tatablog.pl

czyli spojrzenie Taty na całe to zamieszanie

Ugrzebieniowanie

Uwielbiam to jak dzieci radzą sobie mową i językiem. Nie mają oporów przed poszukiwaniem i stosowaniem neologizmów. A raczej infalogizmów czy pociechologizmów. Wykazują się przy tym o wiele lepszą biegłością niż na przykład dorośli, którzy starają się coś wyjaśnić w języku obcym, który słabo znają. Będę to sobie notował w osobnej kategorii, bo jak się nie zapisze to się zapomni.

Teraz usłyszeliśmy: ‘Mamo zobacz jak się ładnie ugrzebieniowałem!’

Dzieci mówią zaskakujące teksty C.D.

Pociągnę temat mówienia zaskakujących tekstów przez dzieci, bo mnie on fascynuje.

Naprawdę duże wrażenie robią na mnie skojarzenia słowne Synka. Jeżeli skojarzenia są oznaką myślenia a pewnie są to bardzo mnie to cieszy :)

Tak jak wspomniana wcześniej ‘mięsowina’.

Np, teraz kiedy moja rodzina zaciąga się jodem nad polskim morzem, gdzie jak wiadomo jest albo zimno albo pada deszcz albo wieje wiatr albo wszystko na raz, Synek zauważył, że wiart jest mały. Powiedział:

- Teraz wieje synek wiatr – i nagle grubym (jak na swoje możliwości) głosem
- A jakby wiał tata wiatr to co by było?

No po porostu megaczad. Strasznie lubię też wciągać go w takie różne pogadanki. Wydaje mi się, że sens całej wypowiedzi nie musi zawsze zmierzać do określonego celu. Może błądzić, przeskakiwać z tematu na temat dla samej frajdy mówienia. To pewnie coś tam rozwija i fajnie przyglądać się jak słucha, kombinuje i wymyśla.

- Czetaj, czetaj Tato. Popjosze tjoche gawozanki (woda gazowana) i tjoche cisowianki (woda niegawozana) i to mi zmieszaj.

Do tego dochodzi coraz fajniejsza intonacja, którą niestety opisać jest ciężko. Ale radzi sobie nieźle.

Poznani koledzy na placu zabaw to są ‘Moje chłopaki’.
- A gdzie idą moje chłopaki?

Obserwowanie własnych dzieci to wielka radość każdego z nas – rodziców.
Co fajnego mówią Wasze dzieci?

Dzieci mówią zaskakujące teksty

Dziś w przedszkolu uderzyło mnie jak bardzo dorośli nie słuchają dzieci. Dwa razy się to zdarzyło. Raz podczas odprowadzania Synka do przedszkola i drugi podczas odbierania go. Wtedy mała dziewczynka (jakieś 2,5 roku) powiedziała mi, że mój Synek jest jeszcze na materacach (skaczą sobie na nich). Jej mama skomentowała to jakoś tak:

- Ależ co ty mówisz córciu – i dalej do mnie – ona tak często gada od rzeczy.

Od jakiej rzeczy? Przecież to najprostsze i najbardziej oczywiste stwierdzenie. I w dodatku okazało się, że rzeczywiście Synek był nie w swojej sali tylko skakał na materacach. Dziwne, że najbliżsi nie biorą takich zwyczajnych stwierdzeń serio.

Kolejną sprawą jest pytanie czy w ogóle słuchamy własnych dzieci. Wiadomo, że one lubią sobie ‘brzęczeć’ gdzieś z boku. Ale jeśli się czasem przysłuchać, mówią bardzo mądre rzeczy. Właściwie zauważyłem to już jakiś czas temu, rodzice rodzina czy otoczenie często olewa to co dzieci mówią. No bo coś tam sobie gadają. Kto by się tym przejmował.

Bardzo lubię pogaduszki z dziećmi. Czasem wydaje się, że taka rozmowa jest bez sensu. Ale im nigdy się nie wydaje bez sensu. Strasznie lubię ich słuchać. Czasem potrafią mnie nieźle zaskoczyć wymyślając jakieś słowa. Np. podczas naszych ostatnich wakacji siedzieliśmy sobie z Synkiem i popijaliśmy jakieś soki. In on nagle powiedział, że się ‘zapijamy’. Sam to wymyślił, bo wiedział, że mówi się, że się ‘zajadamy’. Skoro jest zajadamy to może być też zapijamy. Dziś wymyślił ‘mięsowinę’. Powiedział, że mięsowina to mięso ze świni.

Inną kategorią są spostrzeżenia dzieci, najczęściej rzucane od niechcenia. Jak na blogu, we wpisie (nie)normalnej matki:

(…) Moje dzieci śpią w trzech rożnych łóżkach w zależności jak im pasuje. Tak jak i ja. Któregoś wieczora gdy przyszła do nas spać Anitka – córka sąsiadów, zapytała Lenkę: – „Lena, a gdzie twoja mama śpi” – „A gdzie popadnie” – odrzekło rezolutne dziecię.

