czyli spojrzenie Taty na całe to zamieszanie
31 01
Muszę pochwalić się sukcesem.
Niedawno temu byliśmy na rodzinnej imprezie u Siostry Mamy. Ponieważ wszystkim było bardzo dobrze postanowiliśmy zostać na noc. Jak postanowione tak i zrobione.
Zrobiło się późno i przyszedł czas na kąpiel. Jest to taki nasz rytuał, niezależnie czy jesteśmy w domu czy u kogoś. Kiedy przychodzi czas na spanie, najpierw jest kąpiel. Zupełnie w wyjątkowych sytuacjach olewamy ten etap.
No dobra, kąpiel sie odbyła (kąpiel i kładzenie spać należy do mnie), pożegnaliśmy się z Mamą i gośćmi i poszliśmy do sypialni. To dość mało znane miejsce dla Synka. Innością był też brak jego łóżeczka. Przed położeniem pożegnaliśmy sie jeszcze z rybkami w akwarium i do łóżka.
Cała ta inność spowodowała, że odruchowo położyłem sie razem z Synkiem, żeby go usypiać. Jest to o tyle dziwne, że nigdy tego nie robię. Staram się przestrzegać metody związanej z usypianiem, dzięki czemu ona działa i właściwie nie mam żadnych kłopotów z usypianiem Synka.
Kiedy zdałem sobie z tego sprawę, wstałem i zrobiłem to co zwykle: zgasiłem światło mówiąc ‘pstryk’, później dobranoc i wyszedłem. Synek przewalał się jeszcze chwilę i zwyczajnie usnął.
Uważam to za wielki sukces
21 12
Sądzę, że mniejsze lub większe problemy z zasypianiem dzieci ma większość rodziców.
Każdy sobie jakoś sobie z tym radzi. My także przez to przechodziliśmy.
Łatwiej powiedzieć niż zrobić.
Metodą prób i błędów próbowaliśmy naprawdę wielu technik. Myślę, że naszym problemem była nieznajomość lektur na ten temat.
Dziś mogę śmiało powiedzieć, że wg mnie najważniejsze jest by od najwcześniejszych chwil uczyć dziecko aby samo zasypiało. Uwierzcie mi to bardzo ważne aby dziecko same zasypiało we własny łóżeczku a najlepiej we własnym pokoju.
Znam małżeństwa, w których spanie dziecka miało wpływ na związek! Dziecko zajmowało w łóżku miejsce małżonka, który w tej sytuacji musiał wyprowadzić się do… pokoju dziecka!
Naszym celem było aby Synek sam szybko zasypiał we własnym łóżeczku, we własnym pokoju.
Jak to osiągnąć?
Znajoma opowiadała nam o metodzie ’5, 10, 15 minut’. Chodzi o metodę dr Richarda Ferbera opisaną pewnie w jakiejś z książek na temat zasypiania dzieci.
Wynika z niej, że jeśli dziecku nic nie dolega a ono płacze i płacze, powinniśmy mu pozwolić płakać przez pięć minut. Po tym czasie należy je pocieszyć coś mówiąc i pogłaskać. Nie wolno w tym czasie brać dziecka na ręce.
Jeśli sytuacja powtarza się należy wydłużać czas, w jakim dziecku pozwalamy płakać. Z pięciu minut należy zrobić dziesięć a później przeciągać do piętnastu minut zanim zaśnie.
Jakoś ciężko nam było się przekonać by Synek w nocy płakał wiele minut. Zawsze wydawało się nam, że coś złego mu się dzieje. Poza tym jak można stosować takie bezwzględne metody w stosunku do malutkiego dziecka.
Powiem tyle, że po wielu nieudanych próbach okazało się, że ta metoda działa.
Dziś po umyciu kładę Synka [17M] do jego łóżeczka. Gasząc światło mówię ‘pstryk’, później dobranoc i wychodzę.
Na ogół przesypia całą noc. Zdarza się jeszcze, że budzi się z płaczem. Na ogół wystarczy jednak krótkie pocieszenie lub danie parę łyków picia. Po tym śpi do rana.
Najnowsze komentarze