tatablog.pl

czyli spojrzenie Taty na całe to zamieszanie

Czym jest gorączka lub wysoka temperatura u naszego dziecka? Gorączka to temperatura powyżej 38′C a często nawet 39′C i więcej.

Kiedy nasze dziecię popada w chorobę, towarzyszą nam wielkie emocje, które często gmatwają realny obraz sytuacji. Wiem doskonale jak to jest.

Pierwsza reakcja jest taka, że życie naszego dziecka jest zagrożone! No i właśnie wtedy przestajemy myśleć. Stajemy się pożywką dla wszystkich, którzy korzystając z okazji chcą coś opchnąć. Wkraczają harpie. Oj, wtedy kupimy wszystko.

Sam doskonale pamiętam jak Synek miał zapalenie siusiaka. Matko jedyna, co ja przeżywałem! Wydawało mi się, że zaraz mu ptak odpadnie albo jeszcze gorzej (choć nie wiem czy to możliwe) i za chwilę zakończy się całe to przysposobienie do życia. Jeśli wiecie co mam na myśli.

UWAGA!
W każdej sytuacji, kiedy tracimy obraz sytuacji należy wylać sobie wiadro zimnej wody na głowę!
DOSŁOWNIE.

Ale wracając do temperatury. Wysoka temperatura oznacza tylko jedno. Organizm walczy z infekcją, bakteriami lub wirusem. Temperatura w okolicy 38′C, 38,5′C jest dobra w stanie infekcji. Nie powinniśmy jej obniżać!

W tej temperaturze białka odpornościowe dzieci charakteryzują się swoją największą aktywnością. Oznacza to, że w tym przedziale temperatur odznaczają się najskuteczniejszą obroną przed infekcjami. Tak trzymać!

W tym czasie organizm nabiera odporności. Z pełną premedytacją angażuje swoje naturalne siły odpornościowe by walczyły w jego imieniu.

I teraz, kiedy podamy naszemu dziecku coś na zbicie temperatury, np. czopek, lub coś doustnie, to będzie tak jakbyśmy je poddali. Organizm naszego dziecka przestanie walczyć. Uśpimy jego naturalne mechanizmy obronne. Powiemy mu, żeby się nie przejmował…
po prostu wyłączymy go.

W tym czasie infekcja będzie się nadal rozwijała, ale my będziemy spokojni, ponieważ nie będzie tego widać.

Pamiętajmy, że układ odpornościowy człowieka rozwija się od jakiś… 2,5 miliona lat a specyfiki na doraźne zbicie temperatury istnieją od kilkunastu lat.

Ważna informacja!
Temperaturę trzeba często kontrolować, żeby nie dopuścić do zbyt wysokiej.

Kiedy gorączka skacze powyżej 39′C trzeba ją zbić. Nie lekami, ponieważ wtedy usypiamy naturalne siły odpornościowe naszego dziecka!

Świetnym rozwiązaniem jest zimny kompres z czegoś zamrożonego w zamrażalniku (lód, kość, danie – poważnie cokolwiek) i owiniętego w ściereczkę.

Taki kompres przykłada się na kark lub pomiędzy wewnętrzne strony nadgarstków. To super działa! W tym miejscu żyły znajdują się tuż pod skórą, dzięki temu dosłownie po paru minutach obniżamy temperaturę całego ciała.

Sprawdziłem to sam.
Taką domową metodą zbiłem Synkowi temperaturę o 1.5′C!

W większości wypadków to jest aż nadto. Dzięki pozwoleniu organizmowi naszego dziecka na naturalną obronę, podnosimy jego odporność! Czego chcieć więcej!

Jeżeli ten wpis okazał się pomocny lub jeśli masz własne doświadczenie związane z temperaturą u dziecka – napisz o tym w komentarzach.

Już ponad rok temu pisałem o nagości w męskiej szatni. Zauważyłem, że mimo braku komentarzy tekst wzbudził spore zainteresowanie.

Otóż dziś chciałbym temat trochę pociągnąć. Nie jestem tylko pewien czy słowo ‘pociągnąć’ tu pasuje.

Tym razem sytuacja bardziej dotyczy nas osobiście a właściwie mnie osobiście, niż otoczenia. Chodzi o wspólny wypad na basen: Synka, mnie, czyli Taty oraz Dziadka. Dziadka-Teścia.
No właśnie.

Już przed wybraniem się na basen zastanawiałem się jak to będzie. Faceci w męskiej przebieralni zajęci są swoimi sprawami. Sądzę jednak, że normalnym jest, że każdy z nich od czasu do czasu sobie ‘łypnie’ na sąsiada. Nie wiem jak to jest w damskich szatniach ale sądzę, że podobnie.

Męczyła mnie dość krępująca myśl, że oto w naturalnej scenerii (basenowa przebieralnia) trzeba będzie rozebrać się przed Teściem. Dziwna sprawa ale mam wrażenie, że sprawa gdzieś dotyczy sytuacji związanej z jego córką. Możliwe, że z Najukochańszą Córeczką. A może ze ‘sprawcą jego wnuków’? Tak czy siak czułem się dość niezręcznie.

