tatablog.pl

czyli spojrzenie Taty na całe to zamieszanie

Tato, nie rób asfalta!

Wczoraj był fajny niedzielny poranek.

Powoli szykowaliśmy się do wyjścia, grzebiąc się trochę. Wysłałem Synka do ogródka, żeby usprawnić pakowanie, które z niewiadomych przyczyn zawsze przeradza się w ‘wyzwanie logistyczne’. Na dworzu weszliśmy z Synkiem na trampolinę, żeby trochę poskakać. Kicaliśmy coraz wyżej aż w pewnym momencie trochę za mocno skoczyłem i Synek wywinął salto.

Przy lądowaniu zabolała go noga, no i do tego mocno przestraszył się. Minęło koło minuty, zanim się uspokoił. Leżeliśmy sobie na plecach gapiąc się w błękitne niebo kiedy Synek powiedział:

- Tato, nie rób więcej asfalta.

Pierwsze skoki w boki

Zaczęło się od tego, że Synek zaczął wyłazić przez okienko swojego małego domku. Pomimo, że parę razy nieźle przypierniczył, strasznie mu się podobało i latał w kółko. Wchodził przez drzwi i bach przez okno. (Swoją drogą mieszkamy na parterze i zastanawiam się jak to będzie w przyszłości…)

Następnego dnia odwiedziła nas znajoma. Przyjechała ze swoim pięciomiesięcznym dzieckiem. No i nasz Synek popisywał się swoją nową zdolnością – wypadaniem przez okienko.

Później obie mamy poszły z dziećmi na spacer. Synek jak zwykle zasnął w ogródku. Po paru godzinach snu, kontrolujemy dość często czy się nie budzi. Tym razem także zerkaliśmy na niego co parę minut.

Nagle Mama mówi: o nie! on wyszedł z wózka!
Pierwszy raz to zrobił. Wcześniej budził się i po prostu leżał. Ten wózek to gondola z poprzeczką nad nogami. Synek w nim sypia zawinięty w koce jak kokon. Ponieważ jest coraz większy, ma coraz mniej możliwości ruchu w tym wózku.

A tu po prostu stał sobie w skarpetkach na mokrej trawie, trzymając się wózka i rozglądając się wokół. Strasznie jestem ciekaw jak to zrobił. Do tego czas w jakim to osiągnął! Świętą prawdę mówią rodzice, że trzeba mieć oczy dookoła głowy.

Ja natomiast cieszę się, bo Synek jest coraz sprawniejszy. To oczywiście niesie za sobą o wiele więcej zagrożeń ale i tak się cieszę. Rozpiera mnie duma kiedy patrzę jak sobie radzi, jak włazi, przełazi, czołga się pod krzesłem. Często rąbnie się przy tym raz albo dwa. Trochę ponarzeka i znów biegnie eksplorować swój Świat.

Zupełnie inne wychowanie

Byliśmy ostatnio u znajomych, których synek jest starszy od naszego o rok.

Znamy się od lat ale zawsze dziwi nas jak oni wychowują swojego synka. Naszła nas refleksja jak skrajnie różne podejścia mogą mieć rodzice. Dosłownie skrajnie różne.

Oni mówią do swojego synka: nie dotykaj
My mówimy: dotknij, poznaj
Oni mówią: nie wchodź, nie biegaj, chodź tu i siedź
My: wejdź, zajrzyj, biegaj
Oni go wyręczają w najprostszych czynnościach
My mówimy: dawaj sam sobie poradzisz

Staramy się aby Świat naszego Synka powiększał się a on dzięki temu uczył się, że są rzeczy dla niego dobre i złe. Przyjęliśmy z Mamą zasadę, że priorytetem w wyznaczaniu granic poznawania jest bezpieczeństwo. Do dziś cieszymy się, że pierwszą rzeczą, jaką go nauczyliśmy, kiedy zaczął raczkować to schodzić z łóżka.

