czyli spojrzenie Taty na całe to zamieszanie
27 12
Rzecz prawdopodobnie znana wielu rodzicom.
Synek [8-14M] w nocy budził się co powiedzmy godzinę drąc się nie do wytrzymania. Trzeba przyznać, że taka sytuacja nie tylko poważnie wpływa na bezsenność ale także bardzo działa na nerwy. Wydaje mi się, że na moje szczególnie. Dostawałem szału i zastanawiałem się ile jeszcze dam radę znieść.
Nie czytaliśmy poradników na ten temat a to naprawdę duży błąd. Prawdopodobnie na temat spania dziecka jest cała masa różnych rad. Tych dobrych, tych kontrowersyjnych i tych złych. My postanowiliśmy odkryć Amerykę na nowo. Kosztowało to wiele cierpienia ale przyniosło rezultaty.
Zresztą bardzo dobre rezultaty.
Ale zacznijmy od początku.
Do 14 miesiąca Synek miał w naszej sypialni swoje łóżeczko. Z jakiegoś powodu co noc budził się z nieprawdopodobnym rykiem. Często nie dało się go uspokoić nawet przez półtorej godziny. Ryczał jakby go obdzierali ze skóry. Tak długo ile starczało sił. Później godzina przerwy i na nowo. Nieprawdopodobny, spazmatyczny ryk.
Często właściwie nic nie pomagało. Śpiewanie kołysanek, noszenie, głaskanie, przytulanie. Macie jeszcze jakieś pomysły? Jeśli tak to od razu powiem, że one też nie pomagały.
Ktoś powiedział, że może boi się ciemności. Okazało się, że z zapaloną lampką było jeszcze gorzej.
Sprawa okazała się bardziej skomplikowana niż nam się wydawało. Rozumiem, że można mieć zły sen. Rozumiem, że podczas dnia dużo się działo i teraz wychodzą emocje. No ale co noc i to co parę godzin?
Razem z Mamą zaczęliśmy traktować to jako nasz problem. Co rano mieliśmy podkrążone oczy a wieczorem strach przed nadchodzącą nocą. Synek był napuchnięty od płaczu.
Zacząłem szukać na forach. Okazało się, że jest coś takiego jak ‘mary nocne’ i ‘nocne przerażenie’. W dodatku są to różne rzeczy, dotyczą różnego wieku i innych sytuacji w życiu dziecka.
Ani jedne ani drugie nie pasowały do naszego wzorca. Czułem, że dłużej nie będę w stanie się kontrolować. Pamiętam, że zastanawiałem się nawet jak to możliwe, że Synek ma tyle siły a my jesteśmy na skraju załamania nerwowego.
Wtedy nastąpił przełom.
Pewnej nocy, czepiając się każdej możliwości, po prostu postanowiliśmy wyprowadzić się i zostawić Synka [14M] samego w naszej sypialni.
Do dziś nie do końca rozumiem co się stało ale to pomogło. I to natychmiastowo! Tej nocy, pierwszy raz od wielu miesięcy Synek nie budził się z rykiem co parę godzin. Dosłownie.
Rozumiem to tak:
Synek doskonale wiedział, że ma nas ‘pod ręką’. Zawsze zatem mógł się upomnieć o jakieś swoje urojone potrzeby. Odkąd nocujemy w sąsiednim pokoju stało się dla niego naturalne, że ma przed kim urządzać cyrku. Dla mnie to było niewiarygodne, że tak to działa.
Oczywiście zdarzają się jeszcze sporadyczne nocne płacze. Podkreślam – płacze – a nie ryki. To jest dla mnie absolutnie normalne i pomagają zwykłe kilkuminutowe odwiedziny. Często włączam cicho kołysanki i wychodzę. Czasem wystarczy coś powiedzieć i pogłaskać. I tyle.
Pomaga też coś czego bardzo się pilnujemy.