Od innych ojców córek wiem, że potrafią być wrażliwi na tym punkcie. I nawet wcale im się nie dziwię.

Myślałem sobie, że da się to wszystko załatwić niezauważalnie. Starałem się unikać ‘konfrontacji’. I co? I cholera jasna, zauważyłem, że mimo moich starań jednak ‘łypnął’.

Z drugiej strony w jakiś sposób atmosfera oczyściła się (albo przynajmniej tak mi się wydaje). No bo jeśli już wszystko wiadomo to dalej nie ma co ukrywać. Chyba, mam nadzieję.

Sądzę, że nie mam problemów z nagością. W jakiś sposób staram się w naturalny sposób przekazać to Synkowi. Wiem jednak, że unikać będę wspólnych (z Teściem) wypadów na basen.

Po pierwsze uzbierało się parę ‘basenowych’ wpisów i dlatego postanowiłem, że pogrupuję je w osobną kategorię:
Basenowe historie.
Temat basenowy jest dla mnie na tyle fajny, że pewnie jeszcze nie raz niego wrócę.

A teraz basen ‘od kuchni’, czyli krępujące sytuacje w męskiej przebieralni.

Ponieważ ostatnio miałem szansę być parę razy z Synkiem na basenie zauważyłem ciekawą rzecz związaną z męską szatnią. Wcześniej jakoś nie zastanawiałem się nad sprawą nagości w męskiej szatni. Ponieważ tym razem było sporo tatusiów ze swoimi dziećmi, moją uwagę zwróciły pytania paroletniego chłopaczka kierowane do swojego taty.

Dla ciekawych męska szatnia ma zwykłe szafki na kluczyk, ławeczki do przebierania i takie enklawy podobne do przymierzalni w sklepie odzieżowym. Oznacza to, że można się tam zaszyć, zasłonić kurtyną i odizolować od otoczenia.

Powiem szczerze, że wcześniej nie zauważyłem nawet, że to w ogóle tam jest. Do czasu, kiedy wspomniany tata najpierw przebrał swojego chłopaczka, a później cicho czmychnął za kurtynę zdjąć nachy. W szatni było sporo osób i nikt by nawet tego nie zauważył, gdyby nie jego synek, który krzyknął:
- Tata, gdzie idziesz?
Ponieważ krzyknął dość głośno, wokół zrobiło się cicho i dość ciekawie. Jego tata odpowiedział, że poszedł przebrać się.

Jego synek długo nie czekając krzyknął:
- Ale nikt się tam nie przebiera, wszyscy są tu!
Dla jego taty musiało to być jedno z bardziej żenujących doświadczeń bo po wyjściu z przebieralni zgarnął dzieciaka i wypadł na zewnątrz.

Piszę o tym dlatego, że jednak część stara się traktować temat nagości dość naturalnie. Szczególnie jeśli chodzi o uczenie takich sytuacji swoje dzieci. A mówimy przecież o panach w męskiej szatni.

Jest jednak coś na rzeczy w tym temacie, ponieważ kiedy indziej przyszedł tata z kilkuletnią córeczką. Córeczka widocznie była przyzwyczajona do widoku taty na golasa i bardziej jej uwagę zwrócił ptaszek małego chłopczyka niż dorosłych panów.

Zauważalne było jednak, że coś jest nie tak. Większość nagich panów szybko się zmyła a nawet ktoś coś szepnął ojcu dziewczynki. Opowiadałem później tę historię znajomym ojcom i jeden z nich przyznał, że kiedyś w podobnej sytuacji, był tak bardzo skrępowany, że szybko wyszedł z szatni.

Nie wiem dlaczego ale mam wrażenie, że podobne sytuacje w ogóle nie występują w damskich szatniach. Może się mylę i któraś z mam jest w stanie coś powiedzieć na ten temat.

Generalnie okazuje się, że niewiele ojców o tym wspomina ale kiedy przyjdzie co do czego, temat nagości własnej (męskiej) płci jest dość krępujący. Takie zachowanie jest później przekazywane dzieciom. Sprawa jest o tyle ciekawa, że właściwie nikt o tym nie mówi i cały temat jest gdzieś w edukacji pomijany. Pamiętam, że u nas w rodzinie też nigdy nie rozmawiało się na takie tematy.

Rozmawiałem o tym z kolegami ojcami i jeden z nich przyznał, że też mocno improwizuje, kiedy synek np. podczas wspólnej kąpieli złapie go za siusiaka. Łapie bo dzieciak jest ciekawy ale z drugiej strony ciężko na to pozwalać i udawać, że to jest to samo co np. ręka. Czyli dziecko i tak uczy się, że siusiaki (nawet w męskiej przebieralni) to coś wstydliwego i tak już chyba pozostanie.

Ciekaw jestem jak inni sobie z tym radzą i czy w ogóle jest to coś o nad czym warto się zastanawiać.

Box

Domowe sposoby na zbicie temperatury u dzieckaCo może przydać się podczas lotu samolotem z małym dzieckiemPodróż samochodem z małym dzieckiem - jak się przygotować, żeby przetrwać

Facebook