tatablog.pl

czyli spojrzenie Taty na całe to zamieszanie

Już ponad rok temu pisałem o nagości w męskiej szatni. Zauważyłem, że mimo braku komentarzy tekst wzbudził spore zainteresowanie.

Otóż dziś chciałbym temat trochę pociągnąć. Nie jestem tylko pewien czy słowo ‘pociągnąć’ tu pasuje.

Tym razem sytuacja bardziej dotyczy nas osobiście a właściwie mnie osobiście, niż otoczenia. Chodzi o wspólny wypad na basen: Synka, mnie, czyli Taty oraz Dziadka. Dziadka-Teścia.
No właśnie.

Już przed wybraniem się na basen zastanawiałem się jak to będzie. Faceci w męskiej przebieralni zajęci są swoimi sprawami. Sądzę jednak, że normalnym jest, że każdy z nich od czasu do czasu sobie ‘łypnie’ na sąsiada. Nie wiem jak to jest w damskich szatniach ale sądzę, że podobnie.

Męczyła mnie dość krępująca myśl, że oto w naturalnej scenerii (basenowa przebieralnia) trzeba będzie rozebrać się przed Teściem. Dziwna sprawa ale mam wrażenie, że sprawa gdzieś dotyczy sytuacji związanej z jego córką. Możliwe, że z Najukochańszą Córeczką. A może ze ‘sprawcą jego wnuków’? Tak czy siak czułem się dość niezręcznie.

Od innych ojców córek wiem, że potrafią być wrażliwi na tym punkcie. I nawet wcale im się nie dziwię.

Myślałem sobie, że da się to wszystko załatwić niezauważalnie. Starałem się unikać ‘konfrontacji’. I co? I cholera jasna, zauważyłem, że mimo moich starań jednak ‘łypnął’.

Z drugiej strony w jakiś sposób atmosfera oczyściła się (albo przynajmniej tak mi się wydaje). No bo jeśli już wszystko wiadomo to dalej nie ma co ukrywać. Chyba, mam nadzieję.

Sądzę, że nie mam problemów z nagością. W jakiś sposób staram się w naturalny sposób przekazać to Synkowi. Wiem jednak, że unikać będę wspólnych (z Teściem) wypadów na basen.

Po pierwsze uzbierało się parę ‘basenowych’ wpisów i dlatego postanowiłem, że pogrupuję je w osobną kategorię:
Basenowe historie.
Temat basenowy jest dla mnie na tyle fajny, że pewnie jeszcze nie raz niego wrócę.

A teraz basen ‘od kuchni’, czyli krępujące sytuacje w męskiej przebieralni.

Ponieważ ostatnio miałem szansę być parę razy z Synkiem na basenie zauważyłem ciekawą rzecz związaną z męską szatnią. Wcześniej jakoś nie zastanawiałem się nad sprawą nagości w męskiej szatni. Ponieważ tym razem było sporo tatusiów ze swoimi dziećmi, moją uwagę zwróciły pytania paroletniego chłopaczka kierowane do swojego taty.

Dla ciekawych męska szatnia ma zwykłe szafki na kluczyk, ławeczki do przebierania i takie enklawy podobne do przymierzalni w sklepie odzieżowym. Oznacza to, że można się tam zaszyć, zasłonić kurtyną i odizolować od otoczenia.

Powiem szczerze, że wcześniej nie zauważyłem nawet, że to w ogóle tam jest. Do czasu, kiedy wspomniany tata najpierw przebrał swojego chłopaczka, a później cicho czmychnął za kurtynę zdjąć nachy. W szatni było sporo osób i nikt by nawet tego nie zauważył, gdyby nie jego synek, który krzyknął:
- Tata, gdzie idziesz?
Ponieważ krzyknął dość głośno, wokół zrobiło się cicho i dość ciekawie. Jego tata odpowiedział, że poszedł przebrać się.

