czyli spojrzenie Taty na całe to zamieszanie
22 04
Właśnie wróciliśmy z wielkiej piaskownicy – plaży.
Na co dzień mam świadomość, że mój czas dla Synka jest bardzo ograniczony. Dlatego strasznie chciałem spędzić z nim jak najwięcej czasu. I udało się. Całe 2,5 dnia oblepieni piachem.
To był super czas. Nieprawdopodobne jest to, że za każdym razem, kiedy nie mam wyznaczonego celu do osiągnięcia, każda nawet absurdalnie prosta czynność jest dla mnie prawdziwą radością. Właśnie tak nastawiony pierwszego dnia poszedłem z Synkiem na plażę. Jedynym moim założeniem było przebywanie z nim razem.
Po jakiś 2 godzinach przyłapałem się na tym jaką frajdą było kopanie dołu, który Synek [21M] natychmiast zasypywał. Niesamowite, że w ten sposób moglibyśmy się bawić w nieskończoność.
Zupełnie inaczej niż u Niemców obok. Oni przybili na plażę skoro świt z zamiarem wybudowania nieśmiertelnego mauzoleum. Od rana w pocie czoła Niemiecki Ojciec ze swoim poważnym synem budowali Twierdzę. Była fosa, wieżyczki i cała reszta.
Kiedy nieopatrznie poszli do wodopoju, mój Synek ze swoją 4-letnią nagą przyjaciółką goniąc się nawzajem obrócili Krzemowy Malbork w pył. Kiedy wrócili, na ich oczach Synek wysikał się na ruiny.
Podczas gdy Wielki Mistrz von der Sand ciskał gromami, ja miałem odsłonięte ósemki. Ktoś może powiedzieć, że dzięki tej naszej słowiańskiej arogancji wywalą nas z Unii.
Chciałem mu wtedy powiedzieć, że na jego miejscu cieszyłbym się, że mogę następne ileś tam bezcennych godzin odbudowywać wszystko od nowa tylko po to by cieszyć się samym faktem przebywania z własnym synem. Po jego spojrzeniu widziałem, że nie zrozumie mojego punktu widzenia. Niezależnie od tego, że i tak po paru godzinach fale uczyniłyby z jego budowli to samo co tsunami w 2004 z wybrzeży Tajlandii.
Nie dogadalibyśmy się. Jego celem było ściskanie pośladów, moim tarzanie się w piachu z Synkiem. Okazuje się, że jestem prostym człowiekiem.
Żałuję tylko strasznie, że jak zwykle parę dni to za mało. No ale staram się by to zmienić. Nagrodą dla mnie jest to, że Synek zaczął mnie spontanicznie potrzebować.
Ojcostwo to wspaniałe uczucie.
Szczerze polecam.
8 12
Od pierwszych dni swojego życia Synek ma aktywny kontakt z wodą. Wg mnie to dobrze, bo nie przeżywał szoku, kiedy woda lała mu się po twarzy i kiedy niechcący dał nura w wanience.
Poza tym z Mamą bardzo lubimy wodę. Mama nawet bardziej. Spędziła w niej masę czasu pływając i nurkując gdzie się dało.
Dlatego naturalnym dla nas krokiem jest nauka naszego Synka kontaktu z wodą.
Ze względu na nasz klimat mamy niestety bardzo mało możliwości korzystania z wody w jej naturalnych warunkach. Mówię oczywiście o komfortowych warunkach, ponieważ mam totalnie gdzieś potrzebę bycia morsem. Mamy zatem do wyboru: albo jechać tam gdzie woda jest ciepła albo iść na basen. Oczywiście wolę to pierwsze ale ponieważ mieszkamy w Polsce ciężko tu mówić o regularności.
Aby Synek miał regularny kontakt z wodą chodzimy a raczej Mama chodzi z nim na basen.
Basen ma swoje plusy i minusy. Oczywistym plusem jest jego dostępność a minusem są jego warunki higieniczne. Istnieje też szansa spotkania w basenowej wodzie czegoś, przy czym spis wirusów jakich nosicielem jest przeciętny tajski transwestyta wydaje się zwykłym katarem.
Na szczęście z czystością wody w basenach jest coraz lepiej, ozonowanie wody wypiera chlorowanie, są filtry, uzdatniania, stała kontrola sanepidu, itd. Nie jesteśmy zresztą typem rodziców, którzy zamartwiają się na zapas. Do tej pory nie było żadnych problemów. Jeśli pojawią się problemy zmienimy basen.
Jeżeli są takie możliwości to bardzo polecam szkołę pływania dla niemowląt. Którą wybrać? Jest ich kilka i najlepiej porozmawiać z rodzicami, którzy już tam chodzą. Zajęcia są dopasowane odpowiednio do wieku. Jeśli miałbym je oceniać to uważam, że jest to rewelacyjny sposób na naukę koordynacji ruchowej, poczucia bezpieczeństwa, oswajania się z wodą i swoimi możliwościami w jednym.
Pierwszy raz Synek poszedł na takie zajęcia, kiedy miał 3 miesiące. Teraz chodzi tam co tydzień. Od samego początku zajęcia były prowadzone razem z rodzicami. To super, bo wzmacniają u dzieci poczucie bezpieczeństwa. Zajęcia są bardzo rozwojowe ale najważniejsze jest to, że oswajają z wodą. Dzięki temu już paromiesięczne dzieciaki wiedzą, że woda ich nie rozpuści. Wszystko jest ok.
Dzisiaj Synek [17M] sam skacze do wody i pływa w założonym kierunku (oczywiście w rękawkach).
Zuch z niego!
Najnowsze komentarze