tatablog.pl

czyli spojrzenie Taty na całe to zamieszanie

Bieg z widelcem przez płotki

No rzesz kurna.

Miałem okazję coś takiego widzieć. Rodzice postanowili, że jest pora obiadu. Tuż obok znajdował się plac zabaw. Rodzice siedzieli przy stole, kiedy dziecko postanowiło się bawić. Wszystko jakieś 15 metrów od siebie. Rodzice w knajpie, dziecko na placu, wszyscy jedzą… Wszyscy – dziecko też.

Najpierw bieg ojca z widelcem. Osłania widelec ręką (żeby nie wystygło chyba) z nadzianym jedzonkiem. Mówi:
- Zjedz kochanie, może przyjdziesz do nas?

Dziecko owszem zjadło i olewka. Włazi sobie do domku na placu.

Za 5 minut biegnie matka. Też osłania cenny kęs.

- Masz tu skarbie. Skarb pochłania i się bawi.

Runda 3 – Ojciec.

Szaleńczy bieg. Chroni strawę od wystygnięcia. Brawo.
- Przyjdź do nas, zjedz z nami…
I ucieka. Dziecko pochłonęło i się bawi.

Moje pytanie – czy tak to powinno wyglądać? Wg mnie jedzenie to jedzenie – przy stole, siedzimy, jemy i później idziemy się bawić.

Ostatnio byliśmy w knajpce. Kelnerka jak nas zobaczyła przyniosła ‘stolikowe zestawy zabawowe dla dzieci’ – kredki, bloczki do rysowania, układanki.

Pięknie.

Dzieci się bawiły, zaczęły sobie wyrywać (byliśmy ze znajomymi) i awatura. Jak wniesiono talerze schowaliśmy zabawki. Nie było siły, żeby dzieci jadły i się bawiły. Powiedzieliśmy, że jemy a zabawa po jedzeniu. Dzieci zjadły i poleciały się bawić.

Jestem zdania, że jedzenie to jedzenie, zabawa zabawą a oglądanie filmów to zupełnie inna historia.
Jeśli się mylę, to poprawcie mnie.

O i tyle.

Złotych Zasad ciąg dalszy.

Długo już tu nic nie napisałem.
Właśnie zdałem sobie sprawę, że stosujemy coś co śmiało można zakwalifikować do naszych Złotych Zasad.

Była już konsekwencja, rozmowa i ruch.

Czas na Złotą Zasadę nr.:

3. Szczerość.

Szczerość to mówienie prawdy. A mówienie prawdy to często trudna rzecz. Ciężko to wytłumaczyć ale czasem nawet rzucanie słów na wiatr jest rozmijaniem się z prawdą.

Dla naszego Synka jest ważne to co mówimy. Jesteśmy przecież jego najważniejszymi nauczycielami. Widać, że słucha a czasem nawet zamyśla się. Przynajmniej tak to wygląda kiedy marszczy czoło.

Nie możemy sobie zatem pozwolić, żeby mówić jedno a robić drugie. Gdyby tak było stracilibyśmy u niego autorytet. A ten nawet w życiu łatwo stracić ale bardzo ciężko odbudować.

Dlatego nigdy nie mówimy mu czegoś, czego nie jesteśmy w stanie spełnić. Staramy się też nie go zbywać, kiedy np. jesteśmy zmęczeni.

Kto by pomyślał, że bycie rodzicem to taka odpowiedzialna rzecz :)

  • Inne wpisy w tych kategoriach:
    Zasady są ważne
  • Wrzaski w ciemnościach

    Rzecz prawdopodobnie znana wielu rodzicom.

    Synek [8-14M] w nocy budził się co powiedzmy godzinę drąc się nie do wytrzymania. Trzeba przyznać, że taka sytuacja nie tylko poważnie wpływa na bezsenność ale także bardzo działa na nerwy. Wydaje mi się, że na moje szczególnie. Dostawałem szału i zastanawiałem się ile jeszcze dam radę znieść.