Jego synek długo nie czekając krzyknął:
- Ale nikt się tam nie przebiera, wszyscy są tu!
Dla jego taty musiało to być jedno z bardziej żenujących doświadczeń bo po wyjściu z przebieralni zgarnął dzieciaka i wypadł na zewnątrz.

Piszę o tym dlatego, że jednak część stara się traktować temat nagości dość naturalnie. Szczególnie jeśli chodzi o uczenie takich sytuacji swoje dzieci. A mówimy przecież o panach w męskiej szatni.

Jest jednak coś na rzeczy w tym temacie, ponieważ kiedy indziej przyszedł tata z kilkuletnią córeczką. Córeczka widocznie była przyzwyczajona do widoku taty na golasa i bardziej jej uwagę zwrócił ptaszek małego chłopczyka niż dorosłych panów.

Zauważalne było jednak, że coś jest nie tak. Większość nagich panów szybko się zmyła a nawet ktoś coś szepnął ojcu dziewczynki. Opowiadałem później tę historię znajomym ojcom i jeden z nich przyznał, że kiedyś w podobnej sytuacji, był tak bardzo skrępowany, że szybko wyszedł z szatni.

Nie wiem dlaczego ale mam wrażenie, że podobne sytuacje w ogóle nie występują w damskich szatniach. Może się mylę i któraś z mam jest w stanie coś powiedzieć na ten temat.

Generalnie okazuje się, że niewiele ojców o tym wspomina ale kiedy przyjdzie co do czego, temat nagości własnej (męskiej) płci jest dość krępujący. Takie zachowanie jest później przekazywane dzieciom. Sprawa jest o tyle ciekawa, że właściwie nikt o tym nie mówi i cały temat jest gdzieś w edukacji pomijany. Pamiętam, że u nas w rodzinie też nigdy nie rozmawiało się na takie tematy.

Rozmawiałem o tym z kolegami ojcami i jeden z nich przyznał, że też mocno improwizuje, kiedy synek np. podczas wspólnej kąpieli złapie go za siusiaka. Łapie bo dzieciak jest ciekawy ale z drugiej strony ciężko na to pozwalać i udawać, że to jest to samo co np. ręka. Czyli dziecko i tak uczy się, że siusiaki (nawet w męskiej przebieralni) to coś wstydliwego i tak już chyba pozostanie.

Ciekaw jestem jak inni sobie z tym radzą i czy w ogóle jest to coś o nad czym warto się zastanawiać.

Zapalenie siusiaka (cd)

O naszym problemie z zapaleniem siusiaka Synka pisałem już wcześniej w innym wpisie na blogu.

Ostatnio wpadł mi w ręce wywiad z lekarzem medycyny chińskiej.
Porusza on między innymi ciekawy temat przełożenia stresu na stan zdrowia naszych wnętrzności. Co za tym idzie i nas.

Zastanawiam się czy tamten nasz przypadek zapalenia nie był czasem wywołany stresem ze żłobka.
Ciężko powiedzieć, czy pomogło przemywanie rivanolem, czy rezygnacja ze żłobka.
W sumie ciekawa sprawa.

Poniżej fragment rozmowy z medycyny chińskiej Krzysztofem Romanowskim:

