dwóch dobach czegoś takiego jest znaczna poprawa. Temperatura mija i obchodzimy się bez jakiś strasznych leków. Nie dajemy synkowi nawet witaminy C (w leku). Bardzo wierzymy w tzw. babcine metody. Kiedyś to działało i u nas też świetnie się sprawdza. Do tego mobilizuje organizm do walki.

Dajcie znać, jeśli macie własne, dobre i sprawdzone domowe metody leczenia przeziębienia.
Życzymy dużo zdrowia
- Tata, Mama i Synek :)

Cholerny katar

Jak to z katarem bywa, przypałętał się i nie chce się odczepić.
Zmienia się tylko jego forma od lejącej do galaretki. No i te różne kolory.

Bywają dnie, że bardzo negatywnie wpływa na samopoczucie Synka. Oddech ma płytki i szybki. Przez to jedzenie też jest problemem. Najgorszy jest towarzyszący kaszel, który wynika z kataru.

Katar jest zatem zły a notoryczny katar może zamienić się w coś gorszego. Trzeba z nim walczyć. Tylko jak? Na profilaktyce katarowej nie znam się.

Wiem natomiast, że podczas szkoły rodzenia ktoś polecił tzw Fridę. To dziwne urządzenie produkcji szwedzkiej wydaje się jednak niezwykle skuteczne w działaniu. Kiedyś były ‘gruszki’. Teraz z pomocą nadciąga Frida. Jej tajemnica polega chyba na końcówce, która dobrze przylega do noska. Poza tym jest dość higieniczna, ponieważ łatwo się ją czyści.

Jednak najważniejszą jej zaletą jest niewielka i bezpieczna inwazyjność. Synek też to docenia, nie marudzi, kiedy sie jej używa a czasem nawet sam na nią pokazuje, że czas już użyć.

Przyznam się, że z jakiegoś powodu nie jestem w stanie tego używać. Mamie za to idzie bardzo dobrze. No cóż. Jestem pewien, że inne mamy, którym raz z pomocą przyszła Frida, już się jej nie pozbędą.

frida, aspirator do nosa

Frida do nosa przyda się w każdym domu gdzie jest małe dziecko.

Facebook