Pomijając wyjątki jak nocne przewijanie, ‘fridowanie’ nosa czy w ogóle choroby, nigdy ale to nigdy podczas nocnego płaczu nie bierzemy Synka na ręce. W zwyczajowej sytuacji to dużo bardziej szkodzi niż pomaga. Tym bardziej nie ma mowy o braniu go do naszego łóżka.
Jest jeszcze sprawa związana z zostawianiem Synka na noc u Dziadków. Oni inaczej podchodzą do problemu. Synek nocuje u nich w sypialni a często zasypia w ich łóżku. Pomimo tego nie mamy z tym problemu. Dziadkowie robią niektóre rzeczy po swojemu. Synek nauczył się, że tam tak jest a w domu obowiązują nasze reguły.
Jak teraz wygląda zasypianie i noc napisałem w innym wpisie na blogu.
Cieszę się, bo uporaliśmy się z tym problemem. Wszyscy są zadowoleni a o to chyba chodzi. Wyszło nam na zdrowie. Tym, którzy mają podobne problemy z dziećmi w nocy polecam tę metodę. Jak zwykle najważniejsza jest konsekwencja.
6 12
Brzmi dość groźnie. Zadaję sobie pytanie skąd się to bierze. Dlaczego Synek stara się przypierać nas do muru, narzucać własną wolę.
Wydaje mi się, że to zrobiła po prostu ewolucja. Od dnia urodzin każdy ma gdzieś zakodowane by przeżyć i przy okazji zrobić sobie jak najlepiej. No i tu na straży anarchii stoimy my, Rodzice, którzy wiedzą co jest najlepsze.
No ale przecież dajemy mu wszystko co wg nas najlepsze, a on nadal się drze. Nadal wymusza. Jak mawia Dziadek: ‘Niech to jasna cholera!’.
Załóżmy, że nie chodzi o sytuację kiedy:
- może być zmęczony,
- może mu być źle z bólu lub dyskomfortu (bo np. zimno),
- może być głodny
Załóżmy, że po prostu nagle stwierdził, że chce coś dostać ponad wszystko.
Zacznijmy od początku. Bo od samego początku Synek bada jak daleko sięgają macki jego wpływów. Bardzo dobrze, że tak robi. Jestem nawet z tego bardzo dumny. Nie oznacza to, że pozwolę mu na wszystko. Pozwolenie Synkowi na wszystko to wg mnie błędne myślenie. A dlaczego? Bo dawanie na zawołanie nie jest dobrą edukacją (jakaś analogia przychodzi mi go głowy). Robię tak po prostu dla jego dobra. Z każdym dniem granice się poszerzają. Niech walczy i niech się uczy, że nie wszystko można osiągnąć byle wrzaskiem. Odkrywam mu te granice po trochu w miarę jego rozwoju. Nie wszystko na raz bo się pogubi.
Ok, ale on wrzeszczy nadal. W takiej sytuacji najprawdopodobniej się nudzi, bo nie zwracamy na niego uwagi. Prosta sprawa i jeśli sobie z tego zdać sprawę, naszą bronią będzie znalezienie mu zajęcia.
Jeśli go zbyjemy będzie jeszcze gorzej. ‘Idź się pobaw’ też raczej na nic bo nawet jeśli się posłucha to nie potrwa to długo.
U nas najlepiej sprawdza się znalezienie zajęcia, w którym Synek czuje, że nam pomaga.
Jeśli jesteśmy w domu są to nawet super proste pomoce przy tym co robimy. Wytarcie czegoś szmatką, odstawienie porozrzucanych gratów na miejsce, pomoc przy prowadzeniu rury odkurzacza.
Za każdym razem go chwalimy. Uwierzcie mi, to działa.
Poza domem na ogół nie ma takich problemów, ponieważ tyle naokoło się dzieje, że sama rozmowa (na tym etapie jeszcze monolog) i opowiadanie co się na około dzieje są wystarczającą dawką atrakcji.
Najnowsze komentarze