tatablog.pl

czyli spojrzenie Taty na całe to zamieszanie

Może to być temat dość kontrowersyjny. Z jednej strony fajny i dający podstawy do ojcowskiej dumy… A z drugiej mógłby być odebrany nie tak jak zamierzałem to przedstawić. No zobaczymy co z tego wyjdzie.

W tej historii występuję ja, Synek i wyimaginowany Policjant.

Rzecz działa się parę miesięcy temu. Sądzę, że mógł mieć wtedy jakieś 2 i pół roku. Zawoziłem Synka do przedszkola. Na poboczu drogi stał radiowóz ze migającymi kogutami i zatrzymany samochód osobowy.

Policja robi na dzieciach duże wrażenie ale nie do końca rozumiem, jak jest przez nie odbierana. Są mundury, te wszystkie atrybuty policyjne, itd… Ale czy jest ona bardziej jak dobry kowboj szeryf, stojący na straży porządku czy raczej zupełnie odwrotnie.

No na pewno duża tu zasługa rodziców i ich nastawienia do ‘władzy’. Osobiście nie miewam ‘problemów’ z Policją. Nie okazywaliśmy jakiejkolwiek niechętnego nastawienia do Policji.

Wracając do sprawy, kiedy Synek ich zobaczył, zapytał się oczywiście dlaczego policja zatrzymała kierowcę. Powiedziałem, że nie wiem ale powody mogą być przynajmniej dwa. Albo jest to wyrywkowa kontrola albo jakieś wykroczenie, kiedy kierowca np jechał za szybko. No i później cała ta opowieść o karaniu mandatem, żeby dać nauczkę na przyszłość.

Zamyślił się i później pyta:

- Tato a co byśmy zjobiji, gdyby zaczymał nas Pojicjant?
- Porozmawialibyśmy z nim… A ty Synku co byś zrobił?

Znów się zamyślił i po chwili mówi:

- Powiedziałbym, żeby poszedł sobie o tach daleto, (pokazuje ręką jak daleto), daleto pjecz.

Dobre :)
Strasznie mi się to spodobało. Ale nie w kontekście Policji akurat. Ja to odczytuję tak, że Synek uznał Policjanta, który nas zatrzymuje za jakiegoś rodzaju, może nie zagrożenie ale naruszenie naszego prywatnego terytorium. Bo jedziemy sobie razem – Tato z Synkiem – w naszym samochodzie i nagle ktoś to zaburza. I to jego określenie, żeby poszedł daleko precz jest dla mnie takim wynikiem troski o naszą prywatność.

Jednocześnie dla mnie powodem do wielkiej dumy, że oto my we dwójkę tworzymy dobry zespół, jesteśmy my przeciwko nim. Fantastyczne uczucie naprawdę strasznie miłej dumy. Bo zdaję sobie sprawę, że w pewnym momencie ojciec dla syna może przestać być autorytetem a stać się rywalem. Co jest zresztą w zgodzie z naturą i trzeba o tym wiedzieć.

Jest też o tyle fajne, że dosłownie tydzień wcześniej znajomy opowiadał mi, że zdarzyło mu się wjechać na mocno ciemnozielonym na skrzyżowanie i zaraz zatrzymał go patrol. Jego synek (4 lata) siedział z tyłu i powiedział do niego coś w tym stylu:

- A widzisz, masz za swoje. Teraz będzie mandat, a nie mówiłem?

Swoją drogą ten tekst to podobno wpływ mamusi :)

Podsumowując, bardzo bym chciał, żebyśmy tworzyli team. Będę się starał. My razem możemy zwojować świat. Tylko to między innymi wymaga dużej mądrości i strasznie konsekwentnej konsekwencji.
A to wiadomo jakie trudne.

Złotych Zasad ciąg dalszy.

Długo już tu nic nie napisałem.
Właśnie zdałem sobie sprawę, że stosujemy coś co śmiało można zakwalifikować do naszych Złotych Zasad.

Była już konsekwencja, rozmowa i ruch.

Czas na Złotą Zasadę nr.:

3. Szczerość.

Szczerość to mówienie prawdy. A mówienie prawdy to często trudna rzecz. Ciężko to wytłumaczyć ale czasem nawet rzucanie słów na wiatr jest rozmijaniem się z prawdą.

Dla naszego Synka jest ważne to co mówimy. Jesteśmy przecież jego najważniejszymi nauczycielami. Widać, że słucha a czasem nawet zamyśla się. Przynajmniej tak to wygląda kiedy marszczy czoło.

