czyli spojrzenie Taty na całe to zamieszanie
28 03
Nasze domowe, naturalne sposoby na stany zapalne górnych dróg oddechowych, które często zastępują leczenie tzw. ‘tradycyjne’ – czyli głównie leczenie objawowe lekami.
Ważna rzecz – przy tego typu zapaleniach – kaszlu, spływającym katarze, problemach z oddychaniem, należy pójść z dzieckiem do lekarza, żeby je osłuchał i dokładnie zbadał czy nie ma czegoś w oskrzelach, płucach i czy stan zapalny nie przerzuca się na inne osłabione miejsca – gardło, uszy, itd.
Pamiętajmy, że lekarze są dziś różni. Zwracajmy uwagę na to co lekarz mówi i zadawajmy mu pytania! Lekarz nie może postawić diagnozy bez badania! Bądźmy czujni. Pytajmy rzeczy, które przepisuje. Lekarze dziś uwielbiają dawać antybiotyki. Antybiotyki są niezbędne w specyficznych sytuacjach. Antybiotyki eliminują bakterie w naszym organizmie. Zabijają też masę chroniących nas bakterii. Przy stosowaniu antybiotyków konieczna jest określona dieta. Zapytajmy o to specjalistę. Antybiotyki bardzo osłabiają organizm, dlatego należy je stosować tylko wtedy gdy są naprawdę niezbędne.
Jak radzimy sobie domowymi sposobami.
Przede wszystkim staramy się nasze organizmy wzmacniać. Duża ilość leków go osłabia a nie wzmacnia.
Do najważniejszych czynności należy nacieranie olejkami (u starszych dzieci może to być olejek kamforowy). My nacieramy dokładnie:
Poprzez energiczne nacieranie rozgrzewamy i pobudzamy wrażliwe miejsca organizmu. Młodszego nacieramy oliwką, lub parafiną.
Klatkę i plecy oklepujemy – dłońmi złożonymi w ‘łódki’. Oklepywanie powoduje oddzielanie i odrywanie się flegmy, której zaleganie jest groźne dla płuc.
Utrzymujemy ciało w stałych temperaturach. Koniecznie należy unikać wyziębień głowy czy nacieranych części ciała. Trzeba możliwie jak najwięcej pić. Najlepiej ciepłą wodę, ewentualnie słabe herbatki.
Wietrzenie! Miejsca, w których się choruje trzeba wietrzyć. Dużo osób, z którymi rozmawiamy zapomina o tym jakie to ważne. Wietrzenie odświeża powietrze i zabija bakterie. Wietrzenie pokojów chorych dzieci jest niezbędne.
Ważne jest też nawilżanie powietrza. Nie może ono być zbyt suche, ponieważ dodatkowo podrażnia oskrzela i płuca oraz wysusza śluzówki. Powietrze podczas stanów zapalnych powinno być dodatkowo nawilżane.
Podwyższonej temperatury u dzieciaka nie ruszamy do 38,5′C. Powyżej stosujemy zimne okłady na czoło i okolice serca. Kiedy jest groźnie – czopki.
Przy chorobach przenoszonych drogą kropelkową myjemy często ręce. Częściej niż zwykle.
To kilka podstawowych sposobów jakie stosujemy przy stanach zapalnych górnych dróg oddechowych. Nam bardzo pomagają.
Zauważyliśmy bardzo ciekawą prawidłowość. Im mniej leków bierzemy tym jesteśmy zdrowsi. Kiedy już nie ma wyjścia i trzeba coś wziąć – jeden lek wymusza użycie drugiego i robi się z tego cała garść chemii. Dzisiaj leków nie stosujemy prawie w ogóle. Jesteśmy o wiele zdrowsi. Znajomi mówią o nas ‘cyborgi’
Bardzo proszę – podzielcie się swoimi domowymi sposobami na popularne choroby. Warto o nich mówić, bo są zdrowymi, naturalnymi metodami podnoszącymi odporność naszych organizmów.
10 01
O naszym problemie z zapaleniem siusiaka Synka pisałem już wcześniej w innym wpisie na blogu.
Ostatnio wpadł mi w ręce wywiad z lekarzem medycyny chińskiej.
Porusza on między innymi ciekawy temat przełożenia stresu na stan zdrowia naszych wnętrzności. Co za tym idzie i nas.
Zastanawiam się czy tamten nasz przypadek zapalenia nie był czasem wywołany stresem ze żłobka.
Ciężko powiedzieć, czy pomogło przemywanie rivanolem, czy rezygnacja ze żłobka.
W sumie ciekawa sprawa.