Na początku to komicznie wyglądało. Nie miał kontroli nad odwracaniem i czasem robił na czworaka obrót o 270′. Ze dwa razy przy tym spierniczył się z łóżka. Było trochę płaczu ale raczej wywołanego szokiem. To go nauczyło, że jednak trzeba uważać.

Dziś Synek [17M] sam wchodzi i schodzi po schodach, na łóżko czy kanapę. Jak na niego robi to naprawdę bezpiecznie.
Często zdarza mu się potknąć i przewrócić podczas biegania. Mówi ‘baaaach’, wstaje i leci dalej.

Przed jego każdą wspinaczką mówimy mu: wejdź ale bądź ostrożny bo możesz spaść. Klepie się wtedy pogłowie, znów mówi ‘baach’ i wchodzi. Myślę, że doskonale rozumie o co chodzi.
Po każdym zejściu chwalimy go jak świetnie dał sobie radę.

Najfajniejsze jest to, że samodzielność sprawia mu wielką frajdę.
A nam to, że poznaje granice.

Basen, pływanie, skoki i nurkowanie

Od pierwszych dni swojego życia Synek ma aktywny kontakt z wodą. Wg mnie to dobrze, bo nie przeżywał szoku, kiedy woda lała mu się po twarzy i kiedy niechcący dał nura w wanience.
Poza tym z Mamą bardzo lubimy wodę. Mama nawet bardziej. Spędziła w niej masę czasu pływając i nurkując gdzie się dało.

Dlatego naturalnym dla nas krokiem jest nauka naszego Synka kontaktu z wodą.

Ze względu na nasz klimat mamy niestety bardzo mało możliwości korzystania z wody w jej naturalnych warunkach. Mówię oczywiście o komfortowych warunkach, ponieważ mam totalnie gdzieś potrzebę bycia morsem. Mamy zatem do wyboru: albo jechać tam gdzie woda jest ciepła albo iść na basen. Oczywiście wolę to pierwsze ale ponieważ mieszkamy w Polsce ciężko tu mówić o regularności.

Aby Synek miał regularny kontakt z wodą chodzimy a raczej Mama chodzi z nim na basen.

Basen ma swoje plusy i minusy. Oczywistym plusem jest jego dostępność a minusem są jego warunki higieniczne. Istnieje też szansa spotkania w basenowej wodzie czegoś, przy czym spis wirusów jakich nosicielem jest przeciętny tajski transwestyta wydaje się zwykłym katarem.

Na szczęście z czystością wody w basenach jest coraz lepiej, ozonowanie wody wypiera chlorowanie, są filtry, uzdatniania, stała kontrola sanepidu, itd. Nie jesteśmy zresztą typem rodziców, którzy zamartwiają się na zapas. Do tej pory nie było żadnych problemów. Jeśli pojawią się problemy zmienimy basen.

Jeżeli są takie możliwości to bardzo polecam szkołę pływania dla niemowląt. Którą wybrać? Jest ich kilka i najlepiej porozmawiać z rodzicami, którzy już tam chodzą. Zajęcia są dopasowane odpowiednio do wieku. Jeśli miałbym je oceniać to uważam, że jest to rewelacyjny sposób na naukę koordynacji ruchowej, poczucia bezpieczeństwa, oswajania się z wodą i swoimi możliwościami w jednym.

Pierwszy raz Synek poszedł na takie zajęcia, kiedy miał 3 miesiące. Teraz chodzi tam co tydzień. Od samego początku zajęcia były prowadzone razem z rodzicami. To super, bo wzmacniają u dzieci poczucie bezpieczeństwa. Zajęcia są bardzo rozwojowe ale najważniejsze jest to, że oswajają z wodą. Dzięki temu już paromiesięczne dzieciaki wiedzą, że woda ich nie rozpuści. Wszystko jest ok.

Dzisiaj Synek [17M] sam skacze do wody i pływa w założonym kierunku (oczywiście w rękawkach).

Zuch z niego!

Box

Podróż samochodem z małym dzieckiem - jak się przygotować, żeby przetrwaćCo może przydać się podczas lotu samolotem z małym dzieckiemDomowe sposoby na zbicie temperatury u dziecka

Facebook