Nie możemy sobie zatem pozwolić, żeby mówić jedno a robić drugie. Gdyby tak było stracilibyśmy u niego autorytet. A ten nawet w życiu łatwo stracić ale bardzo ciężko odbudować.

Dlatego nigdy nie mówimy mu czegoś, czego nie jesteśmy w stanie spełnić. Staramy się też nie go zbywać, kiedy np. jesteśmy zmęczeni.

Kto by pomyślał, że bycie rodzicem to taka odpowiedzialna rzecz :)

  • Inne wpisy w tych kategoriach:
    Zasady są ważne
  • Zasady są ważne

    Jak się okazało Zasady są ważne i potrzebne. Możliwe, że Zasady są najważniejsze ze wszystkiego. To coś jak Przykazania albo rozkład jazdy gdy nam się spieszy. Coś na czym musimy się oprzeć.

    Spokojnie, Zasady umieszczone poniżej są przez nas sprawdzone a co ważniejsze działają. Im szybciej zacznie się je stosować tym będą bardziej oczywiste dla każdego dziecka.
    Z drugiej strony w niezbyt na razie wielkim Świecie Synka to Zasady pozwalają mu wyznaczać granice Świata i jednocześnie czuć się w nim bezpiecznie. Co za mądrość.

    Najważniejszą cechą Zasad jest ich bezwzględne przestrzeganie.

    A zatem nasza Złota Zasada nr.:

    1. Konsekwencja.

    Najprawdopodobniej Królowa wszystkich Zasad. Uwierzcie mi, cała reszta jest mniej lub bardziej potrzebna. Natomiast bez Zasady nr. 1 po prostu nie da rady.

    Synek patrzy i się uczy. Dużo szybciej niż się nam wydaje. Aby być dla niego Autorytetem, z którego zdaniem będzie się liczył, musimy być konsekwentni. Dzięki temu pokazujemy, że nasze zdanie czy decyzja są ważne. To co powie lub zrobi Tata jest ważne i należy się z tym liczyć. Z drugiej strony Konsekwencja też mi się bardzo przydaje. Uczy mnie nie rzucać słów na wiatr.
    Będę wracał do tej Zasady wiele razy.

    2. Rozmowa i Ruch.

    Nie jestem pewien na jakim miejscu w spisie Zasad powinna znaleźć się Rozmowa i Ruch. Na pewno w najważniejszych. Dlaczego Rozmowa i Ruch są zgrupowane razem? Myślę, że dlatego, że służą interakcji. W pierwszym przypadku interakcji z ludźmi, w drugim interakcji z otoczeniem.
    Dzięki Rozmowie i Ruchowi Synek się uczy.

    I jeszcze bardzo ważna rzecz związana z Ruchem.
    Z jednej strony nie ograniczamy go. Jeśli widzieliśmy, że Synek zaczynał podnosić głowę, sięgać, przewracać się, podciągać czy podnosić – pozwalaliśmy mu na to.
    Nie pakowaliśmy go w nosidełka, foteliki utrudniające ruch. Rozkładaliśmy koc i rozrzucaliśmy najprostsze zabawki.
    Teraz jeśli próbuje się gdzieś wspinać, niech się wspina (oczywiście pod kontrolą). Uczy się dzięki temu koordynacji ruchowej. Podsadzamy w razie potrzeby i pomagamy w awaryjnych sytuacjach. Większość robi jednak sam.

    I bardzo dobrze, ponieważ z drugiej strony nie zmuszamy go do rzeczy, których sam jeszcze nie potrzebuje. Kiedy Synek [10M] postanowił, że zaczyna wstawać, pozwalaliśmy mu na to ale nie zmuszaliśmy go do nauki chodzenia. Kiedy zaczął wstawać siłą rzeczy też się przewracał. Pozwalaliśmy mu się przewracać. Dzięki temu narobił sobie mniej szkody, niż podczas stałej asekuracji.
    Chociaż strasznie chciałem by już chodził, to nie był jeszcze jego czas.

    Organizm dziecka w rewelacyjny sposób kontroluje sobie dawki nauki. Jeżeli czuje, że nie jest jeszcze na coś gotów, po prostu nie podejmuje takich prób. Zrobi to pewnie niedługo w swoim czasie.

  • Inne wpisy w tych kategoriach:
    Złotych Zasad ciąg dalszy.
  • Facebook