Poniżej fragment rozmowy z medycyny chińskiej Krzysztofem Romanowskim:
[...] Moczenie może wystąpić z powodów emocjonalnych, np. lęku spowodowanego konfliktami rodziców. Z punktu widzenia medycyny chińskiej osłabienie yang nerek (i automatycznie śledziony) – oznacza osłabienie funkcji obronnych organizmu. Słabnie odporność, dziecko zaczyna chorować na infekcje dróg moczowych i często też oddechowych. Poddane leczeniu przez akademicką medycynę otrzymuje antybiotyki, które w jeszcze większym stopniu uszkadzają yang śledzionowo – nerkowe. Infekcje stają się częstsze i dziecko wchodzi w cykl diagnostyki szpitalnej. Okazuje się, że w jego układzie moczowym jest reflux pęcherzowo – moczowodowy (reflux – odpływ, inaczej cofanie się moczu z pęcherza do moczowodu z powodu niewydolności zastawek ujścia moczowodu do pęcherza). Sytuacja nie zmienia się, lęk trwa, infekcje konsekwentnie tłumione są antybiotykami – reflux pogłębia się. W następnym etapie pojawiają się zmiany struktury narządu i reflux staje się wadą anatomiczną. Rozwiązaniem mogłoby być uświadomienie rodziców co do lękowego tła problemu. Jeżeli to spowoduje zmianę sytuacji emocjonalnej dziecka, to jest nadzieja na zapoczątkowanie procesu zdrowienia na poziomie psychiki, a w dalszej konsekwencji na poziomie narządu. Pełne, prawidłowe leczenie, które obejmuje psychoterapię, korektę diety i podawanie ziół zmniejsza częstość infekcji, potem znikają one w ogóle, następnie zmniejsza się stopień refluxu, aż wreszcie i on znika. Na końcu zniknie moczenie nocne. To dobry przykład na to, jak początek choroby wychodzi z poziomu emocjonalnego, a w końcowym, zaawansowanym etapie choroby dochodzi do zmian anatomicznych narządów, ale też dobry przykład jak w leczeniu przyczynowym uwidacznia się charakterystyczna kolejność znikania objawów, odwrotna do kolejności ich pojawiania się. Lekarze medycyny zachodniej są gotowi operować zastawki ujścia moczowodwo – pęcherzowego, ponieważ uważają, że stan ten istniał od początku i spowodował chorobę. Nie są w stanie dostrzec odwrotnego kierunku zdarzeń, że dziecko nabyło predyspozycji do refluxu wskutek emocji lękowych, a potem stan ten ewoluował w toku błędnego leczenia.[...]
źródło: http://www.logonia.org/index.php/content/view/166/2/
16 12
W żłobku Synek [14M] nabawił się zapalenia siusiaka.
Nie wiem jak oni tam dbają o higienę ale prawdą jest to, że stało się to właśnie w żłobku a nie gdzie indziej.
Na początku siusiak był twardy i napuchnięty z jednej strony. Później kolorem i twardością przybrał formę rzodkiewki. W żłobku powiedzieli, że mamy nie wracać dopóki tego nie wyleczymy. Jakby to była nasza wina.
No ale był problem. Synek bardzo dzielny ale widać było, że boli go przy dotyku. Późnym wieczorem zaczęła nas trochę ogarniać panika. Zdobyliśmy już adresy ostrych dyżurów. Oczami wyobraźni widzieliśmy skalpele, wytrychy, nożyce i te wszystkie straszne narzędzia chirurgiczne, poukładane w sterylnym porządku i czekające na swoją kolej.
Regułą jest to, że w sytuacjach paniki ciężko jest myśleć. W większości przypadków trzeba po prostu złapać oddech i pomyśleć. Odpaliłem komputer i zacząłem szperać po forach. Jak zwykle okazało się, że ile wpisów tyle dobrych rad. Głównie wypowiadały się mamy. Wachlarz pomysłów od stulejki do stołu operacyjnego. Po godzinie wiedziałem tyle, że na 5 podobnych przypadków znalazłem 5 rozwiązań.
Postanowiliśmy poczekać jednak do rana i zobaczyć co się stanie. Postanowiliśmy też wstrzyknąć pod skórkę napletka małą strzykawką rivanol i zrobić rivanolowy okład z gazy.
Następnego dnia lekarze powiedzieliby, że sytuacja ‘ustabilizowała się’. Wieczorem drugiego dnia obrzęk zaczął pomału ustępować a purpurowy kolor też jakby zaczął blednąć. Przemywanie i okłady powtarzaliśmy rano i wieczorem.
Po paru dniach po zapaleniu nie było śladu.
Jakby co, odpukać, polecam tę metodę. Bądź co bądź to domowy sposób, który Synka kosztował najmniej stresu.
Najnowsze komentarze