    Nie czytaliśmy poradników na ten temat a to naprawdę duży błąd. Prawdopodobnie na temat spania dziecka jest cała masa różnych rad. Tych dobrych, tych kontrowersyjnych i tych złych. My postanowiliśmy odkryć Amerykę na nowo. Kosztowało to wiele cierpienia ale przyniosło rezultaty.
    Zresztą bardzo dobre rezultaty.

    Ale zacznijmy od początku.

    Do 14 miesiąca Synek miał w naszej sypialni swoje łóżeczko. Z jakiegoś powodu co noc budził się z nieprawdopodobnym rykiem. Często nie dało się go uspokoić nawet przez półtorej godziny. Ryczał jakby go obdzierali ze skóry. Tak długo ile starczało sił. Później godzina przerwy i na nowo. Nieprawdopodobny, spazmatyczny ryk.

    Często właściwie nic nie pomagało. Śpiewanie kołysanek, noszenie, głaskanie, przytulanie. Macie jeszcze jakieś pomysły? Jeśli tak to od razu powiem, że one też nie pomagały.

    Ktoś powiedział, że może boi się ciemności. Okazało się, że z zapaloną lampką było jeszcze gorzej.

    Sprawa okazała się bardziej skomplikowana niż nam się wydawało. Rozumiem, że można mieć zły sen. Rozumiem, że podczas dnia dużo się działo i teraz wychodzą emocje. No ale co noc i to co parę godzin?

    Razem z Mamą zaczęliśmy traktować to jako nasz problem. Co rano mieliśmy podkrążone oczy a wieczorem strach przed nadchodzącą nocą. Synek był napuchnięty od płaczu.

    Zacząłem szukać na forach. Okazało się, że jest coś takiego jak ‘mary nocne’ i ‘nocne przerażenie’. W dodatku są to różne rzeczy, dotyczą różnego wieku i innych sytuacji w życiu dziecka.

    Ani jedne ani drugie nie pasowały do naszego wzorca. Czułem, że dłużej nie będę w stanie się kontrolować. Pamiętam, że zastanawiałem się nawet jak to możliwe, że Synek ma tyle siły a my jesteśmy na skraju załamania nerwowego.

    Wtedy nastąpił przełom.
    Pewnej nocy, czepiając się każdej możliwości, po prostu postanowiliśmy wyprowadzić się i zostawić Synka [14M] samego w naszej sypialni.

    Do dziś nie do końca rozumiem co się stało ale to pomogło. I to natychmiastowo! Tej nocy, pierwszy raz od wielu miesięcy Synek nie budził się z rykiem co parę godzin. Dosłownie.

    Rozumiem to tak:
    Synek doskonale wiedział, że ma nas ‘pod ręką’. Zawsze zatem mógł się upomnieć o jakieś swoje urojone potrzeby. Odkąd nocujemy w sąsiednim pokoju stało się dla niego naturalne, że ma przed kim urządzać cyrku. Dla mnie to było niewiarygodne, że tak to działa.

    Oczywiście zdarzają się jeszcze sporadyczne nocne płacze. Podkreślam – płacze – a nie ryki. To jest dla mnie absolutnie normalne i pomagają zwykłe kilkuminutowe odwiedziny. Często włączam cicho kołysanki i wychodzę. Czasem wystarczy coś powiedzieć i pogłaskać. I tyle.

    Pomaga też coś czego bardzo się pilnujemy.

    Pomijając wyjątki jak nocne przewijanie, ‘fridowanie’ nosa czy w ogóle choroby, nigdy ale to nigdy podczas nocnego płaczu nie bierzemy Synka na ręce. W zwyczajowej sytuacji to dużo bardziej szkodzi niż pomaga. Tym bardziej nie ma mowy o braniu go do naszego łóżka.