Dzieci walą tak trafne i szczere teksty, że czasem dużo czasu mi potrzeba, żeby otrząsnąć się z wrażenia. Myślę, że czasem warto posłuchać własnych dzieci, czy w ogóle dzieci, nawet kiedy są małe i wydaje się nam, że tylko ‘brzęczą’. Czasem można się sporo zaskakujących rzeczy o sobie dowiedzieć.

Taka reflekcja mnie naszła. Czy ktoś ma podobne spostrzeżenia?

Zupełnie inne wychowanie

Byliśmy ostatnio u znajomych, których synek jest starszy od naszego o rok.

Znamy się od lat ale zawsze dziwi nas jak oni wychowują swojego synka. Naszła nas refleksja jak skrajnie różne podejścia mogą mieć rodzice. Dosłownie skrajnie różne.

Oni mówią do swojego synka: nie dotykaj
My mówimy: dotknij, poznaj
Oni mówią: nie wchodź, nie biegaj, chodź tu i siedź
My: wejdź, zajrzyj, biegaj
Oni go wyręczają w najprostszych czynnościach
My mówimy: dawaj sam sobie poradzisz

Staramy się aby Świat naszego Synka powiększał się a on dzięki temu uczył się, że są rzeczy dla niego dobre i złe. Przyjęliśmy z Mamą zasadę, że priorytetem w wyznaczaniu granic poznawania jest bezpieczeństwo. Do dziś cieszymy się, że pierwszą rzeczą, jaką go nauczyliśmy, kiedy zaczął raczkować to schodzić z łóżka.

Na początku to komicznie wyglądało. Nie miał kontroli nad odwracaniem i czasem robił na czworaka obrót o 270′. Ze dwa razy przy tym spierniczył się z łóżka. Było trochę płaczu ale raczej wywołanego szokiem. To go nauczyło, że jednak trzeba uważać.

Dziś Synek [17M] sam wchodzi i schodzi po schodach, na łóżko czy kanapę. Jak na niego robi to naprawdę bezpiecznie.
Często zdarza mu się potknąć i przewrócić podczas biegania. Mówi ‘baaaach’, wstaje i leci dalej.

Przed jego każdą wspinaczką mówimy mu: wejdź ale bądź ostrożny bo możesz spaść. Klepie się wtedy pogłowie, znów mówi ‘baach’ i wchodzi. Myślę, że doskonale rozumie o co chodzi.
Po każdym zejściu chwalimy go jak świetnie dał sobie radę.

Najfajniejsze jest to, że samodzielność sprawia mu wielką frajdę.
A nam to, że poznaje granice.

Rozmawiamy z Synkiem

Zupełnie nie wiem dlaczego nasi znajomi nie rozmawiają ze swoimi dziećmi. Mają dzieci w podobnym wieku do naszego Synka, nawet trochę starsze. Często jedyna ‘rozmowa’ na jaką ich stać to jakieś absurdalne zakazy. Nie wchodź tam, nie dotykaj tego.
Równie dobrze można podciąć dzieciom ścięgna. Nie będą wtedy zbyt daleko odpełzały i na pewno niczego nie dotkną.

Dlaczego tak robią? Myślę, że z lenistwa. Z jakiegoś powodu zapomnieli, że dla swoich dzieci są najważniejszymi nauczycielami. Że od najwcześniejszych chwil powinni z nimi rozmawiać, opowiadać i uczyć. Nawet jeśli dziecko jeszcze nie umie mówić to uczy się. Strasznie szybko się uczy, zaczyna rozumieć i kojarzyć.

Rozmawiając z Synkiem widzę z dnia na dzień jak zaczyna rozumieć coraz bardziej złożone zdania. Pod koniec dnia, kiedy opowiadamy sobie wydarzenia z dnia, widzę jak szuka ich w myślach i stara się po swojemu je nazywać. To znaczy, że w dodatku zaczyna się posługiwać pamięcią.
Super.

Zamiast mówić ‘nie dotykaj tego!’, tłumaczmy Synkowi dlaczego ma nie dotykać. Bo gorące, bo ostre i niebezpieczne. Nawet jeśli nie załapie od razu to zaczyna mu się kojarzyć z tym jakaś historia. Później, kiedy znów będzie chciał dotykać znów wytłumaczmy. I co dalej? Jesteśmy konsekwentni. Jeśli na coś rzeczywiście nie pozwalamy to nie pozwalamy. Zabieramy z jego zasięgu (jeśli się da), mówimy stanowczo, że to jeszcze nie dla niego. Nie ma odstępstw. Najważniejsze jest przestrzeganie Zasad.

W 9 / 10 przypadków Synek to rozumie.

Box

Podróż samochodem z małym dzieckiem - jak się przygotować, żeby przetrwaćCo może przydać się podczas lotu samolotem z małym dzieckiemDomowe sposoby na zbicie temperatury u dziecka

Facebook