[...] Moczenie może wystąpić z powodów emocjonalnych, np. lęku spowodowanego konfliktami rodziców. Z punktu widzenia medycyny chińskiej osłabienie yang nerek (i automatycznie śledziony) – oznacza osłabienie funkcji obronnych organizmu. Słabnie odporność, dziecko zaczyna chorować na infekcje dróg moczowych i często też oddechowych. Poddane leczeniu przez akademicką medycynę otrzymuje antybiotyki, które w jeszcze większym stopniu uszkadzają yang śledzionowo – nerkowe. Infekcje stają się częstsze i dziecko wchodzi w cykl diagnostyki szpitalnej. Okazuje się, że w jego układzie moczowym jest reflux pęcherzowo – moczowodowy (reflux – odpływ, inaczej cofanie się moczu z pęcherza do moczowodu z powodu niewydolności zastawek ujścia moczowodu do pęcherza). Sytuacja nie zmienia się, lęk trwa, infekcje konsekwentnie tłumione są antybiotykami – reflux pogłębia się. W następnym etapie pojawiają się zmiany struktury narządu i reflux staje się wadą anatomiczną. Rozwiązaniem mogłoby być uświadomienie rodziców co do lękowego tła problemu. Jeżeli to spowoduje zmianę sytuacji emocjonalnej dziecka, to jest nadzieja na zapoczątkowanie procesu zdrowienia na poziomie psychiki, a w dalszej konsekwencji na poziomie narządu. Pełne, prawidłowe leczenie, które obejmuje psychoterapię, korektę diety i podawanie ziół zmniejsza częstość infekcji, potem znikają one w ogóle, następnie zmniejsza się stopień refluxu, aż wreszcie i on znika. Na końcu zniknie moczenie nocne. To dobry przykład na to, jak początek choroby wychodzi z poziomu emocjonalnego, a w końcowym, zaawansowanym etapie choroby dochodzi do zmian anatomicznych narządów, ale też dobry przykład jak w leczeniu przyczynowym uwidacznia się charakterystyczna kolejność znikania objawów, odwrotna do kolejności ich pojawiania się. Lekarze medycyny zachodniej są gotowi operować zastawki ujścia moczowodwo – pęcherzowego, ponieważ uważają, że stan ten istniał od początku i spowodował chorobę. Nie są w stanie dostrzec odwrotnego kierunku zdarzeń, że dziecko nabyło predyspozycji do refluxu wskutek emocji lękowych, a potem stan ten ewoluował w toku błędnego leczenia.[...]

źródło: http://www.logonia.org/index.php/content/view/166/2/

Siusiak jak rzodkiewka

W żłobku Synek [14M] nabawił się zapalenia siusiaka.
Nie wiem jak oni tam dbają o higienę ale prawdą jest to, że stało się to właśnie w żłobku a nie gdzie indziej.

Na początku siusiak był twardy i napuchnięty z jednej strony. Później kolorem i twardością przybrał formę rzodkiewki. W żłobku powiedzieli, że mamy nie wracać dopóki tego nie wyleczymy. Jakby to była nasza wina.

No ale był problem. Synek bardzo dzielny ale widać było, że boli go przy dotyku. Późnym wieczorem zaczęła nas trochę ogarniać panika. Zdobyliśmy już adresy ostrych dyżurów. Oczami wyobraźni widzieliśmy skalpele, wytrychy, nożyce i te wszystkie straszne narzędzia chirurgiczne, poukładane w sterylnym porządku i czekające na swoją kolej.

Regułą jest to, że w sytuacjach paniki ciężko jest myśleć. W większości przypadków trzeba po prostu złapać oddech i pomyśleć. Odpaliłem komputer i zacząłem szperać po forach. Jak zwykle okazało się, że ile wpisów tyle dobrych rad. Głównie wypowiadały się mamy. Wachlarz pomysłów od stulejki do stołu operacyjnego. Po godzinie wiedziałem tyle, że na 5 podobnych przypadków znalazłem 5 rozwiązań.

Postanowiliśmy poczekać jednak do rana i zobaczyć co się stanie. Postanowiliśmy też wstrzyknąć pod skórkę napletka małą strzykawką rivanol i zrobić rivanolowy okład z gazy.

Następnego dnia lekarze powiedzieliby, że sytuacja ‘ustabilizowała się’. Wieczorem drugiego dnia obrzęk zaczął pomału ustępować a purpurowy kolor też jakby zaczął blednąć. Przemywanie i okłady powtarzaliśmy rano i wieczorem.

Po paru dniach po zapaleniu nie było śladu.
Jakby co, odpukać, polecam tę metodę. Bądź co bądź to domowy sposób, który Synka kosztował najmniej stresu.

Box

Co może przydać się podczas lotu samolotem z małym dzieckiemPodróż samochodem z małym dzieckiem - jak się przygotować, żeby przetrwaćDomowe sposoby na zbicie temperatury u dziecka

Facebook