czyli spojrzenie Taty na całe to zamieszanie
5 02
Wspominałem kiedyś, że zastanawialiśmy się nad wyborem przedszkola (artykuł: Wybór przedszkola, czyli przechowalnia po ludzku).
Otóż, jak wiadomo, każdy rodzic długo zastanawia się, zanim pośle gdzieś swoje dziecko. Robi rozeznanie i w rezultacie stara się wybrać przedszkole, które jest dobre i wygodne. Dobre, bo dzieci znajomych tam już chodzą. Najlepiej jak będzie niedrogie…
A wygodne bo powinno być niedaleko, lub przynajmniej po drodze do naszej pracy.
Teraz kiedy Synek [2L5M], chodzi do przedszkola (już około pół roku), prowadzonego w systemie Montessori, mogę powiedzieć, że je gorąco polecamy.
Montessori.
Na jednym z pierwszych spotkań w przedszkolu właściciele starali się w prosty sposób wytłumaczyć na czym polega ich system edukacyjny. Myślę, że poniższy, niedługi opis wszystko wyjaśni.
Zaczęli tak: „Każde dziecko jest podobne do nasionka…”
No pięknie, pomyślałem.
„… i jak każda roślina przechodzi podobne etapy rozwoju: kiełkuje, puszcza pędy, ukorzenia się, kwitnie. Robią to jednak w różnym tempie, niektóre wcześniej, inne później, a od nas, jako od dobrych ogrodników wymaga się, żeby zrozumieć indywidualne zachowania i procesy rozwoju każdego z nich.”
Trochę lepiej. Pierwsze wrażenie związane z porównaniem Synka do brokuła zaczęło się zacierać.
„Co więcej każde jest inne i wymaga innej pielęgnacji. Jedno nasionko będzie kiedyś różą i wymaga innego podejścia niż nasiona sosny. Na siłę nie przekształcimy jednego w drugie. Będąc opiekunami wychwytujemy te różnice i dopasowujemy do predyspozycji każdego z dzieci”.
Powiem szczerze, że to brzmi sensownie i wpisuje się w nasz model wychowywania. Dowiedzieliśmy się też, że dzieci po edukacji w systemie Montessori mogą mieć później problemy gdy trafią do państwowego systemu edukacji, który cały czas bywa dość skostniały.
Główna różnica jest taka, że w pierwszym przypadku system stara się wykształcić indywidualistów, potrafiących zadawać czasem trudne pytania oraz uczy samemu wykazywać się inicjatywą działania.
W drugim przypadku, system cały czas stara się z jednostki uczynić mało uciążliwego szaraka. Jakkolwiek to podejście zmienia się ostatnio bardzo na korzyść, to jednak w większości placówek państwowych brak po prostu dość mądrej kadry nauczycielskiej.
Zauważyłem też, że rodzice dzieci, które są w przedszkolu Montessori, ich ewentualne rodzeństwo również tam posyłają. Oznacza to chyba tyle, że placówki te mają bardzo dobry program lojalnościowy, bo przecież cała ta zabawa dość słono kosztuje.
29 03
Pojawiło się światło w tunelu.
Nawiązując do wcześniejszego wpisu o poszukiwaniu przedszkola muszę powiedzieć, że mamy już własny typ.
Mamy zaklepane miejsce w przedszkolu prowadzącym zajęcia w systemie montessori. Co to jest – łatwo wygooglać. Ogólne zasady mówią, że dziecku daje się swobodę w działaniu i rozwoju. Zasada bardzo nam bliska. Zobaczymy jak wyjdzie w praniu. Podczas testów (zebranie otwarte) bardzo mu się podobało ale mój niepokój budzi fakt, że jest teraz strasznym ‘mamisynkiem’. Wystarczy, że Mama zniknie za rogiem a ten w bek.
Okaże się, i możliwe, że już niedługo. Może niecałe 2 lata [21M] to za mało na przedszkole. Nic na siłę. Bardzo byśmy nie chcieli powtarzać sytuacji z początku grudnia 2008. Na pewno napiszę o tym.
12 02
Nawiązując do niedawnego wpisu: W poszukiwaniu przechowalni… właśnie wróciliśmy z rozmowy z ‘Główno-Dowodzącą Ciocią’ jednego z takich miejsc, czyli żłobka.
‘Ciocia Generał’ zaczęła od przedstawienia oferty, później powiedziała, że ‘nie będzie nas oszukiwać: normalne jest, że dzieci chorują‘, że ‘prowadzi takie miejsca od ośmiu lat‘ i w związku z tym uważa, że ‘rodzice powinni zostawać za drzwiami‘, żeby ‘nie burzyć zajęć‘.
Musimy wszystko przemyśleć, ale na gorąco po wizycie mam wrażenie, że to jednak nie to. Po pierwsze grupy dzieci są ogromne. Omietliśmy wzrokiem niewielki pokoik, w którym była zdecydowanie za duża ilość dzieci na m2.
Może sam się nakręcam ale nadal pozostaje pula pytań, typu:
Bardzo chcemy coś zmienić ale nie wszelkim kosztem.
A może za bardzo się przejmujemy?
Pytania można mnożyć i jeśli ktoś z Was ma już takie doświadczenia za sobą to bardzo proszę o podpowiedzi.
10 02
Temat żłobka wraca jak bumerang.
A właściwie nie żłobka, bo ciężko nam myśleć o tamtym temacie. (dla przypomnienia pisałem już o żłobku i o tym co z tego wynikło).
Chodzi raczej o przyjazną przechowalnię.
Powody są różne. Jednym z nich jest fakt, że Mama musi mieć więcej czasu dla siebie. Drugim jet to, że Synek naprawdę bardzo lubi towarzystwo. Ostatnio podczas spacerów Mamy z Synkiem po naszej okolicy, otworzyły się nowe możliwości.
Przechowalnia dla dzieci to ostatnio temat modny, a co ważniejsze intratny. Dlatego takie miejsca powstają jak grzyby po deszczu. Najważniejsze jest to, że nowe poszukiwania zaowocowały między innymi takimi nazwami: Domowe Ognisko dla Dzieci, Pluszandia, Muślinowa Kraina, Spokojnie Rodzice – nic mi nie będzie, Śliwkowa Opuchlizna czy Mały Negocjator.
Albo przynajmniej tak mi się wydaje.
W jednym z takich miejsc Synek od razu poleciał bawić się z tamtejszymi dziećmi. To dla nas ważne, żeby uczył się interakcji z innymi dziećmi. Na co dzień niewiele jest takich możliwości.
Problemem są choroby. Teraz, kiedy wyszedł z kataru szkoda by było, gdyby nagle znów go coś dopadło. Znajomi właśnie rezygnują z przedszkola dla swojej córeczki. Nie ma znaczenia czy jest to prywatne przedszkole czy nie. Reguła jest taka, że po paru dniach dziecko łapie na dwa tygodnie jakieś wirusy. Później znów na kilka dni do przedszkola i znów dwa tygodnie z gorączką w domu.
Niby wszyscy to wiedzą. Ale jak w takim razie to się normalnie odbywa? Czy ktoś zna taką zbiorową przechowalnię, gdzie dzieci nie chorują?
Jeśli wszystko się ułoży, Synek będzie chodził w któreś z tych miejsc już na wiosnę.
Jesteśmy dobrej myśli. O szczegółach napiszę jak tylko coś się wyklaruje.
Najnowsze komentarze