    Jest jeszcze sprawa związana z zostawianiem Synka na noc u Dziadków. Oni inaczej podchodzą do problemu. Synek nocuje u nich w sypialni a często zasypia w ich łóżku. Pomimo tego nie mamy z tym problemu. Dziadkowie robią niektóre rzeczy po swojemu. Synek nauczył się, że tam tak jest a w domu obowiązują nasze reguły.

    Jak teraz wygląda zasypianie i noc napisałem w innym wpisie na blogu.

    Cieszę się, bo uporaliśmy się z tym problemem. Wszyscy są zadowoleni a o to chyba chodzi. Wyszło nam na zdrowie. Tym, którzy mają podobne problemy z dziećmi w nocy polecam tę metodę. Jak zwykle najważniejsza jest konsekwencja.

    Dziadkowie widzą niektóre sprawy po swojemu. Szanują nasze podejście do wychowywania Synka ale czasem postępują nie tak jak byśmy z Mamą chcieli. Pytanie co robić w takiej sytuacji.

    Wyszliśmy z założenia, że tak powinno zostać. Uważamy, że dzięki odmiennym poglądom dowie się, że różni ludzie mogą mieć różne zdania na te same sprawy. W końcu dużo więcej czasu Synek spędza w swoim domu niż u Dziadków, gdzie bywa dużo, dużo rzadziej. Co z tego wyniknie? To się okaże.

    Dodatkowym problemem jest to, że Dziadkowie mają bardzo dużą skłonność do ulegania Synkowi. Biegną na jego prawie każde zawołanie. No cóż. Tacy już są i chwała im za to.

    Wiele razy będę powtarzał, że najważniejsze są Zasady. Stosujemy się do niech i Dziadkowie też. Cała reszta to kwestia indywidualnego podejścia.

    Dziadkowie to bardzo potrzebna Instytucja.

    Mamy szczęście bo zarówno jedni jak i drudzy Dziadkowie Synka chcą i mogą się nim zajmować. Mamy już wyznaczone dni, kiedy się nim zajmują. Jest jeden z nielicznych momentów, kiedy możemy mieć czas dla siebie.
    To bardzo, bardzo ważne by mieć czas dla siebie.

    Poza tym Dziadkowie to najbliższa rodzina, a oni mają już swoje doświadczenie w wychowywaniu… nas.
    Oczywiście mają swoje widzimisię w wielu sprawach ale to dobrze, bo Synek uczy się, że nie u wszystkich jest tak samo. Rzecz jasna nadal obowiązują Zasady.

    Babcie były bardzo potrzebne w pierwszych tygodniach po urodzeniu Synka. Wtedy właśnie okazało się, że taka pomoc jest niezbędna, ponieważ nagle Mama zdała sobie sprawę jak mało wie. Ja, Tato, nie zdawałem sobie sprawy jak mało wiem bo po prostu nadal przeżywałem szok nowej roli.

    Teraz, kiedy Synek [17M] jest starszy Dziadkowie zabierają go na spacery, karmienie kaczek i kurek oraz na place zabaw.
    Synek nocuje u Dziadków a my mamy wieczór dla siebie. Czas wolny.

    Taki czas wolny jest potrzebny bo pozwala nam snuć dalsze plany, związane między innymi z Dzidziusiem [2MC], który jest już w drodze.

    Dziadkom, którzy są teraz w nowej roli ten kontakt też bardzo służy. Więcej spacerują, korzystają z ruchu, bawią się jak za dawnych lat. Po prostu młodnieją.

    Jeśli to tylko możliwe, to trzeba korzystać z pomocy Dziadków. To jest dobre dla wszystkich.

    Box

    Co może przydać się podczas lotu samolotem z małym dzieckiemPodróż samochodem z małym dzieckiem - jak się przygotować, żeby przetrwaćDomowe sposoby na zbicie temperatury u dziecka

    Facebook